24 Kwi 2016

Chciałbym Wam kogoś przedstawić. Pewnie go znacie, ale może nie do końca wiecie jak się nazywa i co porabia. Mówię o grupie WM. WM: jak Warmia i Mazury. Brzmi to może nieco tajemniczo, ale tak właśnie nazywa się wydawca Waszego tygodnika i obchodzącej właśnie 130-lecie Gazety Olsztyńskiej. Swoją drogą GO nijak nie przypomina nobliwej Pani, to nadal rącza nastolatka. Warto z nią codziennie porozmawiać dla odmłodzenia ducha.

To jednak tylko niewielki fragment tego, czym się WM dla Was zajmuje. Wymyślamy na przykład i tworzymy aplikacje mobilne. I wychodzi nam to całkiem nieźle. Kto nie wierzy, to zapraszam: mobilne.wm.pl. Prowadzimy też wiele stron. Ja, swój skromny udział, mam na przykład w stworzeniu i tworzeniu serwisu http://mojemazury.pl. Polecam też gorąco stronę dla aktywnych: fitniefat.pl. Przydatna szczególnie dla tych, którzy chcą się nieco spłaszczyć. Ja preferuję w tym przypadku rower. Ale zdaniem mojej żony rower mnie nie spłaszcza 🙂

To tylko kilka twarzy Grupy WM. Jest jednak jeszcze jedna, szczególnie miła mojemu sercu. To Fundacja „Przyszłość dla dzieci”. Pod jej opieką znajduje się 300 dzieci. Warto podzielić się z nimi 1% swojego podatku: http://przyszloscdladzieci.org

Igor Hrywna

17 Lis 2015

Żyjemy w czasach gigantycznej nadprodukcji. Wszystkiego właściwie jest za dużo. Jak każda reguła, i ta ma wyjątki. Brakuje nam bowiem dobrych wiadomości. Czym powinien być lokalny tygodnik czy takaż strona internetowa? Na pewno powinny informować. To jakby oczywiste. Ale, czy to jest jednak nasza główna misja? Tak, jeżeli przez informowanie będziemy rozumieli przede wszystkim budowanie lokalnej tożsamości. Bo nasz tygodnik powinien być przede wszystkim dobrym sąsiadem, który opowiada ciekawe historie o życiu społeczności. Powinien być miejscem, gdzie spotykają się wszyscy, którzy chcą coś powiedzieć o ludziach, wydarzeniach i problemach. Tych najważniejszych, bo dziejących się na sąsiedniej ulicy lub w sąsiedniej wsi. Takich „sąsiedzkich opowieści”. Prawdziwych oczywiście. Specjalnie dla Was stworzyliśmy miejsce, gdzie możecie podzielić się z innymi ważnymi dla Was sprawami. Wystarczy założyć profil klikając w prawym, górnym rogu naszej strony www w ikonę „Twoje konto”. O czym piszą inni? Zobaczcie tutaj: olsztynska24.pl
Szczególnie zależy nam na dobrych wiadomościach. Bo wiadomo, że te złe same rozchodzą się bardzo szybko.
Igor Hrywna

16 Wrz 2015

Obyczaje. We Wrocławiu przez cały dzień można było jeździć autobusami miejskimi za darmo. Wystarczyło czytać książkę. Tak miasto włączyło się w Dzień Walki z Analfabetyzmem. A przy okazji wywołało dyskusję co jest, a co nie jest książką.
Na biletach oszczędzić mogli bowiem tylko pasażerowie z papierową książką.
Za to na urzędników posypały się gromy ze strony użytkowników e-booków. Że e-book to przecież też książka. Chyba jednak nie. Książka to książka, a e-book to e-book. To, że w obu mamy do czynienia z literkami to za mało, aby uznać, że to to samo.
To trochę jak z czarnym chlebem na zakwasie i białymi bułkami z hipermarketu. Niby najeść się można jednym i drugim, ale żołądek swoje wie. Tak samo, jak nasz mózg. A przecież jeszcze całkiem niedawno ten czarny chleb był przeżytkiem, ba uchodził za przejaw zacofania. A białe pieczywo było jaśniepańskie i postępowe.
A teraz ten czarny chleb wrócił do łask. Tak też na swoje miejsce wróci książka. Tak, jak wrócił też na przykład rower.
Kiedyś służył do podróżowania. Wyparł go motor, potem auto. Książka i e-book są jak rower i samochód. Ten drugi ułatwia życie. To internet, e-wydania czy e-booki. Ten pierwszy dostarcza nam przyjemności. Jak książka…
Igor Hrywna

22 Cze 2015

Ta pani zdążyła zrobić karierę i zarobić. Być w Tokio i w Paryżu. Kupić mieszkanie i wyremontować dom, ale nie zdążyła być mamą. Ta pani mówi o tym do młodych obywatelek RP, aby w ten sposób zachęcić je do rodzenia dzieci. Jest jej smutno. A mówi to w przepięknym, przestronnym domu. Na oko 500 tysięcy bez ceny ziemi.
Tak wygląda video „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” przygotowane na zlecenie „Fundacji Mamy i Taty”. Video już osiągnęło sukces. Na youtube w ciągu kliku dni obejrzało je już ponad 80 tysięcy osób. Mówi się o nim w mediach. Tyle że nie o problemie macierzyństwa, ale samym przekazie. Dla statystycznej mieszkanki Mazur to wszystko brzmi, jak jakieś opowieści z mchu i paproci. Twórcy video pomylili świat wielkich warszawskich korporacji z Polską.
Bo, przy całym szacunku, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to pogoń za kasą i sukcesem zawodowym był przyczyną spadku liczby urodzin. Raczej na odwrót. Młodzi odkładają decyzję o rodzicielstwie, bo nie mają jak robić kariery, nie stać ich na kupno domu i na wyjazd. Choćby na nasze Mazury.
Kiedyś mówiło się: nieważne, jak mówią, byleby mówili. Marketingowo brzmi to: Wyróżnij się albo zgiń. I w tym sensie to video już spełniło swoją rolę. Mówi się o nim. Jeżeli to był cel Fundacji, to OK. Bo tak czy inaczej problem macierzyństwa przy okazji też zaistniał.
Ale. To video niesie też prosty przekaz dla naszej podświadomości. Utrwala pewien szkodliwy stereotyp: Albo rodzina albo kariera. Czyli, że ta pani gdyby miała dzieci, to nie miałaby tego domu a Paryż widziałaby tylko w telewizorze. Biedna byłaby po prostu.
A to już jest fatalny przekaz. Bo jednak chyba najlepiej dla Polski będzie, kiedy jak najwięcej kobiet jednocześnie będzie mieć dzieci i będzie zamożne.

23 Kwi 2015

To przykre, ale nie pamiętam już, skąd to pamiętam. W każdym razie w jednym ze swoich opowiadań Stanisław Lem opisał znudzoną życiem cywilizację, która porozumiewała się za pomocą myśli.
To, co przez 40-50 laty było tylko wytworem myśli Lema, dzisiaj jest już nazywane internetem myśli i poważnie rozważaną możliwością technologiczną. Technologiczną, bo takie porozumiewanie będzie kiedyś możliwe nie dzięki rozwojowi naszego mózgu, ale jakiemuś urządzeniu, aplikacji czy czemuś podobnemu.

Ale na razie internet wkracza dopiero w drugą fazę swojego rozwoju: internet rzeczy.

Teraz rzeczy mają się kontaktować ze sobą bez naszego udziału. My je tylko nastawimy, a one zajmą się resztą. Lodówka zamówi nam jedzenie i napoje, specjalna opaska zbada i wyśle lekarzowi informacje, jak się miewa nasze serce. To bardzo dobre i pożyteczne wynalazki. Tak samo jak np. drukarki 3D. Ten rozwój to jednak nie tylko zysk, ale i koszt społeczny. Kiedy w XVIII wieku maszyny zaczęły zastępować człowieka, to pracę tracili rzemieślnicy, ale zyskali ją chłopi i miejska biedota. Na maszynach więcej zyskało, niż straciło.
Ci, którzy tracą pracę przez rozwój nowoczesnych technologii, już jej nie znajdują. Tak oto miejsce wykluczonych z dawnych PGR-ów dzisiaj powoli zajmują młodzi, zdolni, z wyższym wykształceniem. Dla nich internet i nowoczesne technologie to naturalne środowisko. Naturalne, ale coraz bardziej zabójcze. Bezrobocie technologiczne puka nam do bram.

PS. Naukowcy z Oxfordu opracowali listę 702 zawodów, które w najbliższym czasie mogą zacząć wykonywać maszyny zamiast ludzi. Na 144 miejscu jest zawód redaktora. Prawdopodobieństwo, że zastąpi mnie maszyna jest dzisiaj niewielkie, bo wynosi 5%. Ale jutro, kto wie czy jutro nie napisze do Was aplikacja komputerowa…
Igor Hrywna

05 Kwi 2015

Na przygotowanie Świąt Wielkanocnych wydajemy dużo mniej niż na Boże Narodzenie. Wielkanoc jest też mniej skomercjalizowana. A mimo to, wydaje mi się, że to jednak karp jest bardziej rodzinny niż jajko. A choinka bardziej sakralna niż palma. W tym roku dyskusje o komercjalizacji i wyższości świąt nad świętami toczyć się będą w cieniu dwóch rocznic. 10 śmierci św. Jana Pawła II i 5 katastrofy/zamachu smoleńskiego.
Wielu narzeka dzisiaj, że nauki Jana Pawła II zostały zapomniane. Pewnie tak, ale tu chyba nie chodzi o konkretne nauki, ale o Ducha papieskiego nauczania. Bo to na nim, czasami podświadomie współcześni Polacy budują swoją tożsamość. Może to nie jest najtrafniejsze porównanie, ale co Polakom zostało z Piłsudskiego? Przecież nie konkretne czyny, nie cytaty, ale też właśnie Duch. W przypadku Smoleńska Google opowiada się raczej za katastrofą (1,7 mln wyświetlonych wyników z zapytaniem „katastrofa smoleńska”) niż za zamachem
(0,7 miliona wyświetlonych wyników z zapytaniem „zamach smoleński”). Ile 10 kwietnia 2010 roku było w Smoleńsku rosyjskiego bałaganu, a ile świadomego działania? Tego zapewne nie dowiemy się nigdy. Jak i tego czy Putin jest po prostu ślepą uliczką ewolucji czy też ponurym żartem Pana Boga.
Igor Hrywna

01 Kwi 2015

Czytaj Swój tygodnik na smartfonie, tablecie lub ekranie komputera. Jeżeli cenisz sobie wygodę to na pewno skorzystasz z tej oferty. Jeżeli zamówisz dzisiaj miesięczną prenumeratę Gazety Olsztyńskiej i Twojego tygodnika, to zapłacisz 24 złote. Tak, tylko 24 złote.

Ale to nie wszystko. Chcesz się przekonać czy czytanie e-wydanie Ci się spodoba? Wierzę, że tak. Ale nie musisz wierzyć mi na słowo. Zatem zamów pojedyńcze wydanie. Tą przyjemność możesz sobie sprawić za 123 grosze. Zgodzicie się ze mną, że to doprawdy niewiele.

Siedzisz w fotelu czy za biurkiem. A może odpoczywasz w domu? To co robisz i gdzie jesteś, już Cię nie ogranicza. Najnowsze e-wydanie Twojego tygodnika i Gazety Olsztyńskiej możesz czytać gdzie chcesz i kiedy chcesz. Na smartfonie, tablecie czy laptopie. Wystarczy wejść na kupgazete.pl.

Ale powiem też bez bicia, że jestem człowiekiem starej daty. Zwykłym do szelestu papieru. Więc przekładam wydania papierowe nad e-wydania. Elektroniczne wydania kupuję zaś z lenistwa. Kiedy nie chce mi się wychodzić z domu.

Ale to lenistwo tylko fizyczne. Bo nigdy nie pozwalam sobie na lenistwo umysłowe. Dlatego nie jest ważne czy czytacie na papierze czy na ekranie. Ważne, żebyście czytali. Bo nasza cywilizacja, to cywilizacja słowa.

Igor Hrywna

24 Mar 2015

Mniejszość twierdzi, że ludzkość głupieje nam na potęgę. Nie myśli, nie czyta. Chce tylko wygodnie żyć. Te utyskiwania czyta i tak tylko ta mniejszość. Bo większość zajęta jest robieniem (może nie robieniem) właśnie tych wszystkich rzeczy, które ją niby to ogłupiają.

Czy świat schodzi na psy? Moim zdaniem chyba jednak nie. Ludzie są tacy sami jak 100 czy 500 lat temu. A może nawet i lepsi. Różnica nie tkwi jednak w nich, ale w sposobie dostarczania im emocji. Bo przecież tak naprawdę to, co wynaleziono w ciągu ostatnich 50-lat służy temu samemu, co napędza człowieka od wieków. To emocje. Bo to one tak naprawdę stanowią nasze „ja”. Wtedy, kiedy stajemy na progu marketu i wtedy, kiedy przekraczamy próg świątyni.

Dzisiejsi ludzie kochają oglądać różne show, czasem „reality”, czasem „celebrity”. Ale co by to tam nie było, to jest w nich zawsze obecny jeden istotny element. Na oczach widzów jurorzy, albo widzowie przez sms, dokonują symbolicznej egzekucji jakiegoś uczestnika programu. I to pokazuje, że nasz świat idzie jednak ku lepszemu. Bo przecież kiedyś takim reality show były publiczne egzekucje, a Rzymianie kciukiem decydowali o życiu gladiatorów.

Był kciuk, jest sms. Była arena, jest ekran. Tylko emocja pozostała ta sama…

24 Gru 2014

Stałem w świątecznej, wijącej się jak biblijny wąż, kolejce. A we łbie kłębiły mi się różne myśli. Wśród nich taka: czy gdyby Chrystus urodził się dzisiaj, to dowiedzielibyśmy się o tym z Twittera, a Trzej Królowie na Instagramie zamieściliby sweet focię z Jezuskiem?

Kto wie, jakby tam to było, bo dzisiaj trudno o królów. Pewnie zamiast nich oraz mirry, kadzidła i złota pojawiliby się trzej doradcy do spraw sprzedaży z smartfonem, grą komputerową i jeszcze jakimś trzecim gadżetem. A co by o urodzinach Chrystusa napisały tabloidy, to nawet boję się pomyśleć.

Ale, jakie to my właściwie mamy teraz święta? Wesołe Święta? Czy też może Wesołe Święta Zimowego Przesilenia lub Końca Roku? Albo jakieś jeszcze inne, ale już nie Święta Bożego Narodzenia? Bo te ostatnie stały się ostatnio „nietolerancyjne”. I są konsekwentnie usuwane z reklam, kartek świątecznych i generalnie przestrzeni publicznej. W imię tolerancji właśnie.

W imię owej tolerancji pozwólcie mi jednak pozostać przy przekonaniu, że w Wigilię ludzkim głosem mówią wszystkie zwierzęta, te wierzące i te niewierzące.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

Igor Hrywna

12 Gru 2014

Polskiego ambasadora w Czechach wzburzyła tamtejsza reklama, w której Polak robi za cwaniaczka i oszusta. TVP puszcza za to bez mrugnięcia oka rodzimą reklamę z misiem pierdzącym na świąteczną choinkę.

W czeskiej reklamie czeskiemu narciarzowi psuje się telefon. Wtedy pojawia się przed nim Polak, zamaskowany pod postacią choinki. Wymienia narciarzowi telefon na wyglądający jak nowy smartfon, w którym jednak od razu pęka ekran. Handlarz znika.

Tak to czeski T Mobile przekonywał, że lepiej wymieniać telefony u niego. Na tą właśnie okoliczność zaprotestowała pani Grażyna Bernatowicz, polski ambasador w Pradze. Co spotkało się z falą oburzenia w postępowych polskich mediach. Bo przecież ta reklama ich zdaniem, to nic innego, jak tylko przejaw czeskiego poczucia humoru. I nawet skłonny jestem się z nimi zgodzić. Uważam, że to nie jest temat nadający się na protest ambasadora.

Jest w tym jednak pewne „ale”. Czy gdyby taką reklamę puścił polski operator, a rolę naciągacza „zagrałby” Żyd. To czy wtedy ci sami ludzie też uznaliby to za przejaw specyficznego humoru, ale już nie czeskiego tylko polskiego? W każdym razie czeski T Mobile reklamę wycofał.

A swoją drogą, to ciekawe, że nikogo z rządu nie oburza reklama polskiego operatora sieci komórkowej, w której miś pierdzi na choinkę i w efekcie ją zapala.

Ja, jeżeli już miałbym wybierać, to jednak wolę czeską reklamę. Bo nie jest na pewno chamska i wulgarna.

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.