Tomasz Lis daje elektoratowi PO, Ruchu Palikota i SLD nowe logo: Newsweeka. I oni to kupią. Dlatego Tomasz Lis ma rację. Rację marketingową i biznesową.
Mowa oczywiście o okładce Newsweeka z Antonim Macierewiczem w roli taliba.

Pomińmy to, czy okładają się zachwyceni i oburzeni ta okładką. I zajrzyjmy do amerykańskiego Newsweeka. W sierpniu 2011 amerykański Newsweek pokazał na 1 stronie Michele Bachmann. Michele Bachmann – kongresmenka ze stanu Minnesota związana z ultrakonserwatywnym ruchem Tea Party, była jednym z kandydatów na kontrkandyta Obamy w najbliższych wyborach prezydenckich w USA.

Okładka z zaostrzonymi programem graficznym oczami i tytułem „Królowa wściekłości” wywołała w USA dyskusję czy poważne pismo może stosować takie chwyty. Czy to dla zwiększenia sprzedaży czy eliminowania przeciwników politycznych.
- Gdyby ktoś 5 lat temu powiedział, że Newsweek będzie rozpaczliwie próbował sprzedawać się dzięki przerobionym zdjęciom republikańskich kandydatów, nikt by w to nie uwierzy – pisał na swoim blogu Daniel Greenfield.
I przygotował na zaś kilka okładek dla Newsweeka, gdyby redakcja tygodnika chciała podążać ta drogą. Na jednej z nich Rick Santorum (inny kandydat republikanów) występuje jak „Diabeł pijący krew”.

Ta okładka ma w sobie coś z poetyki okładki z Newsweeka Tomasza Lisa.Tyle że jest wymyślona, a okładka z Maciarewiczem jak najbardziej prawdziwa.
Tomasz Lis celowo ustawia się w jednym szeregu choć po drugiej stronie barykady z Gazetą Polską. Bo poniższej okładki nic nie odróżnia od tej z Tuskiem:

Dla Lisa Newsweek ma się bowiem stać logo i sztandarem antypisowskiego ludu. To zagwarantuje tygodnikowi wzrost sprzedaży i wiernych czytelników. A tych każde papierowe pismo potrzebuje jak kania dżdżu. Dlaczego zatem Tomasz Lis miałby tego nie zrobić. Tym bardziej, że robi to, w co wierzy.