17 Lis 2015

Żyjemy w czasach gigantycznej nadprodukcji. Wszystkiego właściwie jest za dużo. Jak każda reguła, i ta ma wyjątki. Brakuje nam bowiem dobrych wiadomości. Czym powinien być lokalny tygodnik czy takaż strona internetowa? Na pewno powinny informować. To jakby oczywiste. Ale, czy to jest jednak nasza główna misja? Tak, jeżeli przez informowanie będziemy rozumieli przede wszystkim budowanie lokalnej tożsamości. Bo nasz tygodnik powinien być przede wszystkim dobrym sąsiadem, który opowiada ciekawe historie o życiu społeczności. Powinien być miejscem, gdzie spotykają się wszyscy, którzy chcą coś powiedzieć o ludziach, wydarzeniach i problemach. Tych najważniejszych, bo dziejących się na sąsiedniej ulicy lub w sąsiedniej wsi. Takich „sąsiedzkich opowieści”. Prawdziwych oczywiście. Specjalnie dla Was stworzyliśmy miejsce, gdzie możecie podzielić się z innymi ważnymi dla Was sprawami. Wystarczy założyć profil klikając w prawym, górnym rogu naszej strony www w ikonę „Twoje konto”. O czym piszą inni? Zobaczcie tutaj: olsztynska24.pl
Szczególnie zależy nam na dobrych wiadomościach. Bo wiadomo, że te złe same rozchodzą się bardzo szybko.
Igor Hrywna

22 Paź 2015

Nowoczesne technologie pożerają coraz więcej naszego czasu. Mają nam służyć, a w rzeczywistości, to my im coraz częściej służymy. Głównie swoim czasem. Przywiązując nas do wirtualnych rzeczy, które są nam umiarkowanie potrzebne, ten czas nam kradną.
Na swoim smartfonie naliczyłem kilkadziesiąt różnych aplikacji, które wydawały mi się kiedyś ważne. Tak myślę, że skoro je ściągałem, to ważne być musiały. Teraz jednak je skasowałem,
Bo wydały mi się do niczego niepotrzebne. Zostawiłem tylko te, których potrzebuję do pracy.
Te wszystkie aplikacje łypały na mnie z ekranu. Czułem, że muszę zobaczyć to czy tamto, bo skoro je mam, to muszę z nich skorzystać. To przecież logiczne. Kiedyś przed snem czytałem książkę. Teraz zajmował mnie przegląd aplikacji. I omiatanie wzrokiem informacji, które nie były mi do niczego potrzebne. I o których zapominałem zanim skończyłem je czytać.
No i pięknego dnia postanowiłem się z tym wirtualnym szmelcem rozstać. Zostawiłem sobie tylko lokalne informacje. Wróciłem też do wieczornego czytania książek.
I wtedy poczułem się tak, jak wtedy, kiedy rzuciłem palenie. Wtedy efeketem był pewien przyrost masy brzucha. Teraz liczę, że przyrośnie mi szarych komórek….

Igor Hrywna

09 Lip 2015

Ponurzy wizjonerzy mylili się. Postęp techniczny był dla nich narzędziem, przy pomocy którego władza będzie kontrolować obywateli. Dzisiaj już wiadomo, że nie idzie, ani o władzę, ani o obywateli.

Wiecie ile dzisiaj śledzi Was kamer? Tego nie wie nikt. Pewnie ktoś włącza je zgodnie z prawem, ale kto to, tak naprawdę wie? Podobno najbardziej „zmonitorowanym” miastem na świecie jest Londyn. Pracuje tam ponad milion kamer. Kamer na ulicach czy w sklepach jest już tak dużo, że nie budzą już dzisiaj jakiś specjalnych emocji.
W tym upowszechnieniu kamer jest jednak pewne niebezpieczeństwo. I nie idzie tu o naszą prywatność.

Nasze Ministerstwo Edukacji chce wprowadzić monitoring do 1,5 tysiąca szkół.

Moim zdaniem to błąd. Bo kamery zastąpią dzieciom normy moralne. I może się okazać, że wychowamy pokolenie z „moralnością kamery”. Pokolenie, które za normę uzna, że przykładne zachowanie zależy od tego czy patrzy na nas kamera.
Tak czy inaczej kamery są by nas chronić, a nie tropić.

Bo to nie władza tropi nas jako obywateli przy pomocy nowoczesnych technologii. Robią to wielkie firmy, które chcą wiedzieć wszystko o naszych zachowaniach jako konsumenta. Kiedyś odbywało się to tylko w internecie. Teraz także coraz częściej w realnych sklepach. Na przykład przez systemy, które łączą się z naszym Wi Fi i pokazują jak poruszamy się po markecie. Oczywiście anonimowo.

Dzisiaj całe IT pracuje nad narzędziami, które pozwolą korporacjom jak najlepiej zrozumieć dlaczego coś kupujemy.

I to jest generalnie dobre, bo dzięki temu trafiają do nas spersonalizowane reklamy.
Problemem jest to, że jesteśmy ciekawi tylko jako konsumenci. A jako obywatele niewiele warci.

Igor Hrywna

22 Cze 2015

Ta pani zdążyła zrobić karierę i zarobić. Być w Tokio i w Paryżu. Kupić mieszkanie i wyremontować dom, ale nie zdążyła być mamą. Ta pani mówi o tym do młodych obywatelek RP, aby w ten sposób zachęcić je do rodzenia dzieci. Jest jej smutno. A mówi to w przepięknym, przestronnym domu. Na oko 500 tysięcy bez ceny ziemi.
Tak wygląda video „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” przygotowane na zlecenie „Fundacji Mamy i Taty”. Video już osiągnęło sukces. Na youtube w ciągu kliku dni obejrzało je już ponad 80 tysięcy osób. Mówi się o nim w mediach. Tyle że nie o problemie macierzyństwa, ale samym przekazie. Dla statystycznej mieszkanki Mazur to wszystko brzmi, jak jakieś opowieści z mchu i paproci. Twórcy video pomylili świat wielkich warszawskich korporacji z Polską.
Bo, przy całym szacunku, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to pogoń za kasą i sukcesem zawodowym był przyczyną spadku liczby urodzin. Raczej na odwrót. Młodzi odkładają decyzję o rodzicielstwie, bo nie mają jak robić kariery, nie stać ich na kupno domu i na wyjazd. Choćby na nasze Mazury.
Kiedyś mówiło się: nieważne, jak mówią, byleby mówili. Marketingowo brzmi to: Wyróżnij się albo zgiń. I w tym sensie to video już spełniło swoją rolę. Mówi się o nim. Jeżeli to był cel Fundacji, to OK. Bo tak czy inaczej problem macierzyństwa przy okazji też zaistniał.
Ale. To video niesie też prosty przekaz dla naszej podświadomości. Utrwala pewien szkodliwy stereotyp: Albo rodzina albo kariera. Czyli, że ta pani gdyby miała dzieci, to nie miałaby tego domu a Paryż widziałaby tylko w telewizorze. Biedna byłaby po prostu.
A to już jest fatalny przekaz. Bo jednak chyba najlepiej dla Polski będzie, kiedy jak najwięcej kobiet jednocześnie będzie mieć dzieci i będzie zamożne.

01 Kwi 2015

Czytaj Swój tygodnik na smartfonie, tablecie lub ekranie komputera. Jeżeli cenisz sobie wygodę to na pewno skorzystasz z tej oferty. Jeżeli zamówisz dzisiaj miesięczną prenumeratę Gazety Olsztyńskiej i Twojego tygodnika, to zapłacisz 24 złote. Tak, tylko 24 złote.

Ale to nie wszystko. Chcesz się przekonać czy czytanie e-wydanie Ci się spodoba? Wierzę, że tak. Ale nie musisz wierzyć mi na słowo. Zatem zamów pojedyńcze wydanie. Tą przyjemność możesz sobie sprawić za 123 grosze. Zgodzicie się ze mną, że to doprawdy niewiele.

Siedzisz w fotelu czy za biurkiem. A może odpoczywasz w domu? To co robisz i gdzie jesteś, już Cię nie ogranicza. Najnowsze e-wydanie Twojego tygodnika i Gazety Olsztyńskiej możesz czytać gdzie chcesz i kiedy chcesz. Na smartfonie, tablecie czy laptopie. Wystarczy wejść na kupgazete.pl.

Ale powiem też bez bicia, że jestem człowiekiem starej daty. Zwykłym do szelestu papieru. Więc przekładam wydania papierowe nad e-wydania. Elektroniczne wydania kupuję zaś z lenistwa. Kiedy nie chce mi się wychodzić z domu.

Ale to lenistwo tylko fizyczne. Bo nigdy nie pozwalam sobie na lenistwo umysłowe. Dlatego nie jest ważne czy czytacie na papierze czy na ekranie. Ważne, żebyście czytali. Bo nasza cywilizacja, to cywilizacja słowa.

Igor Hrywna

19 Sty 2015

Krzykacz miejski czyli klikon. W dawnych czasach był to pan obdarzony donośnym głosem, który ogłaszał na miejskich rynkach różne informacje. Powtarzał też tłumom to, co obwieszczał przywódca. Już dawno temu zastąpiły go tuby, a potem sprzęt nagłaśniający.

Kiedy wpiszesz w wyszukiwarkę słowa „ginące zawody” to Google wyrzuci kowala, kaletnika, garncarza czy rękawicznika. To już jednak od dawna są zawody „umarłe”. Dzisiaj zawody ginące to zupełnie inne profesje. Google w tym przypadku zawodzi. Bo powinno wyświetlić zupełnie inne profesje. Na przykład tłumacza.

Bo to właśnie Google zapowiedziało na dniach, że ich „Google translate” będzie już wkrótce tłumaczyć rozmowy w czasie rzeczywistym. Takich ginących zawodów są dzisiaj setki. Pewnie już wkrótce z hipermarketów znikną kasjerki, które zastąpią elektroniczne terminale. Nieco później ten los czeka zapewne nauczycieli, przed którymi znikną bibliotekarze. Lekarzy, tak jak żołnierzy zastąpią w ciągu 20-30 lat inteligentne roboty. Drukarki 3D umożliwiające produkcję coraz większej ilości przedmiotów przez każdego doprowadzą do zamykania fabryk.
Znikną też dziennikarze, bo pisać teksty będą pisać inteligentne maszyny. Co i jak napiszą będą wiedziały dzięki specjalnym algorytmom. Chociaż pewnie nawet pisać nie będą, ale opowiadać.

Na naszych oczach dzieje się wielka rewolucja. Budujemy powoli, ale konsekwentnie świat, w którym ludzie mają coraz mniej do roboty. I to jest wielka zmiana, bo przez wieki w wyniku postępu jedne zawody ginęły, ale w ich miejsce pojawiały się w podobnej ilości inne. Teraz już tak nie jest. I ludzi niepotrzebnych będzie w Europie coraz więcej. Nie bezrobotnych, ale właśnie niepotrzebnych.

Igor Hrywna

11 Sty 2015

untitled

Charlie czy anty-Charlie?

Po całym tzw. zachodnim świecie media wzięły się za publikowanie rysunków z Charlie Hebdo. Zrobiły to na znak solidarności z redakcją tego tygodnika, w ramach akcji „Jestem Charlie”. No właśnie, solidarności z czym? Bo kim jest ów Charlie?

Tygodnik Charlie Hebdo to lewacka gazeta atakująca, w plugawy często sposób, chrześcijaństwo (katolicyzm w szczególności) i inne religie. Dlaczego chrześcijanin ma być solidarny z pismem, które na pierwszej stronie publikuje rysunek, na jakim Ojciec, Syn i Duch Święty kopulują ze sobą w trójkącie. Miał to być satyryczny komentarz do stanowiska jednego z francuskich biskupów w sprawie małżeństw homoseksualnych.
Dlatego dziwi, że tak wielu dziennikarzy przedstawiło atak na redakcję pisma, jako napaść na „wolność słowa”. Co kopulujący z Bogiem Ojcem Chrystus ma wspólnego z wolnością słowa? Ma, pod warunkiem, że w Europie wolność słowa w mediach oznacza wolność do obrażania chrześcijan.

Zresztą, wolność słowa nie jest wartością bezwzględną i media często samoograniczają się, na przykład, aby nie urazić jakieś grupy społecznej. Ba, często wolność słowa ogranicza prawo. Tak jest np. w Polsce czy Niemczech, gdzie prawo zakazuje negowania Holokaustu.

Dlatego zamordowanie francuskich dziennikarzy nie ma też nic wspólnego z konfliktem muzułmańsko-chrześcijańskim. To nie znaczy, że muzułmanie nie zabijają chrześcijan. Zabijają, i to setkami. Ale daleko od paryskich bulwarów, w Afryce, czy na Bliskim Wschodzie. Nie słyszałem jednak, żeby jakaś wielka europejska gazeta zainicjowała akcję: Jestem chrześcijaninem.

Dlatego, aby być naprawdę przeciwko fanatycznym, religijnym zabójcom trzeba być nie Charlim, ale anty-Charlim.

Igor Hrywna

PS. Jakoś też wielkim mediom nie chciało się też postawić niewygodnego pytania: dlaczego to właśnie teraz, kilka lat po opublikowaniu rysunku, zaatkowano redakcję Charlie Hebdo. I kto tak naprawdę zyskuje na tym zamachu? Ano nacjonalistyczny Front Narodowy, najwierniejszy sojusznik Kremla we Francji.

charlie2

10 Sty 2015

Takie tytuły to dzisiaj internetowy standard. Kiedy je czytam, to z lekka trafia szlag. Skądinąd zupełnie niesłusznie. Bo większości nie trafia, a to większość ma zawsze rację. Nawet kiedy jej nie ma.
Media schodzą na psy, młodzi są tępi. Takim to podsumowaniem skończyła się dyskusja, w jakiej ostatnio miałem przyjemność brać udział w szacownym gronie +40/+50. W swojej opinii, że nie schodzą, a młodzi są od starszych mądrzejsi byłem wielce osamotniony.
Dlaczego moim zdaniem media nie schodzą na psy? Ano dlatego, że media mają być lustrem, w jakim odbija się jakaś część społeczeństwa czy lokalna społeczność. Media mają spełniać oczekiwania swoich odbiorców, tak aby w swoim tygodniku czy stronie internetowej ci widzieli samych siebie. Bez upiększeń i górnolotnych uniesień. I z emocjami, które są ich emocjami.
A co z młodymi? Są głupi? No są, ale „mądrą” głupotą. Bo nie zaśmiecają sobie mózgów bezużytecznymi dzisiaj informacjami, bez których nie mogli normalnie funkcjonować ich rodzice czy dziadkowie. To nic innego, jak istniejący od początku istnienia człowieka postęp technologiczny, który po prostu przyśpieszył na naszych oczach.

Tego przyśpieszenia nie da się nauczyć na pamięć, trzeba je zrozumieć.

Igor Hrywna

31 Gru 2014

Świat wokół nas pędzi coraz bardziej. A my wraz z nim. Dzisiaj szybciej znaczy lepiej, taniej, zdrowiej. Żyjemy w erze pośpiechu. I rok 2015 na pewno będzie pędził jeszcze bardziej niż 2014. Trzeba tylko uważać, żeby nie dopadła nas zadyszka. Nie ta płucna, ale ta umysłowa.
Co nas czeka w 2015 roku? Na pewno jeszcze większe opętanie przez nowe technologie. Inteligentne mieszkania i domy, w których urządzenia będą się komunikować między sobą bez naszej pomocy staną się już czymś zwyczajnym. Fakt, że lodówka sama zamówi za nas mleko, kuchenka zacznie gotować obiad stanie się już pewną oczywistością. Pojawi się też coraz więcej gadżetów ubraniowych, które będą kontrolować stan naszego serca choć dzięki Bogu jeszcze nie umysłu.
Ludzie będą też konsumować coraz więcej coraz krótszych informacji. Już teraz oparty tylko na zdjęciach z podpisem serwis społecznościowy Instagram ma więcej użytkowników niż Twitter, który pozwala na pisanie komunikatów składających się maksymalnie ze 140 słów.
Dzięki Bogu, nie wszyscy uznają to za objaw postępu. A apostołowie tych serwisów z reguły pisują o nich całkiem pokaźne książki.
Z tego wszystkiego nie wynika , że jakoś specjalnie zgłupieliśmy. Nie. Po prostu nie mamy czasu, pośpiech goni nas, my pośpiech. Ale ten pośpiech, to przede wszystkim stan umysłu. Dlatego warto czasem odetchnąć, choćby przy lekturze lokalnego tygodnika czy na spacerze.
Przed laty Jan Himilsbach lubił powiadać: „Tyle dróg budują, tylko nie ma dokąd iść”
Życzę Wam zatem, aby w 2015 roku każdy z Was znalazł swoją drogę, którą będzie mógł dojść tam, gdzie chce. Bez względu na to, czy jego lodówka zamówi mu mleko czy nie…
Igor Hrywna

24 Gru 2014

Stałem w świątecznej, wijącej się jak biblijny wąż, kolejce. A we łbie kłębiły mi się różne myśli. Wśród nich taka: czy gdyby Chrystus urodził się dzisiaj, to dowiedzielibyśmy się o tym z Twittera, a Trzej Królowie na Instagramie zamieściliby sweet focię z Jezuskiem?

Kto wie, jakby tam to było, bo dzisiaj trudno o królów. Pewnie zamiast nich oraz mirry, kadzidła i złota pojawiliby się trzej doradcy do spraw sprzedaży z smartfonem, grą komputerową i jeszcze jakimś trzecim gadżetem. A co by o urodzinach Chrystusa napisały tabloidy, to nawet boję się pomyśleć.

Ale, jakie to my właściwie mamy teraz święta? Wesołe Święta? Czy też może Wesołe Święta Zimowego Przesilenia lub Końca Roku? Albo jakieś jeszcze inne, ale już nie Święta Bożego Narodzenia? Bo te ostatnie stały się ostatnio „nietolerancyjne”. I są konsekwentnie usuwane z reklam, kartek świątecznych i generalnie przestrzeni publicznej. W imię tolerancji właśnie.

W imię owej tolerancji pozwólcie mi jednak pozostać przy przekonaniu, że w Wigilię ludzkim głosem mówią wszystkie zwierzęta, te wierzące i te niewierzące.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.