06 Kwi 2018

Charyzmatyczni przywódcy czy zmotywowani pracownicy? Nie słyszałem o żadnym studium przypadku organizacji, która wyszła z kryzysu dzięki menedżerowaniu — zawsze jest to zasługa dobrego przywództwa.

Powyższe zdanie otwiera i jest jednocześnie kręgosłupem, na jakim Simon Sinek osadził swoją książkę „Liderzy jedzą na końcu” (Wydawnictwo Helion). Możemy w niej poszukać odpowiedzi na bardzo ważne pytanie: Kto napędza firmy z sukcesem? Są dwie szkoły. Jedna stawia na charyzmatycznych przywódców, druga na zmotywowanych pracowników. Prawda pewnie leży gdzieś po środku. Pomocna w wyrobieniu sobie własnego zdania przyniesie na pewno lektura książki Simona Sineka „Liderzy jedzą na końcu”.

Jednak nie o tym jest ta książka. Sinek odpowiada w niej na dwa bardzo ważne pytania:
1. Dlaczego większość pracowników nie lubi swojej pracy i jak to zmienić?
2. Na czym polega wyższość przywódcy i lidera nad menedżerem?
Ta książka powinna być obowiązkową lekturą dla tych wszystkich, którzy chcą przewodzić swoim ludziom, a nie tylko zarządzać ludzkimi zasobami. To wielka różnica, którą nie zawsze dostrzegamy. Tak jak to, czy w Twojej firmie ludzie chodzą uśmiechnięci, czy raczej są pochmurni. Sinek opisuje przypadek pewnego biznesmena, którego do zmian w firmie sprowokowały uśmiechy. Zobaczył bowiem, że pracownicy, którzy wesoło rozmawiali przed pracą, natychmiast stracili uśmiechy, kiedy (też wspólnie) zaczęli pracę.

Naprawdę gorąco polecam tę książkę. Nie tylko tym, którzy chcą sprawić, by ludzie odnaleźli sens swojej pracy, ale i tym, którzy chcą zobaczyć zupełnie inny sposób motywowania. Taki, w którym, ani zakazy i nakazy, ani z drugiej strony pieniądze nie są głównym motorem tego, że ludzie odnajdują sens w swojej pracy.

Igor Hrywna

19 Sty 2018

Dobra książka/// „Mądrość zwycięzców” czytałem sobie do poduszki. I dzięki temu łatwiej było mi rano wstawać z myślą, że to będzie dla mnie naprawdę dobry dzień.

Jestem wyznawcą zasady, że życie jest dostatecznie ponure, więc nie warto jest jeszcze bardziej go „zaczerniać”, np. oglądając filmy ze złym zakończeniem czy czytając ponurackie książki. Kocham za to wszystko, co jest optymistyczne. Taką książką jest na pewno „Mądrość zwycięzców” Jima Stovalla, która prześwietnie zaraża optymizmem.
Kim jest Jima Stovall? To amerykański pisarz i felietonista. Przez lata pisywał felietony, których część zebrano właśnie w tej książce. Każdy z nich to miniopowieść, która niesie w sobie naukę, jak żyć, żeby być duchowo zadowolonym z siebie i osiągać sukcesy.

Ta książka nie jest skierowana do jakiegoś konkretnego odbiorcy, np. przedsiębiorców. To raczej swoisty przewodnik psychologiczny, dla każdego, kto chce dobrze czuć się w życiu i w pracy. Zawarte w „Mądrości zwycięzców” rady pomogą równie dobrze prowadzić biznes, jak uczyć dzieci w szkole. Na pewno będą też bardzo pomocne w budowaniu własnej kariery.
To nie jest jednak podręcznik, jak osiągnąć sukces za wszelką cenę. Absolutnie nie. Dla Stovalla sukces zawodowy stanowi bowiem element harmonijnego, można powiedzieć rodzinnego życia. Osiąganie sukcesu jest bowiem dla niego emanacją duchowej mądrości. Autor „Mądrości zwycięzców” często udziela nam prostych porad, ale właśnie dlatego, są one szczególnie cenne. Na przykład taka: „Jeżeli rozpoczynasz dzień z myślą, że nie czeka Cię nic dobrego, wkrótce wszystko ułoży się tak, by spełnić Twoje oczekiwania. I na odwrót, jeśli zaczniesz dzień, spodziewając się samych wspaniałości, może okazać się, że będzie to najlepszy dzień w Twoim życiu”.

Gdybym miał ująć, czym jest „Mądrość zwycięzców”, to powiedziałbym, że to unikalna kombinacja kapitalnych wskazówek jak rozwijać swoje życie zawodowe w połączeniu z duchową mądrością. A wszystkim polecam radę, którą Stovall przypomina za „Alicją w Krainie Czarów”:„ Jeżeli nie wiesz, gdzie chcesz dojść, to nie ma znaczenia, jaką drogę wybierzesz”.
Jim Stovall to jedna z najwybitniejszych i najbardziej inspirujących postaci swoich czasów. Jego przykład pokazuje, że można nieść dobro i dokonywać wielkich rzeczy pomimo przeciwności, które inni uznaliby za obezwładniające. To podnosi na duchu i inspiruje — pisze o autorze „Mądrości zwycięzców” Steve Forbes. Bo zapomniałem napisać, że Jim Stovall jest niewidomy.

Igor Hrywna

02 Cze 2016

Chcecie żyć długo, zdrowo i szczęśliwie? Tak? To w takim razie musicie zadbać o ekorównowagę organizmu. Inaczej zanieczyścicie swoje serce i wątrobę. Doprowadzicie do opłakanego stanu nerki i jelita. Dokładnie tak. Wiedzą o tym już miliony Amerykanów. Teraz ta wiedza jest już dostępna w Polsce. Pamiętaj o swoich bliskich. Zadbaj o siebie. Nie dopuść do skorodowania swojego organizmu. Kiedyś nie wiedzieliśmy jak z tym walczyć. Teraz, dzięki Bogu, wiemy. To nic trudnego. Trzeba tylko wypijać dziennie minimum litr odkwaszonej wody. Skąd wziąć taką wodę? Wystarczy założyć na kran filtr „Aqua PlusMinerale”.

Uwierzyliście choć przez chwilę w korodowanie organizmu? Jedni tak, drudzy nie. W życiu jednak większość z Was codziennie daje się nabierać na takie wykreowane przez fachmanów od marketingu „potrzeby”.

To znak dzisiejszych czasów. Kiedyś firmy prześcigały się w odgadywaniu czego chcą klienci. Potem to wytwarzały. Teraz już tak nie jest. Dzisiaj najpierw stwarza się potrzebę. A potem obwieszcza, że ma się produkt lub usługę, które tę potrzebę zaspakaja.
Po prostu dziś wymyśla się coś, a potem tłumaczy ludziom, że bez tego nie będą zdrowi, szczęśliwi, albo w ogóle ich nie będzie.

Igor Hrywna

22 Maj 2016

– Za 10 lat komputery przewyższą ludzi w zakresie możliwości odbioru rzeczywistości – twierdzi Mark Zuckerberg, twórca Facebooka. – W wykonywaniu niektórych czynności komputery już wkrótce będą lepsze od ludzi – mówi prosto z mostu Eric Schmidt z Google. Chodzi o rozwój sztucznej inteligencji, która staje się trendem numer 1 naszego stechnicyzowanego świata.

Niektórzy wieszczą już, że spełniają się proroctwa pisarzy science fiction, a scenariusz Termintora może „zejść z ekranu” i stać się rzeczywistością. Bunt rozumnych maszyn raczej nam nie grozi. Osaczenie przez komputerowe programy kognitywne (samouczące się na ludzkie podobieństwo) jest już jednak wielce prawdopodobne.

Nie to jednak jest dzisiaj groźne. Problemem jest to, że rozwój nowoczesnych technologii zabiera coraz więcej pracy zwykłym ludziom. Ostatnio wyczytałem, że już niedługo wiele firm wróci z Chin do Europy. Bo drukarki 3D będa produkować taniej i szybciej od Chińczyków.
Generalnie na postępie korzysta garstka ludzi.

Wracają czasu starożytnego Rzymu, gdzie władzę miała garstka wielkich właścicieli niewolników. Dzisiaj władają oni nowoczesnymi technologiami. A obywatelom, jak w starożytnym Rzymie, pozostaną wkrótce tylko igrzyska.

Igor Hrywna

26 Mar 2016

Apple pokazało na początku tygodnia swój najnowszy smartfon czyli iPhone’a SE. Dla milionów ludzi jest to znacznie ważniejsze wydarzenie, niż niedzielne Zmartwychwstanie. Podejrzewam zresztą, że wielu tzw. chrześcijan nie bardzo nawet wie, że w Wielkanocy chodzi właśnie o Zmartwychwstanie Jezusa.

Paradoksalnie jednak, filozofię działania Appla wiele łączy z religią. Bo tak naprawdę Apple to nie marka, ale religia. A stworzył ją twórca jego potęgi, bóg i kreator, Steve Jobs.
Wyznawcy Apple mają swój krzyż, którym jest dla nich nadgryzione jabłko (firmowe logo). Mają nawet swoje piekło, przeznaczone dla użytkowników innych smartfonów i komputerów. Jobs ze sporej części użytkowników produktów Apple uczynił „apostołów marki”. Są to ludzie, którzy z miłości do produktów tej firmy polecają je innym. Zresztą, podczas badań z użyciem rezonansu magnetycznego, okazało się, że u zagorzałych wyznawców Apple np. iPhone pobudza te same obszary w mózgu, co u osoby głęboko wierzącej widok symboli religijnych.

Dotyczy to także innych produktów, nawet tych zupełnie zwyczajnych. Żyjemy już bowiem w cywilizacji rzeczy. Ale mało kto dzisiaj zastanawia się nad tym, że kolejnym krokiem naszej cywilizacji musi być w takim razie sprowadzenie człowieka do rzeczy właśnie.

Nie szkoda wam człowieka?

12 Lut 2016

Dawny świat należał do producentów. Dzisiejszy należy do sprzedawców. Produkowanie stało czynnością najprostszą z możliwych. Sztuką jest sprzedawanie. Do kogo należy w takim razie jutro? Do ekspertów, którzy powiedzą nam, co mamy kupić.

Popatrzmy na sieć. Teraz w ciągu roku wytwarzamy więcej informacji, niż ludzkość w całym okresie przedinternetowym. Przeciętnego Europejczyka atakuje kilkadziesiąt tysięcy słów i kilkaset obrazów dziennie. Niedługo będziemy mieli tego dość. I poprosimy, żeby ktoś nam ten chaos uporządkował. Zatem jutro nie należy do sprzedawców treści. Należy do tych, którzy sprawnie je posegregują i dostarczą nam tylko to, co jest dla nas interesujące.

Tylko czy tymi ekspertami będą ludzie? Raczej nie. Zrobią to algorytmy, które już dzisiaj śledzą naszą aktywność w sieci. I wiedzą o nas więcej, niż my sami.

W tym nowym świecie wszystko będzie szybsze, prostsze i tańsze. Głównie dzięki nowoczesnym technologiom, które już teraz konsekwentnie przejmują funkcje ludzi.

Naukowcy z Oksfordu sprawdzili zagrożonie cyfryzacją lub automatyzacją
dla 365 zawodów. Okazuje się, że w W. Brytanii w ciągu najbliższych 20 lat zniknie ponad 30% „ludzkich” zawodów

Entuzjastom zastępowania człowieka przez zmyślne mechanizmy lub algorytmy warto jednak przypomnieć jedno: algorytmy nic nie kupują.

Igor Hrywna

01 Wrz 2015

Marketing. Kupowanie to dzisiaj postawa obywatelska. Kiedy ja kupuję, to inni sprzedają. Wtedy inni kupują też, to co sprzedaję ja. Tak to dzisiaj od szarży pod Somosierrą ważniejszy jest szturm na jakiś hipermarket. Zresztą, kto to jeszcze pamięta co to była za szarża?
Nic więc dziwnego, że w dzisiejszych czasach to marka jakiegoś produktu określa człowieka. Jestem tym co kupuję. Począwszy od auta, a skończywszy na chlebie czy herbacie. Kochamy te swoje marki miłością ślepą i gorącą. Tak mocną, że marka bywa ważniejsza od rozumu. Dowiedli tego ostatnio dziennikarze z holenderskiego kanału Dit Is Normaal, którzy na iPhonie zainstalowali Androida. I poprosili o opinie nieświadomych podstępu fanów „jabłuszka”. Ci jak jeden mąż i niewiasta wychwalali urządzenie.
Zresztą wcześniej ci sami dziennikarze wyśmieli speców od zdrowej żywności, wzbudzając ich zachwyt odpowiednio spreparowanym jedzeniem z McDonaldsa.
Dzisiaj to już powszechne zjawisko. TV a teraz internet zglobalizowały ludzi. Stworzyły z nich nowe plemiona: wyznawców i apostołów marek. To nowe religie XXI wieku. Wieku, w którym myślenie zastępują emocje.
A samo myślenie ogranicza się już tylko do emocjonalnego rozstrzygnięcia: jaka marka będzie moim plemiennym totemem.

Igor Hrywna

28 Lip 2015

Gazeta Olsztyńska to 129 letnia tradycja. Ale my jesteśmy bardziej nowocześni niż tradycyjni. Tradycję szanujemy, ale żyjemy rytmem XXI wieku. Po prostu żyjemy razem z Wami. Jak dobrzy sąsiedzi.Gazeta Olsztyńska, tygodnik, strony www. To znacie. Ale czy wiecie, że tworzymy we współpracy z samorządami aplikacje na smartfony? Aplikacje z przydatnymi informacjami dla mieszkańców i dla turystów. Dużych miast i małych miasteczek. Stworzyliśmy je między innymi dla Ełku i 80-tysięcznego powiatu ełckiego i dla 8-tysięcznej gminy Lidzbark Welski.
Aplikację „Mazury. Pojezierze Ełckie” stworzyliśmy dzięki współpracy z Ełkiem, powiatem ełckim i gminami tego powiatu. Aplikacja zawiera między innymi:
1. pełen katalog lokalnych imprez kulturalnych,
2. bazę obiektów turystycznych i handlowo-usługowych,
3. rozkład jazdy autobusów MZK
4. najnowsze wiadomości
5. książkę telefoniczną z najbardziej potrzebnymi numerami telefonów i wiele innych informacji…
Zainstalowaliśmy w niej też powiadomienia push – ważne komunikaty przesyłane bezpośrednio do urządzenia użytkownika np. o zmianach w kursowaniu autobusów, funkcjonowaniu jednostek miejskich itd.
Aplikacja otrzymała wyróżnienie w prestiżowym, ogólnopolskim konkursie Mobile Trends Awards 2014. Prezydent Ełku pokazał ją delegacji włoskiego miasta Orbassano. Aplikacja spodobała się Włochom do tego stopnia, że stworzyli podobną dla swojego miasta.

Zajrzyj na wmobi.pl. Przekonasz się, że teraz wszystko co ważne mieści się wraz z smartfonem w Twojej kieszeni: wmobi.pl.

09 Lip 2015

Ponurzy wizjonerzy mylili się. Postęp techniczny był dla nich narzędziem, przy pomocy którego władza będzie kontrolować obywateli. Dzisiaj już wiadomo, że nie idzie, ani o władzę, ani o obywateli.

Wiecie ile dzisiaj śledzi Was kamer? Tego nie wie nikt. Pewnie ktoś włącza je zgodnie z prawem, ale kto to, tak naprawdę wie? Podobno najbardziej „zmonitorowanym” miastem na świecie jest Londyn. Pracuje tam ponad milion kamer. Kamer na ulicach czy w sklepach jest już tak dużo, że nie budzą już dzisiaj jakiś specjalnych emocji.
W tym upowszechnieniu kamer jest jednak pewne niebezpieczeństwo. I nie idzie tu o naszą prywatność.

Nasze Ministerstwo Edukacji chce wprowadzić monitoring do 1,5 tysiąca szkół.

Moim zdaniem to błąd. Bo kamery zastąpią dzieciom normy moralne. I może się okazać, że wychowamy pokolenie z „moralnością kamery”. Pokolenie, które za normę uzna, że przykładne zachowanie zależy od tego czy patrzy na nas kamera.
Tak czy inaczej kamery są by nas chronić, a nie tropić.

Bo to nie władza tropi nas jako obywateli przy pomocy nowoczesnych technologii. Robią to wielkie firmy, które chcą wiedzieć wszystko o naszych zachowaniach jako konsumenta. Kiedyś odbywało się to tylko w internecie. Teraz także coraz częściej w realnych sklepach. Na przykład przez systemy, które łączą się z naszym Wi Fi i pokazują jak poruszamy się po markecie. Oczywiście anonimowo.

Dzisiaj całe IT pracuje nad narzędziami, które pozwolą korporacjom jak najlepiej zrozumieć dlaczego coś kupujemy.

I to jest generalnie dobre, bo dzięki temu trafiają do nas spersonalizowane reklamy.
Problemem jest to, że jesteśmy ciekawi tylko jako konsumenci. A jako obywatele niewiele warci.

Igor Hrywna

29 Cze 2015

Co spowodował wprowadzony niedawno na Węgrzech zakaz handlu w niedzielę? Klienci uciekli do sieci. Zakaz wzmocnił po prostu sprzedaż online. Proste i logiczne w dzisiejszych czasach. Handel online to dzisiaj prawdziwy fetysz. Rośnie w szalonym tempie.

A realne sklepy coraz częściej służą za przymierzalnie. Jest na to już nawet specjalne, oczywiście angielskie, określenie: showrooming. Showrooming polega na tym, że idziemy sobie do sklepu, oglądamy towar a potem sprawdzamy gdzie go można kupić taniej. Co ciekawe istnieje też trend odwrotny zwany ROPO (Research Online Purchase Offline – Znajduję w online, kupuję w offline). Skąd bierze się tak niebywały sukces handlu internetowego? Fachowcy twierdzą z reguły, że kupowanie online jest wygodniejsze i szybsze.

Moim zdaniem jednak nie to o tym decyduje, ale cena. W necie kupujemy, bo jest taniej. Tylko dlatego. Nie dziwi zatem, że klienci, których pozbawiono możliwości zakupów w niedziele uciekli do sieci. Tak przynajmniej stało się na Węgrzech, gdzie od marca zakazano niedzielnego handlowania hipermarketom. Otwarte mogą być tylko małe sklepy, pod warunkiem że klientów obsługuje właściciel, najemca lub jego rodzina.

W efekcie obroty handlu w sieci wzrosły o 30%. A zarobiły na tym… sklepy online wielkich hipermarketów.
Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.