25 Paź 2017

Świat pędzi jak oszalały? Oczywiście, zresztą nie tylko do przodu. Bo zagarnia też naszą pamięć. Kiedyś określenie „dawno temu” obejmowało 10-20 lat temu. Teraz to 2-3 lata. Tak zmienił się świat, który nie tylko kasuje nam z pamięci prawdziwą przeszłość, ale i teraźniejszość.

Teraz panuje nad nami przyszłość. Liczy się to, co będzie jutro. A to jutro jest coraz to bardziej tajemnicze i niezbadane. Niepewne, bo żyjemy też w czasach chaosu. Nikt z nas nie wie jakich zawodów będzie potrzebowała gospodarka za 10-20 lat. Fachowcy oceniają, że połowa zawodów, w jakich będziemy pracować za 10 lat, jeszcze nie istnieje.

Pewne jest, że kiedyś umrzemy. Zatem grabarze zapewne mają jeszcze na jakiś czas zapewnioną pracę. Ale rosną im już cyfrowi konkurenci z listy zawodów przyszłości.

Choćby taki „digital death manager”, czyli menadżer śmierci cyfrowej. Tenże „menago” zadba o nasz cyfrowy wizerunek po przejściu do innego świata, w którym tak czy inaczej na pewno nie ma wirtualnej rzeczywistości.

Igor Hrywna

04 Kwi 2017

Zaświeciła ci się dłoń w kaształcie serca? Odbierz telefon, bo dzwoni twoja ukochana lub ukochany. A jak dzwoni, ktoś kogo nie lubisz, to odrzuć połączenie naciskając pieprzyk. Zginając palca z tatuażem możesz włączyć muzykę na smartfonie. To nie przyszłość, ale teraźniejszość. Dla jednych świetlana, dla innych pewnie przerażająca. Tak czy inaczej chyba nieunikniona.

Niemieccy naukowcy przetestowali właśnie nowe zastosowanie dla tatuaży i znamion na naszym ciele. Użyli ich jako narzędzi do obsługi smartfona. Z pewną przesadą można powiedzieć, że zrobili z naszego ciała ekran dotykowy. Mówimy tu oczywiście nie o klasycznym tatuażu, ale elektronicznym czy elektroluminescencyjnym, ale jednak tatuażu. Podobnie wykorzystali też pieprzypki i piegi.

Taki tatuaż naniesiony np. na dłoń pozwala np. przez ściśnięcie pięści lub wyprostowanie palców włączać i wyłączać muzykę. To dopiero jednak dopiero początek tej rewolucji. Potem przyjdzie pewnie czas na bardziej ukryte części naszego ciała. Nie wiem, co sobie państwo teraz pomyśleliście, ale ja miałem na myśli język ;-).

Igor Hrywa

15 Mar 2017

Zauważyliście coś takiego, że na mnóstwo spraw nie macie czasu? Ale na to zawsze? Zawsze macie czas na przeglądnięcie Facebooka? Jeżeli tak jest, to uważajcie.

Według badań przeprowadzonych przez amerykańskich uczonych młodzi ludzie, którzy korzystają z sieci społecznościowych ponad 2 godziny dziennie czują się wyizolowane społecznie 2 razy częściej niż osoby, które spędzały tam nie więcej niż pół godziny dziennie. Problem tylko w tym, że uczeni nie wiedzą co jest skutkiem a co przyczyną. Czy samotni korzystają z Facebooka po prostu częściej czy też to FB powoduje samotność.
Jak jest tak jest, ale problem samotności społecznej staje się coraz poważniejszy. Rwą się więzi rodzinne, rwą koleżeńskie. Sąsiedzkie już właściwie nie istnieją. To zresztą proces, który zaczął się na długo przed erą internetu. „Komputer” je tylko przyśpieszył.

Człowiek jest ze swej natury istotą społeczną, ale dzisiaj jest coraz bardziej samotny w tłumie, który gromadzi się już tylko w hipermarketach. I ta samotność będzie się powiększać. Bo dzisiaj to „ja” a nie „my” dominuje i kieruje naszym życiem.

Igor Hrywna

29 Sty 2017

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdzi, czy Facebook nie narusza naszych praw konsumenckich. Chodzi o zasady zbierania i przekazywania danych użytkowników. A FB takich danych zbiera multum. Niedawno „The Washington Post” opublikował listę 98 rzeczy, które wie o swoich użytkownikach FB. Dotyczą one naszego życia osobistego, zawodowego i hobby. Ta wiedza nie służy jednak żadnym niecnym celom. Chyba że za takowe uznamy to, że używa się ich do wybrania dla nas odpowiednich reklam oraz podsuwania nam spersonalizowanych dzieki temu informacji od znajomych.

Gorzej, że nie bardzo wiemy czy i na jakich zasadach ten dane FB sprzedaje lub odstępuje innym firmom. To właśnie chce sprawdzić nasz UKOiK. A konkretnie czy Facebook zbiera i udostępnia dane o nas zgodnie z polskim prawem. Nie jest to jednak jakaś nasza polska fanaberia. Wcześniej serwisem zajmowali się między innymi Francuzi i Niemcy.

Bez względu na to jak skończy się postępowanie Urzędu nam pozostaje zapamietać, że w internecie nie ma nic „za darmo”.

Dla nas FB to serwis społecznościowy, dla kilkudziesięciu udziałowców firma. Może inna niż pozostałe, ale jednak firma. A nasze dane są jej największym kapitałem.

Igor Hrywna

18 Maj 2016

Gdyby nie Pierwsza Dama, to pewnie mało kto usłyszałby o 150-leciu Kół Gospodyń Wiejskich. To, że Agata Kornhauser-Duda zamiast na feministyczny Kongres Kobiet wybrała się na spotkanie z „wieśniaczkami”, wywołało wśród feministek wiele złości. Nie o tym jednak chcę pisać, ale o Kołach Gospodyń Wiejskich, o tym wspaniałym fenomenie społecznym i kulturowym.

W potocznej świadomości KGW funkcjonują często jako jakiś dziwoląg, pseudofolklorystyczny relikt z minionej epoki. Tymczasem Koła to dzisiaj organizacja zrzeszająca aktywne mieszkanki wsi, które działają na rzecz swoich społeczności lokalnych. Z jednej strony promują przedsiębiorczość kobiet, zdobywają pieniądze z programów unijnych i dążą do poprawy sytuacji społeczno-zawodowej kobiet wiejskich. Z drugiej działają na rzecz ochrony zdrowia i zabezpieczenia socjalnego rodzin wiejskich. Takich Gospodyń jest w Polsce około 700 tysięcy.

Jak to ujęła Pierwsza Dama: członkinie Kół Gospodyń Wiejskich rzadko są bohaterkami uroczystości, bo zwykle służą innym, wspierają swoje lokalne wspólnoty i ojczyzny.
W mediach wiele mówi się o społeczeństwie obywatelskim. Głównie jednak w kontekście wielkich miast.

A tak naprawdę zdolne do samoorganizacji i aktywne społeczności spotkać możemy głównie na wsiach i w małych miasteczkach. To tam działają prawdziwe wspólnoty obywatelskie. Takie jak Koła Gospodyń Wiejskich.

Igor Hrywna

05 Kwi 2016

FBI chciało, żeby Apple odblokowało smartfona należącego do terrorysty, który w San Bernardino zastrzelił w grudniu 2015 roku 14 osób. Apple odmówiło. Sprawa trafiła do sądu, ale ten nie zdążył wydać wyroku. Wcześniej bowiem, wynajęci przez FBI fachowców z Izraela, złamali kod iPhone’a.
Argumenty obu stron były proste. Amerykański rząd powoływał się na względy bezpieczeństwa. Apple na prawo do prywatności. I na stworzenie niebezpiecznego precedensu, który mogliby potem wykorzystywać różnej maści dyktatorzy.
Jakoś mnie te argumenty Apple nie przekonują. W tym telefonie mogą znajdować się bowiem ważne informacje. Nawet takie, które uratują czyjeś życie. Choć oczywiście nie muszą. Nie w tym jednak rzecz. Ja po prostu nie wierzę, że Apple tak bardzo dba o swoich użytkowników. Chodziło raczej o to, żeby pokazać jaką moc ma iPhone, któremu nawet FBI nie dało rady. FBI nie dało, ale pieniądze, którymi dysponuje tak. I w tym sensie Apple poniosło klęskę wizerunkową.
Czy jednak Apple rzeczywiście chciało bronić prywatności swoich użytkowników za cenę wojny z amerykańskimm rządem? A może po prostu broniło za wszelką cenę kurs swoich akcji? Te bowiem na pewno by spadły, gdyby Apple uległo FBI bez walki.
Igor Hrywna

26 Mar 2016

Apple pokazało na początku tygodnia swój najnowszy smartfon czyli iPhone’a SE. Dla milionów ludzi jest to znacznie ważniejsze wydarzenie, niż niedzielne Zmartwychwstanie. Podejrzewam zresztą, że wielu tzw. chrześcijan nie bardzo nawet wie, że w Wielkanocy chodzi właśnie o Zmartwychwstanie Jezusa.

Paradoksalnie jednak, filozofię działania Appla wiele łączy z religią. Bo tak naprawdę Apple to nie marka, ale religia. A stworzył ją twórca jego potęgi, bóg i kreator, Steve Jobs.
Wyznawcy Apple mają swój krzyż, którym jest dla nich nadgryzione jabłko (firmowe logo). Mają nawet swoje piekło, przeznaczone dla użytkowników innych smartfonów i komputerów. Jobs ze sporej części użytkowników produktów Apple uczynił „apostołów marki”. Są to ludzie, którzy z miłości do produktów tej firmy polecają je innym. Zresztą, podczas badań z użyciem rezonansu magnetycznego, okazało się, że u zagorzałych wyznawców Apple np. iPhone pobudza te same obszary w mózgu, co u osoby głęboko wierzącej widok symboli religijnych.

Dotyczy to także innych produktów, nawet tych zupełnie zwyczajnych. Żyjemy już bowiem w cywilizacji rzeczy. Ale mało kto dzisiaj zastanawia się nad tym, że kolejnym krokiem naszej cywilizacji musi być w takim razie sprowadzenie człowieka do rzeczy właśnie.

Nie szkoda wam człowieka?

11 Mar 2016

Google. Czytam sobie akurat biografię wybitnego polskiego reżysera Stanisława Barei (1929-1987) o jedynie słusznym tytule „Oczko się odlepiło temu misiu”. Jako że jestem bezgranicznym fanem Barei, to książka pochłania mnie na amen (ostatnią ofiarą padł rondel z ryżem). Ale przy okazji wywołuje różne filozoficzne wydumki. Ostatnio tak mnie jakoś tak naszło, że najważniejszą cechą dzisiejszych czasów jest ich bylejakość.
Wynika ona przede wszystkim z pośpiechu. Bo im dłużej żyjemy, tym bardziej brakuje nam czasu na przeżywanie życia. W pośpiechu pracujemy i odpoczywamy. Nawet śpimy i umieramy. Robimy wiele rzeczy naraz. Zbyt wiele.
Z tego pośpiechu rodzi się też lenistwo intelektualne. Czym jest ta bylejakość? Zamiast pomyśleć prościej jest skorzystać z Googla. Google co prawda nie zna odpowiedzi na wiele pytań, ale zawsze wypluje nam choć 10 wyników. Albo i więcej. Dla słowa „byle jaki” w 0,36 sekundy znalazł 1 070 000 wyników. A wrzuciłem słowo do wyszukiwarki, bo nie pamiętałem już czy piszemy je razem czy odzielnie.
I tak naprawdę, to jest właśnie ta bylejakość, która skutecznie nas odmóżdża, choć poprawnie byłoby „odmużdża”.

Igor Hrywna

01 Mar 2016

Google poprosił mnie o różne dane, żeby potem pokazywać mi możliwie spersonalizowane reklamy. Po czym uprzejmie poinformował, że i tak będzie mi reklamy pokazywał. Tyle że bez tych danych, mogą być dla mnie mało ciekawe. Ot i problem. Podzielić się sobą z Googlem i oglądać reklamy książek czy nie dzielić się i oglądać jakieś bzdety?
Co ma z tym wspólnego tytuł felietonu? Parę lat temu amerykański Forbes opisał historię wściekłego ojca, którego nieletnia córka dostała od sklepu Target kupony zniżkowe na dziecięce ubranka. Rodzic wykrzyczał się w sklepie, że takimi kuponami chcą wpędzić córkę w przedwczesną ciążę. Po tygodniu zadzwonił i przeprosił. Okazało się, że córka jest rzeczywiście w ciąży.
Skąd Target wiedział o ciąży? Dzięki specjalnemu programowi komputerowemu, który analizował zmiany nawyków sprzedażowych.
Na przykład, jeżeli młoda Amerykanka nagle zaczęła kupować dużo suplementów diety takich jak magnez, wapno czy cynk, to znaczyło, że jest w pierwszych 20 tygodniach ciąży. Oczywiście, żeby to ustalić program analizował mnóstwo innych czynników, np. godziny zakupów, ich wielkość czy sposób płatności. Jak Target identyfikował klientów? Przede wszystkoim dzięki kartom lojalnościowym.
– Będziemy ci przysyłać kupony na rzeczy, których pragniesz, zanim w ogóle będziesz wiedział, że chcesz je kupić – pochwalił się główny analityk Targetu do autora książki „Siła nawyku” Charlesa Duhigga, który opisał system stosowany przez sieć.
To jak? Idzie ku lepszemu czy ku gorszemu?

Igor Hrywna

06 Lut 2016

Im więcej młodzi ludzie korzystają z internetu, to tym lepiej. Dlaczego? Bo mniej gapią się w telewizor. Więc jest jeszcze szansa, że da się ich odlepić od sztucznej rzeczywistości atakującej nas z ekranów i ekraników. Wśród wielu przemian cywilizacyjnych, ta akurat bardzo mnie cieszy.

Telewizor niegdyś był oznaką postępu i zamożności. Dzisiaj coraz częściej jest symbolem zacofania i ubóstwa. Dla młodych telewizor to przestarzały gadżet. Przed wymyśleniem internetu bito powszechnie na alarm. TV ogłupia. Ludzie nie czytają i jak nic, ludzkość upadnie.

Tak wieszczyli najwięksi pesymiści spośród brodatych intelektualistów. I to wieszczenie okazałoby się prawdą, gdyby nie wymyślono… internetu. Internet oderwał młodych od biernego gapienia się w ekran TV.

Mail i komentarze pod tekstami okazał się najlepszym elementarzem, uczącym pisania i czytania. Dlaczego o tym piszę? Bo wyczytałem na antyweb.pl, że 15 -16 latkowie częściej siedzą w internecie, niż gapią się w ekran telewizora.

Nie znaczy to, że korzystają w tym czasie z jakichś superintelektualnych treści. Mimo wszytko jednak lepiej jest kiedy w coś grają, niżby mieli biernie gapić się w telenowele. I mieszać je z rzeczywistym życiem. Od tego jest lepszy nawet najbardziej głupkowaty filmik na YouTube.

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.