21 Wrz 2016

Tak, tak. Tak ma właśnie być. Rejestrowanie „niemania” telewizora i radia ma pomóc publicznej TV w ściąganiu abonamentu. Ci, którzy tego nie zrobią, będą musieli z urzędu abonament płacić. Na zasadzie domniemania uzna się bowiem, że mają telewizor. A jak mają, to i płacić też mają.
Dzisiejsze państwa podatkami stoją. Nie zawsze jednak podatek nazywa się podatkiem. W niektórych przypadkach mamy bowiem akcyzę. Stosuje się ją dla tych produktów, które lud konsumuje w dużych ilościach, a których produkcja niewiele kosztuje.

To na przykład alkohol, paliwo czy papierosy. Nie wiem, jak to jest z konsumpcją mediów publicznych mediów. Na pewno jednak ich produkcja nie jest tania. Stąd zapewne nie mamy w Polsce akcyzy na media, a właśnie abonamet.

Należy przy tym nadmienić, że pomysły o podobnym poziomie abstrakcji, to nie jest jakaś przypadłość tylko obecnych władz TVP. Poprzednie też czerpały całym garściami z „Misia” czy „Alternatywy 4”. Choć, rzeczywiście, jest w tym pomyśle pewna innowacyjność. Bo trzymając się tej logiki można by na ten przykład znacznie poprawić stan bezpieczeństwa na naszych drogach. Wystarczyłoby przyjąć, że każdy kierowca, przynajmniej raz w życiu popełni jakieś wykroczenie. I ci powinni płacić za to miesięcznie a konto, powiedzmy, 5 PLN. A ci, którzy uważają inaczej musieliby się zarejestrować…

Igor Hrywna

22 Maj 2016

– Za 10 lat komputery przewyższą ludzi w zakresie możliwości odbioru rzeczywistości – twierdzi Mark Zuckerberg, twórca Facebooka. – W wykonywaniu niektórych czynności komputery już wkrótce będą lepsze od ludzi – mówi prosto z mostu Eric Schmidt z Google. Chodzi o rozwój sztucznej inteligencji, która staje się trendem numer 1 naszego stechnicyzowanego świata.

Niektórzy wieszczą już, że spełniają się proroctwa pisarzy science fiction, a scenariusz Termintora może „zejść z ekranu” i stać się rzeczywistością. Bunt rozumnych maszyn raczej nam nie grozi. Osaczenie przez komputerowe programy kognitywne (samouczące się na ludzkie podobieństwo) jest już jednak wielce prawdopodobne.

Nie to jednak jest dzisiaj groźne. Problemem jest to, że rozwój nowoczesnych technologii zabiera coraz więcej pracy zwykłym ludziom. Ostatnio wyczytałem, że już niedługo wiele firm wróci z Chin do Europy. Bo drukarki 3D będa produkować taniej i szybciej od Chińczyków.
Generalnie na postępie korzysta garstka ludzi.

Wracają czasu starożytnego Rzymu, gdzie władzę miała garstka wielkich właścicieli niewolników. Dzisiaj władają oni nowoczesnymi technologiami. A obywatelom, jak w starożytnym Rzymie, pozostaną wkrótce tylko igrzyska.

Igor Hrywna

18 Maj 2016

Gdyby nie Pierwsza Dama, to pewnie mało kto usłyszałby o 150-leciu Kół Gospodyń Wiejskich. To, że Agata Kornhauser-Duda zamiast na feministyczny Kongres Kobiet wybrała się na spotkanie z „wieśniaczkami”, wywołało wśród feministek wiele złości. Nie o tym jednak chcę pisać, ale o Kołach Gospodyń Wiejskich, o tym wspaniałym fenomenie społecznym i kulturowym.

W potocznej świadomości KGW funkcjonują często jako jakiś dziwoląg, pseudofolklorystyczny relikt z minionej epoki. Tymczasem Koła to dzisiaj organizacja zrzeszająca aktywne mieszkanki wsi, które działają na rzecz swoich społeczności lokalnych. Z jednej strony promują przedsiębiorczość kobiet, zdobywają pieniądze z programów unijnych i dążą do poprawy sytuacji społeczno-zawodowej kobiet wiejskich. Z drugiej działają na rzecz ochrony zdrowia i zabezpieczenia socjalnego rodzin wiejskich. Takich Gospodyń jest w Polsce około 700 tysięcy.

Jak to ujęła Pierwsza Dama: członkinie Kół Gospodyń Wiejskich rzadko są bohaterkami uroczystości, bo zwykle służą innym, wspierają swoje lokalne wspólnoty i ojczyzny.
W mediach wiele mówi się o społeczeństwie obywatelskim. Głównie jednak w kontekście wielkich miast.

A tak naprawdę zdolne do samoorganizacji i aktywne społeczności spotkać możemy głównie na wsiach i w małych miasteczkach. To tam działają prawdziwe wspólnoty obywatelskie. Takie jak Koła Gospodyń Wiejskich.

Igor Hrywna

13 Maj 2015

Kto jest największym przegranym I tury wyborów? Oczywiście Paweł Kukiz. Niewykluczone bowiem, że w jesiennych wyborach parlamentarnych będziemy głosowali w JOW-ach, jego sztandarowym haśle wyborczym. Dzięki temu Kukiz zamiast tłumu wprowadzi do sejmu garstkę swoich posłów.

To więcej niż oczywiste, bo przecież takim wielkim jednomandatowym okręgiem jest w czasie wyborów prezydenckich Polska. Stąd zrozumiały pośpiech prezydenta Komorowskiego, który we wtorek podpisał i skierował do Sejmu projekt nowelizacji konstytucji znoszący wymóg proporcjonalności wyborów. Przyjęcie zmiany przez parlament otworzyłoby drogę do zmiany ordynacji wyborczej na większościową. Zapewne posłowie PO i PiS podpiszą się pod tym z ochotą, bo dzięki temu na lata zakonserwują obecny system polityczny.
Od powyższego bardziej zabawne jest chyba jednak to, że w Warszawie uwierzyli, że te 20% dla Kukiza, to jednocześnie poparcie dla jego idei JOW-ów. Bo to nawet nie było poparcie dla Kukiza, ale bunt nowych wykluczonych.
Mieliśmy po 1989 roku różnych wykluczonych. I każdą taką grupę w każdych wyborach ktoś reprezentował. Teraz pojawił się nam „elektorat antysystemowy”. Zagospodarował go Kukiz. Czy tych dawnych wykluczonych coś łączy z dzisiejszymi antysystemowcami? Nie. To dwa różne światy. Tak różne, jak sklepik dawnego GS-u i dzisiejszy hipermarket. Czy elektorat Kukiza to ludzie wykluczeni? Jeżeli już, to w dużej części to ci, którzy sami wykluczyli się z PO i w mniejszym stopniu z PiS.
Ci nowi wykluczeni pokazują jednak, że przez ostatnie lata coś się jednak w Najjaśniejszej zmieniło. Kiedyś wykluczeni byli przede wszystkim ci starsi i ci ze wsi i małych miast. Ci, do których nie sięgał kabel z internetem. Dzisiaj ci wykluczeni to młodzi z wielkich miast, których łączy internet bezprzewodowy. Kukiza tak naprawdę do 20% wyniosła fala nowego myślenia. „Oby nie było gorzej”, to już dzisiaj za mało. Młodzi chcą mieć jasną perspektywę: „żeby było lepiej”. Teraz i tutaj, a nie jutro i w Irlandii.
Można powiedzieć zatem, że 20% to wielkie zwycięstwo PO. Bo przecież to ta partia wzywała, aby nie oglądać się na przeszłość, ale patrzeć w przyszłość. No to wielu zaczęło patrzeć.
A JOW-y? JOW-y nie mają z tym nic wspólnego.

19 Sie 2014

Co robi zwykły człowiek, kiedy ktoś go notorycznie okłamuje? Przestaje mu wierzyć i uznaje za notorycznego kłamcę. Rosjanie od początku swojej agresji przeciwko Ukrainie kłamią. I tych swoich kłamstw nawet nie próbują specjalnie ukrywać.

A spora część dziennikarzy, siląc się na dziwaczny obiektywizm, brednie Kremla zestawia z informacjami strony ukraińskiej. której na kłamstwie nikt nie złapał.

Owi „obiektywni” dziennikarze dają się też ( a może chcą) wodzić za nos rosyjskiej propagandzie. Ot choćby osławiony „biały konwój”. Dziennikarze na całym świecie śledzili go. A ten to znikał, to się pojawiał. świat oszalał na punkcie konwoju. I w tym szaleństwie była rosyjska metoda. Bo wszyscy zapomnieliśmy o zestrzeleniu przez rosyjskich terrorystów malezyjskiego samolotu.

I o to dokładnie chodziło. Bo Niemców czy Francuzów nijak nie interesuje kiedy Rosjanie zabijają Ukraińców. Co innego kiedy zabijają Holendrów czy Australijczyków, ale o tym już nikt nie pamięta. Dlatego rosyjscy terroryści wzięli się za zabijanie cywilów.

08 Lip 2014

Czym jest dziennikarstwo obywatelskie? Powiedzmy, że jest to po prostu zapisywanie/fotografowanie/nagrywanie tego co się widzi albo opisywanie swoich obywatelskich odczuć. Na stronach wm.pl każdy może założyć swój profil i pokazywać w nim lub komentować otaczającą nas rzeczywistość. Może być dziennikarzem obywatelskim.

A takich profili na gazetaolsztynska.pl mamy już ponad 1000. To wielka siła. Przede wszystkim dlatego, że dziennikarze obywatelscy często zwracają nam uwagę na rzeczy ważne, których zawodowi dziennikarze nie potrafią czasami dostrzec. Takich zupełnie drobnych, ale jakże ważnych dla mieszkańców jakiejś ulicy. Jak dziura w chodniku. Czy tych ważnych dla każdego. Jak znikanie z elementarza Bożego Narodzenia.

O tym znikaniu dowiedziałem się właśnie od jednego z dziennikarzy obywatelskich, który założył profil na naszej stronie internetowej (http://elk.wm.pl/profil/PrawyEłk). Napisał tam, że z darmowego elementarze Ministerstwa Edukacji Narodowej zniknęło Boże Narodzenie, a w to miejsce pojawiły się jakieś tajemnicze święta. Dzięki niemu podpisałem się pod petycją wzywającą MEN do przywrócenia dzieciom Bożego Narodzenia.

Rozumiem troskę MEN o mniejszości, w tym przypadku niewierzących i wyznawców innych religii. Ale czy nie można po prostu w elementarzu napisać, że dla jednych dzieci to są po prostu święta, a dla innych Święta czyli Boże Narodzenie

Demokracja ma to to do siebie, że została ustanowiona jako zapora dla tyranii i rządów mniejszości. W demokracji to większość ma zawsze rację. Jednak demokracja samoogranicza się. Większość przyznaje bowiem prawa mniejszości. Kiedy jednak mniejszość uzurpuje sobie prawa większości, to mamy znowu do czynienia z tyranią i rządami mniejszości.

No i pamiętajmy, że 25 i 26 grudnia nie ma jakiś tam świąt czyli wolnych dni. To są wolne dni, bo większość świętuje wtedy Boże Narodzenie (ja akurat robię to 13 dni później). Skoro usuwamy z przestrzeni publicznej Boże Narodzenie to konsekwentnie usuńmy też te wolne dni.

Igor Hrywna (Ukrainiec, grekokatolik)

15 Cze 2014

Co łączy zakaz handlu w niektóre święta z płaceniem na tzw. publiczną telewizję. Przede wszystkim władza i brak logiki.

W Boże Ciało zamknięte są wszystkie centra handlowe i większe sklepy. Boże Ciało bowiem to jeden z tych dni, kiedy mogą być otwarte tylko sklepy prowadzone przez właścicieli albo pracowników zatrudnionych na umowę zlecenie. Zakaz ten nie dotyczy jednak pubów, kawiarni czy np. stacji benzynowych. A przecież logiczne byłoby, gdyby wobec nich zastosowano te same zasady co wobec sklepów. Bo i czym różni się kelnerka z sieciowej kawiarni od kasjerki z sieciowego hipermarketu?

Z kolei Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego chce wprowadzić kolejne nielogiczne prawo. Mianowicie
abonament telewizyjny ma zastąpić opłata audiowizualna, którą płaciliby wszyscy z wyjątkiem osób starszych i niepełnosprawnych. Także ci, którzy telewizorów nie mają i ci którzy je mają, ale nie mogą oglądać publicznej TV. Bo nie dociera do nich sygnał cyfrowy. Byłby to zatem zwykły podatek. Taki sam jak ten, który płacą bezdzietni na przedszkola czy nieposiadający samochodów na drogi.

Nie rozumiem jednak dlaczego rząd każe nam płacić na tzw. publiczną telewizję i radio. A dlaczego nie ma rządowej gazety czy jakiegoś tygodnika? Które też można by przecież opłacać z publicznych pieniędzy. Albo strony internetowej…

A może bardzie logiczne byłoby, gdyby każdy mógł tą opłatę audiowizualna przeznaczyć na telewizję, która jest jego zadaniem najbardziej publiczna i misyjna? Mielibyśmy wtedy misyjny pojedynek np. pomiędzy X Factorem (TVN), The Voice of Poland (TVP) i Must Be The Music (Polsat) o nasze pieniądze. A może byłoby jeszcze bardziej logiczne gdyby obywatele mogli wesprzeć nie te telewizyjne molochy, ale swoje lokalne media?

Jednak nie. Bo najbardziej logiczne jest kiedy media ze sobą konkurują na wolnym rynku, tak jak hipermarkety czy kawiarnie. A abonament czy opłata abonencką zostaje w kieszeni obywateli. I jak wolni ludzie ją wydać na co chcą. Na przykład na swój ulubiony lokalny tygodnik…
Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.