10 Lip 2017

Polski patent wypróbowany po raz pierwszy pod Lidzbarkiem Warmińskim ma szansę podbić USA. Świecącą ścieżką stanowiącą mały fragment szlaku prowadzącego z Lidzbarka nad jezioro Wielochowskie zainteresował się park rozrywki DisneyWorld na Florydzie. To może otworzyć drzwi dla ścieżki na całym świecie.

Nawierzchnia świecącej ścieżki rowerowej zawiera specjalne substancje syntetyczne, które „ładują” się za pomocą światła dziennego, a następnie nocą emitują nagromadzoną energię. W ciągu dnia ścieżka rowerowa ma kolor niebieski. Materiał, z którego stworzono ścieżkę oddaje światło przez ponad 10 godzin. Efekt zawdzięczamy wyłącznie właściwościom użytego kruszywa.

Ścieżka powstała jesienią 2016 roku. Autorem projektu jest laboratorium TPA w Pruszkowie, zaś wykonawcą firma Strabag. Okazuje się, że ścieżka nie jest już tylko technologiczną ciekawostką. Już ponad 80 firm zapytało o nią w TPA, w tym DisneyWorld z Florydy. Ale mnie cieszy bardziej coś innego. Mianowicie bardzo mało hejtu w internetowych komentarzach pod tekstami o ścieżce. To nie mniej ważne niż sam potencjany sukces ścieżki.

03 Sty 2017

Obyś żył ciekawych czasach. Wbrew pozorom to nie są sympatyczne życzenia, ale klątwa. Świat wokół nas pędzi coraz bardziej. A my wraz z nim. Ot, żyjemy w ciekawych czasach i erze pośpiechu. Na dodatek w tym świecie, dzięki technologiom, jesteśmy coraz częściej podglądani i kontrolowani.

Zaczynają rzadzić nami aplikacje, a juz wkrótce naszym życiem sterować będzie sztuczna inteligencja. Dlatego ten nasz świat schodzi na psy. Bo ubywa w nim człowieka.
Już dzisiaj jesteśmy niewolnikami nowoczesnych technologii. Ogarnia nas umysłowe lenistwo, bo wszystko jest przecież w internecie.

Niedługo wszystko załatwisz przy pomocy swojego smartfona. Lada moment powszechnym będzie podłączenie do sieci sprzętów i domów. Dzięki temu będzie nam żyło się wygodniej. Elektroniczne gadżety ubraniowe, będą kontrolować stan naszego serca, choć dzięki Bogu jeszcze nie umysłu. Ale kto wie, może dojdzie i do tego. Od postępu nie ma jednak odwrotu. Chodzi tylko o to, żeby zachować w nim miejsce dla człowieka.

Przed laty pisarz, aktor i kamieniarz Jan Himilsbach lubił powiadać: „Tyle dróg budują, tylko nie ma dokąd iść”

Życzę Wam zatem, aby w 2017 roku każdy z Was znalazł swoją drogę, którą będzie mógł dojść tam, gdzie chce.
Igor Hrywna

23 Gru 2016

Tak. To nie żart. Gdzieś nam się zawieruszyło Boże Narodzenie. Porywacz nawet nie jest specjalnie poszukiwany, bo i nie bardzo wiadomo za co miałby być ścigany. Po prawdzie zresztą, to Boże Narodzenie sami gdzieś porzuciliśmy. Bo na siłę nikt go nam go nie odebrał.

Kiedy tak przeglądam przychodzące do mnie kartki z życzeniami, to nijak nie moge pojąć co też świętujemy 24-26 grudnia (ja po prawdzie, jako ukraiński grekokatolik, 13 dni później)? Bo z reguły dostaję życzenia, abym miał wesołe jakieś tajemnicze święta.

A jeżeli mnie pamięć nie myli, to jednak obchodzimy po prostu Święta Bożego Narodzenia. I z tego tytułu właśnie mamy wolne. Niektórzy powiedzą pewnie, że to nietolerancyjne. Ale ja w tym nie widzę żadnej tolerancji czy nietolerancji. Jeżeli funkcjonuję w tradycji chrześcijańskiej, to życzę Radosnych Święta Bożego Narodzenia. Jeżeli nie, to Wesołych Świąt. Po prostu, bez żadnego wywyższania się, ale z poszanowaniem do własnych przekonań.

W imię owego poszanowania pozwólcie mi zatem pozostać przy przekonaniu, że w Wigilię ludzkim głosem mówią wszystkie zwierzęta, te wierzące i te niewierzące też.

Wesołych Świąt i Radosnego Bożego Narodzenia

Igor Hrywna

25 Mar 2016

To, co się działo po ostatnich zamachach w Brukseli zapamiętam jako dwa obrazy:
1. Belgów, którzy z kredkami ruszyli na terrorystów, malując na placu w Brukseli hasła o pokoju.
2. Szefowej unijnej dyplomacji Federici Mogherini, która przerwała konferencję prasową w sprawie zamachów, bo się rozpłakała.
Te dwa obrazy pokazują bezsilność Europy. Ześwieczczonej Europy, która nie rozumie, że nie chodzi tutaj o terrorystów, ale atak radykalnej cywilizacji idei na cywilizację bezideową.
W dawnych czasach zamiast malować kredkami i płakać Europejczycy skrzyknęli by się i pomaszerowali bić się z Państwem Islamskim. Tak, jak zrobili to niedawno Ukraińcy, których zawiodła nie tylko własna armia, ale i państwo. Po prostu skrzyknęli się w ochotnicze bataliony i poszli się bić z rosyjskimi najemnikami. Tak samo zrobiliby Polacy czy Węgrzy, ale już nie Belgowie czy Francuzi.
Kiedy w Brukseli popłakała się Mogherini, rosyjski „sąd” skazał na 22 lata łagru ukraińską pilotkę Nadię Sawczenko, która nie dała się w więzieniu złamać. Ten wyrok Sawczenko skomentował pokazując „sędziom” „fucka”.
Na takiego „fucka” Europy już nie stać.

15 Gru 2015

Kiedyś miarą patriotyzmu była ilość szabel, potem czołgów. W dzisiejszych czasach przekonywano nas, że nie mniej ważne jest płacenie podatków. Ja proponuję kolejną miarkę. Ostatnio w parę osób roztrząsaliśmy taką oto kwestię: czy dzielnego żołnierza/sumiennego podatnika, który maltretuje swoją żonę, można nazwać patriotą. I doszliśmy do wniosku, że nie. Bo patriotyzm jest dobrą, pozytywną emocją.

O przemocy domowej nie myślimy często. Podświadomie udajemy, że jej nie widzimy i nie słyszymy. Dlatego dobrze, że są takie akcje jak „Dni Białej Wstążki”, którą u nas przeprowadził Regionalny Ośrodek Pomocy Społecznej. Była to 16-dniowa kampania skierowana przeciwko przemocy wobec kobiet. Takie akcje nie pozwalają nam zapomnieć, że to jest nadal poważny problem. I to nie tylko wśród „patologii”.

A może już nawet bardziej poza nią. W każdym razie lokalne media muszą być tym dobrym sąsiadem, „który widzi i słyszy”, kiedy komuś dzieje się krzywda. I reaguje na to. Bo to jest właśnie misją lokalnych mediów. Pomagać, wyjaśniać i informować. A wracając do początku tekstu: Patriotą jest ten, który nie bije swojej żony nawet kwiatem.
Igor Hrywna

06 Paź 2015

Jak to jest? Czy rzeczywiście ludzie ze wsi i małych miasteczek są bardziej życzliwi i uśmiechnięci niż ci z tych dużych? I nie chodzi mi tu o plastikowy optymizm w stylu amerykańskim, ale naturalną życzliwość.
Zdarza mi się siadać na rower. Często nawet się zdarza wyjeżdżać gdzieś za miasto. I cieszyć oddalaniem się od asfaltu. Nie dalej, jak minionej soboty, też tak się oddalałem, jadąc coraz bardziej zapadłymi wioskami i wioseczkami. Aż do końca asfaltu.
Kiedy jadę w mieście ludzie omijają mnie obojętnym wzrokiem. Na wsiach uśmiechają się do mnie, ale milczą. Teraz na piaskowej już drodze pozdrowił mnie jakiś chłopiec, potem 2 mamy z dzieciaczkami. Na koniec rolnik majstrujący coś przy traktorze. We wsiach nie zrobił tego nikt. Bo nasze wsie to też już są mentalne miasta. Na obrzeżu tej wsi, gdzie zjechałem z asfaltu, pozdrowiły mnie 3 na 3 spotkane osoby.
Więc może to jest tak, że ci najmniej skorumpowani cywilizację są bardziej „ludzcy”, bardziej życzliwi?
No, ale dlaczego? Przecież byłem dla nich obcym, który przemknął tylko obok nich. Może jednak wcale nie byłem dla nich taki obcy. Bo przecież tak naprawdę, to oni żyją wśród ludzi, a nie my. My żyjemy w anonimowym tłumie.

Igor Hrywna

03 Sie 2015

On, ona, ono. Jak wiadomo Szwedzi to mistrzowie świata w poprawności płciowej i zrównywaniu płci gdzie i jak się tylko da. Teraz język szwedzki w końcu też stanie sie poprawny płciowo. Szwedzi już nie będą się dzielić na „on”/”ona”, ale i „ono”. Chodzi o to, żeby nie podkreślać płci, kiedy nie jest ważna. „One” będzie bowiem bezpłciowe”: Zobacz jaka ładna para. Ono ma ładne wąsy, a ono usta.
Co ciekawe w języku polskim bezpłciowe „ono” istniej od zawsze. Więc wychodzi na to, że Polacy są w genderowej awangardzie.
Takie to „one” myśli pogalopowały mi po głowie, kiedy czytałem na stronie mobileclick.pl raport „Kobiety i mężczyźni – jak różnimy się korzystając z urządzeń mobilnych?”. A który to raport potwierdził stare „stereotypy”, że kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Także w czasach nowoczesnych technologii. Ot np. z badań wynika, że z aplikacji sportowych korzysta 81% panów i tylko 19% pań, a z tych dotyczących fitnessu i zdrowia 67% użytkowników to panie, reszta zaś panowie.
Czy jest gdzieś tutaj miejsce na „ono”? Jeżeli jest, to trzeba by uznać, że korzystanie z aplikacji też może być seksistowskie.

Igor Hrywna

21 Maj 2015

krzyz
Mam takie fajne hobby jeżdżę na rowerze i fotografuję stare, z reguły umierające albo już umarłe stare mazurskie cmentarze. Teraz znalazłem taki kolejny wymarły mazurski cmentarz. Zachował się na nim już tylko jeden krzyż z czytelnym napisem. Stąd wiem ja, a teraz i wy, że żyła kiedyś i umarła na Mazurach Cathrina Rosteck z domu Wylutzki (1823-1885).
Takich cmentarzy z 1 czy 2 zachowanymi grobami, często z żeliwnymi krzyżami z przełomu XIX i XX wieków, jest w naszym regionie sporo. A coraz częściej, na wielu z nich, nie ocalały już żadne litery. Metodycznie usuwa je ze świata żywych przyroda.
A przecież te słowa warto by ocalić. Mazurskich cmentarzy już nie uratujemy. Ale możemy zachować je symbolicznie. Zachowując pamięć o pojedynczych ludziach, którzy tu żyli i tu umierali.
Marzy mi się takie mazurskie lapidarium, gdzie te stare krzyże znalazłyby schronienie. Nie wiem czy to jest etyczne i dozwolone prawnie. Wiem tylko, że to jedyny sposób, aby je ocalić przed ostateczną niepamięcią.

17 Mar 2015

To trudne zadanie, bo dzisiaj to jest Kalinigrad, ale mimo wszystko się da. Na przykład ze stacji Ketrzyn. Choć żaden pociąg tam nie jedzie, ale się da. Trzeba tylko odnaleźć magiczny peron na stacji Rastenburg.
Kętrzyński dworzec jest ładny. Pewnie dlatego, że już nie należy do kolei. Dzisiaj jest bowiem własnością miasta. I wygląda bardzo przyzwoicie. Odnowiony, czyste toalety. Czekając na pociąg można zajrzeć do dworcowej galerii. Prawdziwej galerii, a nie wielkiej przestrzeni ze sklepami.

Teraz można tam oglądać zdjęcia Kanału Mazurskiego.
Ale nie to wyróżnia kętrzyński dworzec. Dla mnie tym czymś jest odsłonięcie i odnowienie na budynku napisu: Königsberg 102,8 Km. RASTENBURG. Prostken 92,3 Km. To nic innego jak odległość z Kętrzyna do dzisiejszego Kaliningradu i Prostek (podobny, nieodnowiony, napis można jeszcze zobaczyć na stacji w Starych Juchach pod Ełkiem).
Ten piękny gest ze strony władz Kętrzyna można pewnie odczytywać na różne sposoby. Na przykład, jako wyraz przekonania, że polskiemu Kętrzynowi na pewno nie zaszkodzi kilkanaście liter z dawnego Rastenburga.

Ja jednak patrzę na to bardziej metafizycznie. Kiedy w poniedziałek po raz pierwszy zobaczyłem dworzec po remoncie, to budynek po prostu bardzo mi się spodobał. Kiedy zobaczyłem ten odnowiony napis to poczułem, jakbym nagle odnalazł magiczny peron 9¾. Może pamiętacie.

To peron z jakiego odjeżdża pociąg, którym Harry Potter i jego przyjaciele podróżowali do Hogwartu. Peron ów nie jest widoczny dla mugoli. Taki peron jest teraz też w Kętrzynie 😉
Igor Hrywna

20150309_135304

17 Lut 2015

Pamiętacie to państwo? Czemuś biedny? Boś głupi. Czemuś głupi? Boś biedny. Teraz ta ludowa mądrość znalazła nieoczekiwane potwierdzenie i rozwinięcie w badaniach zleconych przez Deutsche Bank. Wychodzi z nich, że im Polak młodszy, tym mniej orientuje się w inwestowaniu i oszczędzaniu.
Co ciekawe przepytani na tę okoliczność młodzi ludzie nie byli też specjalnie zaciekawieni ni inwestowaniem, ni oszczędzaniem.
Rzec by można, że oto nasz system oświatowy po raz kolejny pokazał, że uczy o polimerach i innych pierwiastkach, ale tak ważne rzeczy jak obracanie własnymi pieniędzmi ma w „głębokim poważaniu”. Moim zdaniem byłby to jednak wniosek przedwczesny.
Bo w dzisiejszych czasach dla młodego człowieka wiedza o polimerach i np. lokatach bankowych czy funduszach jest równie nic nie warta. Bo nijak nie jest przydatna w życiu. Młodzi Polacy nie mają bowiem dzisiaj z czego oszczędzać, więc po co im wiedzieć, jak to się robi?

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.