26 lip 2016

Społeczeństwo. Młodszym czytelnikom jestem winien na początek pewne wyjaśnienie. Brzmi to niewiarygodnie, ale nie zawsze istniał cyfrowy zapis filmów. Ba, nie zawsze istniał też internet i telefony komórkowe. W każdym razie w tamtych dziwacznych czasach filmy zapisywano na specjalnej taśmie i pakowano do specjalnego pudełka. To pudełko trzeba było włożyć do urządzenia zwanego magnetowidem i podłączyć do telewizora. I dopiero wtedy można było obejrzeć film. Tak było w latach 70/90 ubiegłego wieku. Wtedy magnetowid był cudem techniki.
Prawdę powiedziawszy myślałem, że magnetowid poległ już dawno w starciu z DVD. Okazało się jednak, że dopiero dogorywa. Na świecie ostał sie bowiem jeden ich producent, japoński Funai. Firma właśnie jednak ogłosiła, że 31 lipca 2016 roku przestaje produkować magnetowidy. I to nie dlatego, że nie ma na nie zbytu, bo w ubiegłym roku sprzedano ich na świecie (głównie w USA) 750 tysięcy. Powód jest prozaiczny: jeden z poddostawców z Chin odmówił kontynuowania dostawy komponentu, bo nie opłacała mu się produkcja na tak małą skalę.
Magnetowidów pewnie nikomu nie jest szkoda. Zresztą 99,99% z nas i tak już je dawno temu pogrzebała. Zgon magnetowidu ma jednak wymiar symboliczny. Pokazuje bowiem w jak szalonym tempie do swojego upadku zbliża się nasza cywilizacja.

Igor Hrywna

13 lip 2016

Zmiany, zmiany, zmiany. W takich to nam przyszło żyć ciekawych czasach, że niezmienne są tylko zmiany. Przyzwyczailiśmy się już do naszej małej, nadwiśliańskiej stabilizacji. Aż przyszła zmiana czyli Brexit. I Polska znalazła się w oku unijnego cyklonu.

Problem polega na tym, że tak do końca nie jest jasne, czym ową „chorobę wściekłych Anglików” leczyć. I tak to potykają się na słowa politycy po całej ubitej ziemii Unii Europejskiej. I jakoś nie widać między nimi chęci do kompromisu. I nie powinno to nikogo dziwić, bo tego kompromisu nikt nie szuka. W tym sporze bowiem chodzi oto, kto kogo mocniej zdzieli swoją racją w łeb.
Przypomina mi to trochę sytuację w jednej z wielkich amerykańskich korporacji, bodaj GE. Jakiś czas temu coś tam u nich szwankowało. Klienci zaczęli odchodzić do konkurencji.
Poproszono więc fachowca, żeby przyjrzał się firmie. Ten zszokowanyustalił, że poszczególne działy walczą o swoją pozycję wewnątrz firmy tak zaciekle, że nie mają już siły i czasu na walkę z zewnętrzną konkurencją.

Unia nie ma jednak takiego fachowca. Nie jest firmą. Nie ma też jednego lekarstwa na Brexit. Bo jedni uważają, że lekarstwem powinno być więcej Unii w Unii. Drudzy dokładnie na odwrót. Uważają, że Unię wzmocni mniej Unii. Jaki może być kompromis pomiędzy więcej i mniej?

25 cze 2016

To pewien paradoks, że w naszych sztucznych czasach, tak bardzo ceni się emocje. Dziwi nie mniej, że w czasach nastawionych na „dzisiaj”, tak dobrze sprzedaje się przeszłość. Jednak oba paradoksy da się logicznie wytłumaczyć.
Nowoczesne technologie zmieniają nasze otoczenie w oszołamiającym tempie. Tak szybkim, że ludzie nie nadążają już za zmianami. I jako odtrutki potrzebują prostych emocji. A tych dostarczają im media w postaci różnych reality show, historii na faktach itd. Tym światem nie rządzą bowiem aplikacje czy interenet rzeczy, ale miłość, zazdrość, gniew.
A przeszłość sprzedaje się dobrze, bo pokolenie urodzone na przełomie lat 50/60 powoli zbliża się do emerytury. I powraca do czasów swojej młodości. Do nieśmiertelnego Klossa na przykład.
Czy innym jest jednak powrót do czasów młodości, czym innym próba wskrzeszania starych programów. To standardowo nie udaje się. Tak poległ „wskrzeszony” Teleranek. Program oglądało mizerne 240 tys. widzów, w tym tylko 14 tys. dzieci. Reszta to dorośli…którzy chcieli poczuć się znowu dziećmi. Ale chyba jest ich za mało, żeby uratować „Teleranek”. Bo ludzie potrzebują powrotu do prawdziwej przeszłości i związanych z nią emocji, a nie współczesnej imitacji. Imitacje emocji nie wywołują.

Igor Hrywna

16 cze 2016

1. „Startuje w nich [Euro 2016] reprezentacja Polski. Jej zwycięstwa wzmocnią falę brunatnego nacjonalizmu zalewającą nasz kraj”. 2. „Lewandowski już raz ograł Niemców, czyli historia z czasów II wojny światowej”.

1. Pierwsze zdanie jest autorstwa pewnego zatroskanego stanem polskiej demokracji filozofa. Powiedzmy: zdanie wielce dziwaczne. Bo zgodnie z wpisaną w to zdanie logiką, dzisiaj wszystkie sportowe sukcesy (i nie tylko one) wzmacniają ową „falę”. Czyli im lepiej, to tym gorzej. Bo brunatniej.
2. Drugie zdanie to tytuł artykułu na stronie publicznej TV, opisującego mecz, jaki w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen rozegrali między sobą polscy i niemieccy więźniowie. Polacy zwyciężyli 1:0, strzelcem bramki był niejaki Zdzisław Lewandowski.
W odwecie esesmani pobili więźniów.
To też jest dziwaczne, choć z innej strony. Opisywanie obozowego meczu w kontekście Euro jest równie trafione, jak np. pomysł, by przy okazji konkursu chopinowskiego wspomnieć więzienną orkiestrę z Auschwitz.
3. Dwie różne historie medialne, ale jakby wyciągnięte z tego samego kapelusza. Takiego, gdzie zamiast napisu „sport” widnieje napis „polityka”.

Igor Hrywna

15 cze 2016

Wśród 49 trupów ofiar z Orlando toczy się bezpardonowa walka o mordercę. O to, kim był, dlaczego i kogo tak naprawdę zabił. I nie o prawdę tutaj chodzi, a zdobycie paru ideologicznych punktów.
Przypomnę tylko, że w Orlando wyznający islam obywatel USA zastrzelił w gejowskim klubie 49 osób. Dla lewicowych mediów był jednak nie muzułmańskim terrorystą, ale Amerykaninem, który nienawidził gejów. A winnym tamtejsze prawo zezwalające na posiadanie broni. Dla prawicowych kolejnym muzułmańskim terrorystą, ale z pewnym „ale”. Uznanie bowiem w tym przypadku, że był to kolejny atak na naszą zachodnią cywilizację, oznaczałoby, że jej elementem są geje. A dla prawicowych mediów jest to nie do przyjęcia.
Taki obraz zmąciło kolejne doniesienia medialne. Takie mianowicie, że zamachowiec był gejem. Miał m.in. korzystać z gejowskich aplikacji randkowych. I bywać w klubie, gdzie doszło do masakry. A strzelał, bo nie potrafił zaakceptować swojej orientacji seksualnej.

To wychodzi na to, że teraz trzeba sie bać gejów i muzułmanów

09 cze 2016

- Rosja nie ma planów ataku na Polskę – oświadczył rosyjski ambasador przy NATO. To reakcja na zapowiedź wzmocnienia wschodniej flanki NATO, zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce i ćwiczenia Anakonda 2016, które potrwają w Polsce do 17 czerwca. To największe ćwiczenia obronne przeprowadzone u nas po 1989 roku. Nikt tego nie mówi wprost, ale przecież wiadomo, że siły NATO ćwiczą na nich obronę przed atakiem ze strony Rosji. Także w naszym Orzyszu.
Za miesiąc czeka nas jeszcze ważniejsze wydarzenie: warszawski szczyt NATO. Najpewniej zostaną tam ogłoszone decyzje o zwiększeniu obecności wojskowej Sojuszu w północnej i wschodniej części Europy. W tym w naszym kraju. Polsce zależy przede wszystkim na obecności amerykańskiej, bo US Army to dzisiaj jedyna realna siła odstraszająca. Nieliczni krytycy amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce podnoszą, że tak naprawdę Amerykanie chcą zainstalować w Polsce system obronny własnego terytorium. Paradoksalnie, dla Polski, to akurat duży plus. Bo RP w ten sposób stanie się jednym z elementów takiego systemu.
W tym wszystkim jest jednak łyżka dziegciu. Jesienią USA będzie miała nowego prezydenta. Jeżeli zostanie nim proputinowski i ksenofobiczny Donald Trump, to będziemy mieli przerąbane. I to bardzo.

Igor Hrywna

02 cze 2016

Chcecie żyć długo, zdrowo i szczęśliwie? Tak? To w takim razie musicie zadbać o ekorównowagę organizmu. Inaczej zanieczyścicie swoje serce i wątrobę. Doprowadzicie do opłakanego stanu nerki i jelita. Dokładnie tak. Wiedzą o tym już miliony Amerykanów. Teraz ta wiedza jest już dostępna w Polsce. Pamiętaj o swoich bliskich. Zadbaj o siebie. Nie dopuść do skorodowania swojego organizmu. Kiedyś nie wiedzieliśmy jak z tym walczyć. Teraz, dzięki Bogu, wiemy. To nic trudnego. Trzeba tylko wypijać dziennie minimum litr odkwaszonej wody. Skąd wziąć taką wodę? Wystarczy założyć na kran filtr „Aqua PlusMinerale”.

Uwierzyliście choć przez chwilę w korodowanie organizmu? Jedni tak, drudzy nie. W życiu jednak większość z Was codziennie daje się nabierać na takie wykreowane przez fachmanów od marketingu „potrzeby”.

To znak dzisiejszych czasów. Kiedyś firmy prześcigały się w odgadywaniu czego chcą klienci. Potem to wytwarzały. Teraz już tak nie jest. Dzisiaj najpierw stwarza się potrzebę. A potem obwieszcza, że ma się produkt lub usługę, które tę potrzebę zaspakaja.
Po prostu dziś wymyśla się coś, a potem tłumaczy ludziom, że bez tego nie będą zdrowi, szczęśliwi, albo w ogóle ich nie będzie.

Igor Hrywna

25 maj 2016

Każdy z nas codziennei funkcjonuje w kilku różnych przestrzeniach. Przede wszystkim prywatnej i zawodowej, ale też i społecznej. Statystycznie tej ostatniej poświęcamy najmniej uwagi. Tym mniej, im mniej czujemy się członkiem jakiejś wspólnoty.

Taka to naszła mnie refleksja przy okazji Dnia Samorządu Terytorialnego. Obchodzimy go 27 maja, na pamiątkę pierwszych wolnych wyborów samorządowych, które odbyły się 27 maja 1990 roku. Mało kto jednak chyba o tym święcie wie. Trochę szkoda, bo nasza lokalna samorządność potrzebuje stałej promocji. I naszej uwagi. Bo kto pamięta, na jakiego radnego głosował w ostatnich wyborach samorządowych? Bo skoro czytacie ten tekst, to zakładam, że na kogoś jednak głosowaliście. W dzisiejszych czasach czytanie jest bowiem swojego rodzaju przejawem aktywności obywatelskiej.

Człowiek na taką naturę, że chętniej dzieli się emocjami negatywnymi niż pozytywnymi. Chętniej krytykuje, niż chwali. Nie inaczej jest z opiniami o naszych samorządowcach. Najczęściej i najgęściej krytykują ich z reguły ci, którzy nie chodzą na wybory. A wszyscy mamy pewien problem mentalny związany z władzą lokalną, którą sami sobie wybieramy. Mówimy często: władza zrobiło to, albo nie zrobiła tamtego. Jakby owa „władza” było jakiegoś marsjańskiego pochodzenia. A przecież ta władza to my. Nikt inny, jak tylko My.

Igor Hrywna

22 maj 2016

- Za 10 lat komputery przewyższą ludzi w zakresie możliwości odbioru rzeczywistości – twierdzi Mark Zuckerberg, twórca Facebooka. – W wykonywaniu niektórych czynności komputery już wkrótce będą lepsze od ludzi – mówi prosto z mostu Eric Schmidt z Google. Chodzi o rozwój sztucznej inteligencji, która staje się trendem numer 1 naszego stechnicyzowanego świata.

Niektórzy wieszczą już, że spełniają się proroctwa pisarzy science fiction, a scenariusz Termintora może „zejść z ekranu” i stać się rzeczywistością. Bunt rozumnych maszyn raczej nam nie grozi. Osaczenie przez komputerowe programy kognitywne (samouczące się na ludzkie podobieństwo) jest już jednak wielce prawdopodobne.

Nie to jednak jest dzisiaj groźne. Problemem jest to, że rozwój nowoczesnych technologii zabiera coraz więcej pracy zwykłym ludziom. Ostatnio wyczytałem, że już niedługo wiele firm wróci z Chin do Europy. Bo drukarki 3D będa produkować taniej i szybciej od Chińczyków.
Generalnie na postępie korzysta garstka ludzi.

Wracają czasu starożytnego Rzymu, gdzie władzę miała garstka wielkich właścicieli niewolników. Dzisiaj władają oni nowoczesnymi technologiami. A obywatelom, jak w starożytnym Rzymie, pozostaną wkrótce tylko igrzyska.

Igor Hrywna

18 maj 2016

Gdyby nie Pierwsza Dama, to pewnie mało kto usłyszałby o 150-leciu Kół Gospodyń Wiejskich. To, że Agata Kornhauser-Duda zamiast na feministyczny Kongres Kobiet wybrała się na spotkanie z „wieśniaczkami”, wywołało wśród feministek wiele złości. Nie o tym jednak chcę pisać, ale o Kołach Gospodyń Wiejskich, o tym wspaniałym fenomenie społecznym i kulturowym.

W potocznej świadomości KGW funkcjonują często jako jakiś dziwoląg, pseudofolklorystyczny relikt z minionej epoki. Tymczasem Koła to dzisiaj organizacja zrzeszająca aktywne mieszkanki wsi, które działają na rzecz swoich społeczności lokalnych. Z jednej strony promują przedsiębiorczość kobiet, zdobywają pieniądze z programów unijnych i dążą do poprawy sytuacji społeczno-zawodowej kobiet wiejskich. Z drugiej działają na rzecz ochrony zdrowia i zabezpieczenia socjalnego rodzin wiejskich. Takich Gospodyń jest w Polsce około 700 tysięcy.

Jak to ujęła Pierwsza Dama: członkinie Kół Gospodyń Wiejskich rzadko są bohaterkami uroczystości, bo zwykle służą innym, wspierają swoje lokalne wspólnoty i ojczyzny.
W mediach wiele mówi się o społeczeństwie obywatelskim. Głównie jednak w kontekście wielkich miast.

A tak naprawdę zdolne do samoorganizacji i aktywne społeczności spotkać możemy głównie na wsiach i w małych miasteczkach. To tam działają prawdziwe wspólnoty obywatelskie. Takie jak Koła Gospodyń Wiejskich.

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.