29 Sty 2017

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdzi, czy Facebook nie narusza naszych praw konsumenckich. Chodzi o zasady zbierania i przekazywania danych użytkowników. A FB takich danych zbiera multum. Niedawno „The Washington Post” opublikował listę 98 rzeczy, które wie o swoich użytkownikach FB. Dotyczą one naszego życia osobistego, zawodowego i hobby. Ta wiedza nie służy jednak żadnym niecnym celom. Chyba że za takowe uznamy to, że używa się ich do wybrania dla nas odpowiednich reklam oraz podsuwania nam spersonalizowanych dzieki temu informacji od znajomych.

Gorzej, że nie bardzo wiemy czy i na jakich zasadach ten dane FB sprzedaje lub odstępuje innym firmom. To właśnie chce sprawdzić nasz UKOiK. A konkretnie czy Facebook zbiera i udostępnia dane o nas zgodnie z polskim prawem. Nie jest to jednak jakaś nasza polska fanaberia. Wcześniej serwisem zajmowali się między innymi Francuzi i Niemcy.

Bez względu na to jak skończy się postępowanie Urzędu nam pozostaje zapamietać, że w internecie nie ma nic „za darmo”.

Dla nas FB to serwis społecznościowy, dla kilkudziesięciu udziałowców firma. Może inna niż pozostałe, ale jednak firma. A nasze dane są jej największym kapitałem.

Igor Hrywna

19 Gru 2016

Kiedyś to było klawo żyć. Zmiany i tzw. postęp odbywały się leniwie. Teraz człowiek boi się lodówke otworzyć, bo już tam czyha na niego z wywieszonym smartfonem jakiś postęp albo choć „postępek”. Kiedyś szanowano też starych ludzi, bo od ich doświadczenia zależał często byt całej społeczności. Teraz doświadczenie zgromadzone w mózgach starszych ma już niewielkie znaczenie. Bo zmiany są zbyt szybkie i głębokie.

Powiadają, że ludziom z wiekiem jest coraz trudniej zmiany rozumieć i przez to je zaakceptować. Ja zachodzące dzisiaj zmiany cywilizacyjne rozumiem, ale właśnie przez to mam kłopot z ich akceptacją. Apostołowie rewolucji technologicznej przekonują nas, że służy ona ludziom. Tak, ale jednocześnie coraz bardziej jest ona antyczłowiecza. Ot ostatnio Amazon zaczął testować sklep bez ludzkiej obsługi. Jak to działa? Prosto. Ściągamy aplikację. Dzięki niej przy wyjściu ze sklepu nasze towary są automatycznie zeskanowane a „paragon” wędruje na nasze konto i pobiera stamtąd pieniądze. Przy okazji „komputery” będą wiedzieć o nas jeszcze więcej.

Tak, wiem. Urządzenia nie znają nas z imienia i nazwiska. Ale też nie jst ono im do niczego potrzebne. Bo w tym przyszłym świecie będziemy tylko numerem, któremu trzeba sprytnie podsunąć rzeczy do kupowania. Z drugiej strony: czyż nie o tym marzyli przez wieki ludzie? Żeby mieć za co porządnie się ubrać, napić i najeść do syta…

Igor Hrywna

08 Gru 2016

Co to jest ta tytułowa postprawda? Mamy z nią do czynienia wtedy, kiedy w jakiejś sytuacji fakty mniej wpływają na opinię publiczną niż mające mało wspólnego z prawdą odwołania do emocji i osobistych poglądów ludzi. Inaczej mówiąc fakty są ważne tylko wtedy, jeżeli są po naszej stronie.
Jak nie są, to tym gorzej dla faktów. Wtedy do pobicia przeciwnika używamy emocji. A kiedy trzeba i można, to także ubranego w emocje kłamstwa czy półprawdy.

Generalnie żyjemy dzisiaj w czasach postprawdy. Odpowiedzialni za to są głównie ludzie tworzący zafałszowane informacje w internecie. Jeżeli trafią one na podatny grunt, to wielu zarekomenduje je kolejnym osobom.

Przeczyta je więc jeszcze więcej ludzi. Wtedy Google czy Facebook wypozycjonują takie info wyżej. I tym sposobem trafią do kolejnych użytkowników internetu. I tak się to kręci. Tak bardzo, że FB postanowił, że będzie weryfikował prawdziwość najbardziej popularnych wiadomości.

A słowo postprawda w ostatnim czasie stało się tak popularne, że na dniach twórcy słownika oksfordzkiego uznali je słowo roku 2016. Swoją drogą, to te czasy postprawdy, można by nazwać bardziej swojsko czasami panowania plotki.

Przed laty nieodżałowanej pamięci ksiądz Józef Tischner (1931-2000) dokonał prostego podziału prawdy na „świento prawdę, tys prawde i gówno prawdę”. W internecie coraz częściej rządzi ta ostatnia. Oczywiście nie na naszych stronach. Bo dla nas to fakty są najbardziej ciekawe.

Igor Hrywna

08 Lis 2016

Dobrych wiadomości nigdy za dużo. Instytut Monitorowania Mediów (informacja za newseria.pl) podaje właśnie, że do września tego roku w mediach społecznościowych pojawiło się po polsku 58 tysięcy deklaracji o trwających, planowanych lub przeczytanych książkach.

W 2015 roku było ich 49 tysięcy, w 2014 25 tysięcy. Mamy więc piękny wzrost.Co ciekawe, internautom czytanie książęk najczęściej kojarzy się z wypoczynkiem. To ważne, bo wyklucza z list lektury i inne obowiązki.

Przez moment wydawało się, że czytanie zanika gdzieś w cyfrowych otmętach. Byłaby to bardzo zła wiadomość. Społeczeństwo obrazkowe ma bowiem z postępem tyle samo wspólnego co pantofelek, a w najlepszym przypadku złota rybka.

W Gazecie Olsztyńskiej i naszych tygodnikach lokalnych (niestety jeszcze nie wszystkich) prowadzimy od pewnego czasu kampanię społeczną „Czytam, bo lubię”. Nasi czytelnicy dzielą się w niej z innymi swoimi lekturami. Niedługo na gazetaolsztynska.pl powstanie też specjalna zakładka z polecanymi lekturami.

Zachęcam zatem do czytania. Choćby dla wypoczynku, ale przecież nie tylko. – Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo – pamiętacie Państwo skąd jest ten cytat? To wyszukajcie w Google, a potem zapraszam do lektury…

Igor Hrywna

01 Lis 2016

Miał być skandal, ale nie było. Miały być protesty, ale też ich nie było. Nowe reality show TVN zadebiutowało na ekranie właściwie bez echa. Mnie jednak dziwi, że feministki nie skrzyknęły się pod siedzibę stacji. Mowa o programie „Ślub od pierwszego wejrzenia”.
Ów program to wypróbowany już w wielu krajach format, w którym nieznani sobie ludzie decydują się na ślub. W znalezieniu idealnego partnera pomagają im naukowcy, którzy na podstawie różnych testów kojarzą ze sobą pary. Po 6 tygodniach para musi podjąć decyzję: zostają razem albo składają pozew o rozwód. To właśnie miało natchnąć konserwatystów do protestów, choć moim zdaniem powinny protestować raczej feministki i feminiści. W naszej części świata aranżowane małżeństwa zniknęły dobrych kilkadziesiąt la temu. Między innymi dzięki feministkom. Zachowały się jednak w wielu częściach świata, w Indiach czy większości krajów muzułmańskich.
„Ślub od pierwszego wejrzenia” nie wywołał więc jakiejś reakcji ze strony obyczajowych liberałów. Co innego, gdyby taki program pokazała Telewizja „Trwam”. A zamiast naukowców nowożeńców dobierali księża. Wtedy na pewno od protestów trudno byłoby się opędzić.

Igor Hrywna

30 Sie 2016

Jeżeli czytacie Państwo te słowa, to znaczy, że tytuł chwycił i oszukał jednocześnie. To klasyczny przykład clickbaitu, czyli tytułu internetowego, który ma się nijak do treści artykułu.

Dzisiaj sieć jest pełna tytułów, które wprowadzają ludzi w błąd. Czasami po prostu oszukują. Przykład pierwszy z brzegu. Tytuł „Szok. Zjadła swojego partnera na oczach dzieci” nie dotyczył bowiem rodzinnego, ludzkiego kanibalizmu, ale modliszki, która zjadła partnera w jednym z amerykańskich ogrodów zoologicznych na oczach wycieczki szkolnej. A skąd w moim tytule Facebook? Bo FB będzie teraz informacje z tego typu tytułami „chował” przed czytelnikami.

My takich clickbaitów nie stosujemy. Ani na papierze, ani w internecie. Jesteśmy starej daty i cenimy sobie Was, naszych sąsiadów. Bo przecież jesteśmy sąsiadami. I wspólnie opowiadamy sobie różne ciekawe historie. Nasze teksty, są przecież w większości inspirowane przez Was.

Czasami, jak to między sąsiadami, może i podkręcimy jakiś tytuł. Nigdy jednak nie przekraczamy zasad dobrego wychowania, bo wielce sobie cenimy zaufanie, jakim nas obdarzacie.

Igor Hrywna

25 Cze 2016

To pewien paradoks, że w naszych sztucznych czasach, tak bardzo ceni się emocje. Dziwi nie mniej, że w czasach nastawionych na „dzisiaj”, tak dobrze sprzedaje się przeszłość. Jednak oba paradoksy da się logicznie wytłumaczyć.
Nowoczesne technologie zmieniają nasze otoczenie w oszołamiającym tempie. Tak szybkim, że ludzie nie nadążają już za zmianami. I jako odtrutki potrzebują prostych emocji. A tych dostarczają im media w postaci różnych reality show, historii na faktach itd. Tym światem nie rządzą bowiem aplikacje czy interenet rzeczy, ale miłość, zazdrość, gniew.
A przeszłość sprzedaje się dobrze, bo pokolenie urodzone na przełomie lat 50/60 powoli zbliża się do emerytury. I powraca do czasów swojej młodości. Do nieśmiertelnego Klossa na przykład.
Czy innym jest jednak powrót do czasów młodości, czym innym próba wskrzeszania starych programów. To standardowo nie udaje się. Tak poległ „wskrzeszony” Teleranek. Program oglądało mizerne 240 tys. widzów, w tym tylko 14 tys. dzieci. Reszta to dorośli…którzy chcieli poczuć się znowu dziećmi. Ale chyba jest ich za mało, żeby uratować „Teleranek”. Bo ludzie potrzebują powrotu do prawdziwej przeszłości i związanych z nią emocji, a nie współczesnej imitacji. Imitacje emocji nie wywołują.

Igor Hrywna

24 Kwi 2016

Chciałbym Wam kogoś przedstawić. Pewnie go znacie, ale może nie do końca wiecie jak się nazywa i co porabia. Mówię o grupie WM. WM: jak Warmia i Mazury. Brzmi to może nieco tajemniczo, ale tak właśnie nazywa się wydawca Waszego tygodnika i obchodzącej właśnie 130-lecie Gazety Olsztyńskiej. Swoją drogą GO nijak nie przypomina nobliwej Pani, to nadal rącza nastolatka. Warto z nią codziennie porozmawiać dla odmłodzenia ducha.

To jednak tylko niewielki fragment tego, czym się WM dla Was zajmuje. Wymyślamy na przykład i tworzymy aplikacje mobilne. I wychodzi nam to całkiem nieźle. Kto nie wierzy, to zapraszam: mobilne.wm.pl. Prowadzimy też wiele stron. Ja, swój skromny udział, mam na przykład w stworzeniu i tworzeniu serwisu http://mojemazury.pl. Polecam też gorąco stronę dla aktywnych: fitniefat.pl. Przydatna szczególnie dla tych, którzy chcą się nieco spłaszczyć. Ja preferuję w tym przypadku rower. Ale zdaniem mojej żony rower mnie nie spłaszcza 🙂

To tylko kilka twarzy Grupy WM. Jest jednak jeszcze jedna, szczególnie miła mojemu sercu. To Fundacja „Przyszłość dla dzieci”. Pod jej opieką znajduje się 300 dzieci. Warto podzielić się z nimi 1% swojego podatku: http://przyszloscdladzieci.org

Igor Hrywna

17 Kwi 2016

Człowiek każdego dnia wypełnia wiele różnych funkcji. Społecznych, rodzinnych, prywatnych. Niby cały czas jesteśmy swoim imieniem i nazwiskiem, ale tak naprawdę jest w nas wielu ludzi.

W firmie jesteśmy pracownikiem czy właścicielem. Potem kierowcą lub pasażerem. W markecie konsumentem. W domu, kiedy pomagamy odrabiać lekcje, rodzicem. Potem stajemy się osobą prywatną. I tak w „kółko Macieju”. Te role, które musimy lub chcemy odgrywać w naszym życiu powinny odbijać się w mediach.

Bo powinny być one niczym innym, jak zwierciadłem, w którym możemy zobaczyć siebie i swoje otoczenie. Każda gazeta, strona internetowa, stacja TV czy profil społecznościowy tak naprawdę można opisać jak człowieka. Nadać mu płeć, wiek, zainteresowania.

Najbliżej każdego z nas są jednak media lokalne. To po prostu nasi sąsiedzi. Tacy, z którymi można poplotkować, ale też tacy, którzy doradzą czy pomogą w potrzebie. Na tym polega właśnie siła lokalnych mediów. Takie media przetrwają nasze trudne czasy. Chyba że przestaniemy spełniać w codziennym życiu nasze funkcje społeczne. Zamkniemy się w pracy i domu.

A potrzeby społeczne zastąpi nam rozrywka. Nie wińmy jednak za to mediów. Bo media nie kreują naszego życia. One tylko dostarczają nam emocji, za które chcemy zapłacić. Pieniędzmi i swoim wolnym czasem.

Igor Hrywna

12 Lut 2016

Dawny świat należał do producentów. Dzisiejszy należy do sprzedawców. Produkowanie stało czynnością najprostszą z możliwych. Sztuką jest sprzedawanie. Do kogo należy w takim razie jutro? Do ekspertów, którzy powiedzą nam, co mamy kupić.

Popatrzmy na sieć. Teraz w ciągu roku wytwarzamy więcej informacji, niż ludzkość w całym okresie przedinternetowym. Przeciętnego Europejczyka atakuje kilkadziesiąt tysięcy słów i kilkaset obrazów dziennie. Niedługo będziemy mieli tego dość. I poprosimy, żeby ktoś nam ten chaos uporządkował. Zatem jutro nie należy do sprzedawców treści. Należy do tych, którzy sprawnie je posegregują i dostarczą nam tylko to, co jest dla nas interesujące.

Tylko czy tymi ekspertami będą ludzie? Raczej nie. Zrobią to algorytmy, które już dzisiaj śledzą naszą aktywność w sieci. I wiedzą o nas więcej, niż my sami.

W tym nowym świecie wszystko będzie szybsze, prostsze i tańsze. Głównie dzięki nowoczesnym technologiom, które już teraz konsekwentnie przejmują funkcje ludzi.

Naukowcy z Oksfordu sprawdzili zagrożonie cyfryzacją lub automatyzacją
dla 365 zawodów. Okazuje się, że w W. Brytanii w ciągu najbliższych 20 lat zniknie ponad 30% „ludzkich” zawodów

Entuzjastom zastępowania człowieka przez zmyślne mechanizmy lub algorytmy warto jednak przypomnieć jedno: algorytmy nic nie kupują.

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.