04 Kwi 2017

Zaświeciła ci się dłoń w kaształcie serca? Odbierz telefon, bo dzwoni twoja ukochana lub ukochany. A jak dzwoni, ktoś kogo nie lubisz, to odrzuć połączenie naciskając pieprzyk. Zginając palca z tatuażem możesz włączyć muzykę na smartfonie. To nie przyszłość, ale teraźniejszość. Dla jednych świetlana, dla innych pewnie przerażająca. Tak czy inaczej chyba nieunikniona.

Niemieccy naukowcy przetestowali właśnie nowe zastosowanie dla tatuaży i znamion na naszym ciele. Użyli ich jako narzędzi do obsługi smartfona. Z pewną przesadą można powiedzieć, że zrobili z naszego ciała ekran dotykowy. Mówimy tu oczywiście nie o klasycznym tatuażu, ale elektronicznym czy elektroluminescencyjnym, ale jednak tatuażu. Podobnie wykorzystali też pieprzypki i piegi.

Taki tatuaż naniesiony np. na dłoń pozwala np. przez ściśnięcie pięści lub wyprostowanie palców włączać i wyłączać muzykę. To dopiero jednak dopiero początek tej rewolucji. Potem przyjdzie pewnie czas na bardziej ukryte części naszego ciała. Nie wiem, co sobie państwo teraz pomyśleliście, ale ja miałem na myśli język ;-).

Igor Hrywa

29 Sty 2017

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdzi, czy Facebook nie narusza naszych praw konsumenckich. Chodzi o zasady zbierania i przekazywania danych użytkowników. A FB takich danych zbiera multum. Niedawno „The Washington Post” opublikował listę 98 rzeczy, które wie o swoich użytkownikach FB. Dotyczą one naszego życia osobistego, zawodowego i hobby. Ta wiedza nie służy jednak żadnym niecnym celom. Chyba że za takowe uznamy to, że używa się ich do wybrania dla nas odpowiednich reklam oraz podsuwania nam spersonalizowanych dzieki temu informacji od znajomych.

Gorzej, że nie bardzo wiemy czy i na jakich zasadach ten dane FB sprzedaje lub odstępuje innym firmom. To właśnie chce sprawdzić nasz UKOiK. A konkretnie czy Facebook zbiera i udostępnia dane o nas zgodnie z polskim prawem. Nie jest to jednak jakaś nasza polska fanaberia. Wcześniej serwisem zajmowali się między innymi Francuzi i Niemcy.

Bez względu na to jak skończy się postępowanie Urzędu nam pozostaje zapamietać, że w internecie nie ma nic „za darmo”.

Dla nas FB to serwis społecznościowy, dla kilkudziesięciu udziałowców firma. Może inna niż pozostałe, ale jednak firma. A nasze dane są jej największym kapitałem.

Igor Hrywna

19 Gru 2016

Kiedyś to było klawo żyć. Zmiany i tzw. postęp odbywały się leniwie. Teraz człowiek boi się lodówke otworzyć, bo już tam czyha na niego z wywieszonym smartfonem jakiś postęp albo choć „postępek”. Kiedyś szanowano też starych ludzi, bo od ich doświadczenia zależał często byt całej społeczności. Teraz doświadczenie zgromadzone w mózgach starszych ma już niewielkie znaczenie. Bo zmiany są zbyt szybkie i głębokie.

Powiadają, że ludziom z wiekiem jest coraz trudniej zmiany rozumieć i przez to je zaakceptować. Ja zachodzące dzisiaj zmiany cywilizacyjne rozumiem, ale właśnie przez to mam kłopot z ich akceptacją. Apostołowie rewolucji technologicznej przekonują nas, że służy ona ludziom. Tak, ale jednocześnie coraz bardziej jest ona antyczłowiecza. Ot ostatnio Amazon zaczął testować sklep bez ludzkiej obsługi. Jak to działa? Prosto. Ściągamy aplikację. Dzięki niej przy wyjściu ze sklepu nasze towary są automatycznie zeskanowane a „paragon” wędruje na nasze konto i pobiera stamtąd pieniądze. Przy okazji „komputery” będą wiedzieć o nas jeszcze więcej.

Tak, wiem. Urządzenia nie znają nas z imienia i nazwiska. Ale też nie jst ono im do niczego potrzebne. Bo w tym przyszłym świecie będziemy tylko numerem, któremu trzeba sprytnie podsunąć rzeczy do kupowania. Z drugiej strony: czyż nie o tym marzyli przez wieki ludzie? Żeby mieć za co porządnie się ubrać, napić i najeść do syta…

Igor Hrywna

10 Maj 2016

Zaczęło się od uwagi znajomka. Że kiedyś widziało się na ulicy więcej ludzi. A teraz, zamiast się pokazywać, to siedzą przed komputerami w internecie. Na pierwszy rzut oka prawda. Naprawdę jednak nieprawda. Bo to nie internet zmiótł ludzi z ulic, parków i placów. To nie internet porwał więzi społeczne. I to nie intternet zamienił aktywnych obywateli w pasywnych konsumentów.

To zrobiła o wiele wcześniej telewizja. To najbardziej bierne medium, które zamknęło nas i wyizolowało w mieszkaniach. Dzięki Bogu, że pojawił się net, który to zmienił. Zamiast sztucznego ludzika w TV posadził po drugiej stronie ekranu komputera żywego człowieka. Dzięki temu ludzie zamiast rozmawiać z bohaterami latynoskich telenowel znowu zaczęli ze sobą rozmawiać. Porwane kiedyś więzi można teraz zawsze odnowić przy pomocy sieci społecznościowych.

Internet nauczył nas też znowu czytać. Gdyby nie wynaleziono sieci, to nasze wnuki pewnie już by nie czytały i nie pisały. To w końcu nie jest potrzebne do oglądania TV.

17 Kwi 2016

Człowiek każdego dnia wypełnia wiele różnych funkcji. Społecznych, rodzinnych, prywatnych. Niby cały czas jesteśmy swoim imieniem i nazwiskiem, ale tak naprawdę jest w nas wielu ludzi.

W firmie jesteśmy pracownikiem czy właścicielem. Potem kierowcą lub pasażerem. W markecie konsumentem. W domu, kiedy pomagamy odrabiać lekcje, rodzicem. Potem stajemy się osobą prywatną. I tak w „kółko Macieju”. Te role, które musimy lub chcemy odgrywać w naszym życiu powinny odbijać się w mediach.

Bo powinny być one niczym innym, jak zwierciadłem, w którym możemy zobaczyć siebie i swoje otoczenie. Każda gazeta, strona internetowa, stacja TV czy profil społecznościowy tak naprawdę można opisać jak człowieka. Nadać mu płeć, wiek, zainteresowania.

Najbliżej każdego z nas są jednak media lokalne. To po prostu nasi sąsiedzi. Tacy, z którymi można poplotkować, ale też tacy, którzy doradzą czy pomogą w potrzebie. Na tym polega właśnie siła lokalnych mediów. Takie media przetrwają nasze trudne czasy. Chyba że przestaniemy spełniać w codziennym życiu nasze funkcje społeczne. Zamkniemy się w pracy i domu.

A potrzeby społeczne zastąpi nam rozrywka. Nie wińmy jednak za to mediów. Bo media nie kreują naszego życia. One tylko dostarczają nam emocji, za które chcemy zapłacić. Pieniędzmi i swoim wolnym czasem.

Igor Hrywna

26 Mar 2016

Apple pokazało na początku tygodnia swój najnowszy smartfon czyli iPhone’a SE. Dla milionów ludzi jest to znacznie ważniejsze wydarzenie, niż niedzielne Zmartwychwstanie. Podejrzewam zresztą, że wielu tzw. chrześcijan nie bardzo nawet wie, że w Wielkanocy chodzi właśnie o Zmartwychwstanie Jezusa.

Paradoksalnie jednak, filozofię działania Appla wiele łączy z religią. Bo tak naprawdę Apple to nie marka, ale religia. A stworzył ją twórca jego potęgi, bóg i kreator, Steve Jobs.
Wyznawcy Apple mają swój krzyż, którym jest dla nich nadgryzione jabłko (firmowe logo). Mają nawet swoje piekło, przeznaczone dla użytkowników innych smartfonów i komputerów. Jobs ze sporej części użytkowników produktów Apple uczynił „apostołów marki”. Są to ludzie, którzy z miłości do produktów tej firmy polecają je innym. Zresztą, podczas badań z użyciem rezonansu magnetycznego, okazało się, że u zagorzałych wyznawców Apple np. iPhone pobudza te same obszary w mózgu, co u osoby głęboko wierzącej widok symboli religijnych.

Dotyczy to także innych produktów, nawet tych zupełnie zwyczajnych. Żyjemy już bowiem w cywilizacji rzeczy. Ale mało kto dzisiaj zastanawia się nad tym, że kolejnym krokiem naszej cywilizacji musi być w takim razie sprowadzenie człowieka do rzeczy właśnie.

Nie szkoda wam człowieka?

11 Mar 2016

Google. Czytam sobie akurat biografię wybitnego polskiego reżysera Stanisława Barei (1929-1987) o jedynie słusznym tytule „Oczko się odlepiło temu misiu”. Jako że jestem bezgranicznym fanem Barei, to książka pochłania mnie na amen (ostatnią ofiarą padł rondel z ryżem). Ale przy okazji wywołuje różne filozoficzne wydumki. Ostatnio tak mnie jakoś tak naszło, że najważniejszą cechą dzisiejszych czasów jest ich bylejakość.
Wynika ona przede wszystkim z pośpiechu. Bo im dłużej żyjemy, tym bardziej brakuje nam czasu na przeżywanie życia. W pośpiechu pracujemy i odpoczywamy. Nawet śpimy i umieramy. Robimy wiele rzeczy naraz. Zbyt wiele.
Z tego pośpiechu rodzi się też lenistwo intelektualne. Czym jest ta bylejakość? Zamiast pomyśleć prościej jest skorzystać z Googla. Google co prawda nie zna odpowiedzi na wiele pytań, ale zawsze wypluje nam choć 10 wyników. Albo i więcej. Dla słowa „byle jaki” w 0,36 sekundy znalazł 1 070 000 wyników. A wrzuciłem słowo do wyszukiwarki, bo nie pamiętałem już czy piszemy je razem czy odzielnie.
I tak naprawdę, to jest właśnie ta bylejakość, która skutecznie nas odmóżdża, choć poprawnie byłoby „odmużdża”.

Igor Hrywna

06 Lut 2016

Im więcej młodzi ludzie korzystają z internetu, to tym lepiej. Dlaczego? Bo mniej gapią się w telewizor. Więc jest jeszcze szansa, że da się ich odlepić od sztucznej rzeczywistości atakującej nas z ekranów i ekraników. Wśród wielu przemian cywilizacyjnych, ta akurat bardzo mnie cieszy.

Telewizor niegdyś był oznaką postępu i zamożności. Dzisiaj coraz częściej jest symbolem zacofania i ubóstwa. Dla młodych telewizor to przestarzały gadżet. Przed wymyśleniem internetu bito powszechnie na alarm. TV ogłupia. Ludzie nie czytają i jak nic, ludzkość upadnie.

Tak wieszczyli najwięksi pesymiści spośród brodatych intelektualistów. I to wieszczenie okazałoby się prawdą, gdyby nie wymyślono… internetu. Internet oderwał młodych od biernego gapienia się w ekran TV.

Mail i komentarze pod tekstami okazał się najlepszym elementarzem, uczącym pisania i czytania. Dlaczego o tym piszę? Bo wyczytałem na antyweb.pl, że 15 -16 latkowie częściej siedzą w internecie, niż gapią się w ekran telewizora.

Nie znaczy to, że korzystają w tym czasie z jakichś superintelektualnych treści. Mimo wszytko jednak lepiej jest kiedy w coś grają, niżby mieli biernie gapić się w telenowele. I mieszać je z rzeczywistym życiem. Od tego jest lepszy nawet najbardziej głupkowaty filmik na YouTube.

Igor Hrywna

18 Sty 2016

Komputer jest równie potrzebny do uczenia się, jak aparat rentgenowski do przymierzania butów. Tak twierdzi dr Manfred Spitzer, jeden z najlepszych na świecie znawców ludzkiego mózgu, autor wydanej w 2012 roku książki „Cyfrowa demencja”. Teraz tę tezę swoim autorytetem wsparł sam Microsoft.

Z badań przeprowadzonych na zlecenie firmy Billa Gatesa wynika bowiem, że notoryczne korzystanie z netu i ślizganie się naraz po kilku ekranach (przeskakiwanie z jednej informacji na drugą) stępia nam bystrość umysłu. Jednym słowem: im więcej siedzisz przed swoimi „ekranikami”, tym bardziej głupiejesz i nie potrafisz skupić się. To właściwie nie jest nic nowego. Wiemy to już od dobrych paru lat. Tym razem jednak po raz pierwszy o szkodliwości szeroko pojętego internetu alarmuje firma z tegoż internetu i elektronicznych technologii żyjąca.

W każdym razie nasze mózgi powoli zatracają zdolność do twórczego myślenia i rozumienia. Wiemy jak znaleźć informację, ale jej nie rozumiemy. Nie wiemy, który z pierwszych 10 wyników jakie pokazał nam Google, jest dla nas ważny. Nie zastanawiamy się nawet, dlaczego widzimy te, a nie inne wyniki wyszukiwania.
Jak to ktoś ładnie ujął: nasze mózgi coraz częściej przypominają czytniki kodów w marketach.

Igor Hrywna

31 Paź 2015

1 Listopada to jedyne powszechne święto w Polsce, które zwrócone jest ku przeszłości. To Święto pamięci, na którym połamał sobie zęby nasz zaganiany, skomercjalizowany i wirtualny świat.
Pamięć nie jest dzisiaj w modzie. Coraz częściej pamiętają za nas różne widgety czy aplikacje. Dzisiaj to nasz smartfon przejmuje powoli różne funkcje naszego mózgu. I jak ze wszystkim, czasem dzieje się to z korzyścią dla nas, czasami nie. Dobrze, kiedy ta wirtualna pamięć dotyczy codziennego życia. Źle kiedy wdziera się w sferę emocji. Osobista pamięć powinna pozostać osobista. Przekazywanie jej w depozyt dla jakiejś aplikacji oznacza, że nie jest dla nas ważna. Ustawienie sobie przypomnienia w elektronicznym kalendarzu np. daty urodzin dziecka świadczy tylko o tym, że ta data nie jest dla nas ważna. Już lepiej, bo po ludzku, jeżeli o tej dacie zapomnimy. I przypomni nam o tym rozgoryczone dziecko czy współmałżonek.
Ludzka pamięć o bliskich to chyba najbardziej osobisty jej element. Także o tych, którzy odeszli. Tej pamięci nie można znaleźć w internecie. Nawet Google nie da rady. Bo tą pamięć można tylko odnaleźć czy odzyskać. Na cmentarzu, a nie w internecie. I tylko w swoim własnym mózgu.

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.