31 Gru 2014

Świat wokół nas pędzi coraz bardziej. A my wraz z nim. Dzisiaj szybciej znaczy lepiej, taniej, zdrowiej. Żyjemy w erze pośpiechu. I rok 2015 na pewno będzie pędził jeszcze bardziej niż 2014. Trzeba tylko uważać, żeby nie dopadła nas zadyszka. Nie ta płucna, ale ta umysłowa.
Co nas czeka w 2015 roku? Na pewno jeszcze większe opętanie przez nowe technologie. Inteligentne mieszkania i domy, w których urządzenia będą się komunikować między sobą bez naszej pomocy staną się już czymś zwyczajnym. Fakt, że lodówka sama zamówi za nas mleko, kuchenka zacznie gotować obiad stanie się już pewną oczywistością. Pojawi się też coraz więcej gadżetów ubraniowych, które będą kontrolować stan naszego serca choć dzięki Bogu jeszcze nie umysłu.
Ludzie będą też konsumować coraz więcej coraz krótszych informacji. Już teraz oparty tylko na zdjęciach z podpisem serwis społecznościowy Instagram ma więcej użytkowników niż Twitter, który pozwala na pisanie komunikatów składających się maksymalnie ze 140 słów.
Dzięki Bogu, nie wszyscy uznają to za objaw postępu. A apostołowie tych serwisów z reguły pisują o nich całkiem pokaźne książki.
Z tego wszystkiego nie wynika , że jakoś specjalnie zgłupieliśmy. Nie. Po prostu nie mamy czasu, pośpiech goni nas, my pośpiech. Ale ten pośpiech, to przede wszystkim stan umysłu. Dlatego warto czasem odetchnąć, choćby przy lekturze lokalnego tygodnika czy na spacerze.
Przed laty Jan Himilsbach lubił powiadać: „Tyle dróg budują, tylko nie ma dokąd iść”
Życzę Wam zatem, aby w 2015 roku każdy z Was znalazł swoją drogę, którą będzie mógł dojść tam, gdzie chce. Bez względu na to, czy jego lodówka zamówi mu mleko czy nie…
Igor Hrywna

11 Lis 2014

Przed wynalezieniem internetu bito powszechnie na alarm. TV ogłupia, ludzie nie czytają i jak nic, ludzkość upadnie. Tak wieszczyli najwięksi pesymiści spośród brodatych intelektualistów. I to wieszczenie okazałoby się prawdą, gdyby nie wynaleziono…internetu. Internet oderwał młodych od biernego gapienia się w ekran TV. Mail okazał się najlepszym elementarzem, uczącym pisania i czytania.
Teraz jednak okazuje się, że internet zmienia sposób w jaki konsumujemy informacje. W sieci czytelnicy skanują treści. Nie tyle je czytają co raczej „oglądają”. I właściwie SA bardziej oglądaczami niż czytelnikami. Bardzo często czytają tylko początek tekstu. I bardzo często po chwili zapominają co czytali. Dlatego właśnie teksty w internecie są z reguły krótkie, a ich tytuły „krzyczą” do czytelnika.

To już właściwie nie jest żadną sensacją. Teraz Amerykanie przebadali dwie grupy studentów i sprawdzili, jak rozumienie takich samych treści różni się w zależności od tego czy widzimy je na ekranie czy na papierze. Pierwsza grupa studentów czytała wydanie papierowe New York Timesa, druga jego wydanie elektroniczne. Okazało sie, że w tym samym czasie więcej przeczytali i zapamiętali czytelnicy tradycyjnego wydania. Znaczy to tyle, że informacja zamieszczona w drukowanym piśmie łatwiej dotrze do czytelnika, niż jej cyfrowy odpowiednik.

Jednym z powodów tego jest to, że nie da się jednocześnie trzymać w rękach i czytać gazetę oraz w tym samym czasie oglądać np. TV czy wysyłać maila. Ale da się to zrobić, kiedy siedzimy przed monitorem 🙂

20 Paź 2011

Miało nie być o Palikocie i nie będzie. Ale Palikot świetnie się sprzedaj. Dlatego użyłem jego nazwiska w tytule. Dzięki temu zyskam więcej czytelników. Może właśnie Ciebie?

Będzie o kryzysie. Tytuły gazet wieszczą, że nadchodzi. Mnie to trochę bawi, bo kilka late temu weszliśmy w fazę stałego kryzysu. Kryzys, ani nie nadchodzi, ani nie odchodzi. Po prostu jest. Jak to nazwał Philip Kotler gospodarka światowa znalazła się w erze turbulencji. (Chaos – zarządzanie i marketing w dobie turbulencji, MT-Biznes, 2009). A nagłe i szybkie spadki i odbicia są jej podstawowym elementem. Właśnie dlatego kryzys, ani się nie zaczyna,ani się nie kończy. Kryzysu nie ma. Po prostu taka jest dzisiejsza gospodarka.

Moim zdaniem główna przyczyną obecnego stanu gospodarki światowej jest nasze sprzeniewierzenie się podstawowym zasadom gospodarki kapitalistycznej. Widać to choćby w przypadku banków. W normalnym kapitalizmie banki namawiały do oszczędzania, w naszym niby-kapitalizmie do brania kredytów.

Po drugie na naszych oczach obywatela zastąpił konsument. To on stał się jadrem nowego społeczeństwa. A jak celnie zauważył Benjamin Barber w swojej książce „Skonsumowani” obywatel troszczy się o dobro wspólne, konsument dba o własna korzyść.

To dość oczywiste rzeczy. Ale żeby je wiedzieć trzeba czytać książki. Na Twitterze o tym nie przeczytacie.

17 Maj 2011

Kto stoi w kolejce do wirtualnej kostnicy tuż za Myspace. Myspece kilka lat temu było cudownym dzieckiem internetu. Teraz jest panną/kawalerem po przejściach, za którą/którym już nikt nie ogląda się na ulicy. Teraz króluje Facebook.

Los Myspace podzieli zapewne niedługo Twitter. Od początku był to bardziej gadżet niż coś potrzebnego i pożytecznego. Miliony tam pisały, tysiące czytały. W sumie dawało to piękne statystyki. Tylko komu i do czego potrzebne?

27 Sty 2011

Oglądam na YouTube filmy z protestów Egipcie. I widzę gładko ogolonych młodych ludzi ubranych po europejsku. To, że zwoływali się na demonstracje przez Facebooka i Twittera nic nie znaczy. Bo wcześniej czy później te twarze skryją się pod brodami.
Ale bardziej sobie myślę o Mazurach, o „Mazury Cud Natury”. W ramach tej kampanii Mazury są promowane hasłami ” To Mazury nie Holandia” czy „To Mazury nie Chorwacja”. Hasła są umieszczone na zdjęciach z Mazur z elementem charakterystycznym dla danego kraju. Np. hasło: „To Mazury nie Holandia” umieszczono na zdjęciu pola tulipanów.

I tak sobie myślę, że powinniśmy podziękować protestującym z Egiptu. Może latem przybędzie nam turystów, bo Mazury to nie Egipt.

To Mazury nie Holandia, wersja czeska:

16 Gru 2010

Podsumowań ciąg dalszy. Tym razem głos dał Twitter.

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.