21 Wrz 2016

Tak, tak. Tak ma właśnie być. Rejestrowanie „niemania” telewizora i radia ma pomóc publicznej TV w ściąganiu abonamentu. Ci, którzy tego nie zrobią, będą musieli z urzędu abonament płacić. Na zasadzie domniemania uzna się bowiem, że mają telewizor. A jak mają, to i płacić też mają.
Dzisiejsze państwa podatkami stoją. Nie zawsze jednak podatek nazywa się podatkiem. W niektórych przypadkach mamy bowiem akcyzę. Stosuje się ją dla tych produktów, które lud konsumuje w dużych ilościach, a których produkcja niewiele kosztuje.

To na przykład alkohol, paliwo czy papierosy. Nie wiem, jak to jest z konsumpcją mediów publicznych mediów. Na pewno jednak ich produkcja nie jest tania. Stąd zapewne nie mamy w Polsce akcyzy na media, a właśnie abonamet.

Należy przy tym nadmienić, że pomysły o podobnym poziomie abstrakcji, to nie jest jakaś przypadłość tylko obecnych władz TVP. Poprzednie też czerpały całym garściami z „Misia” czy „Alternatywy 4”. Choć, rzeczywiście, jest w tym pomyśle pewna innowacyjność. Bo trzymając się tej logiki można by na ten przykład znacznie poprawić stan bezpieczeństwa na naszych drogach. Wystarczyłoby przyjąć, że każdy kierowca, przynajmniej raz w życiu popełni jakieś wykroczenie. I ci powinni płacić za to miesięcznie a konto, powiedzmy, 5 PLN. A ci, którzy uważają inaczej musieliby się zarejestrować…

Igor Hrywna

26 Lip 2016

Społeczeństwo. Młodszym czytelnikom jestem winien na początek pewne wyjaśnienie. Brzmi to niewiarygodnie, ale nie zawsze istniał cyfrowy zapis filmów. Ba, nie zawsze istniał też internet i telefony komórkowe. W każdym razie w tamtych dziwacznych czasach filmy zapisywano na specjalnej taśmie i pakowano do specjalnego pudełka. To pudełko trzeba było włożyć do urządzenia zwanego magnetowidem i podłączyć do telewizora. I dopiero wtedy można było obejrzeć film. Tak było w latach 70/90 ubiegłego wieku. Wtedy magnetowid był cudem techniki.
Prawdę powiedziawszy myślałem, że magnetowid poległ już dawno w starciu z DVD. Okazało się jednak, że dopiero dogorywa. Na świecie ostał sie bowiem jeden ich producent, japoński Funai. Firma właśnie jednak ogłosiła, że 31 lipca 2016 roku przestaje produkować magnetowidy. I to nie dlatego, że nie ma na nie zbytu, bo w ubiegłym roku sprzedano ich na świecie (głównie w USA) 750 tysięcy. Powód jest prozaiczny: jeden z poddostawców z Chin odmówił kontynuowania dostawy komponentu, bo nie opłacała mu się produkcja na tak małą skalę.
Magnetowidów pewnie nikomu nie jest szkoda. Zresztą 99,99% z nas i tak już je dawno temu pogrzebała. Zgon magnetowidu ma jednak wymiar symboliczny. Pokazuje bowiem w jak szalonym tempie do swojego upadku zbliża się nasza cywilizacja.

Igor Hrywna

25 Cze 2016

To pewien paradoks, że w naszych sztucznych czasach, tak bardzo ceni się emocje. Dziwi nie mniej, że w czasach nastawionych na „dzisiaj”, tak dobrze sprzedaje się przeszłość. Jednak oba paradoksy da się logicznie wytłumaczyć.
Nowoczesne technologie zmieniają nasze otoczenie w oszołamiającym tempie. Tak szybkim, że ludzie nie nadążają już za zmianami. I jako odtrutki potrzebują prostych emocji. A tych dostarczają im media w postaci różnych reality show, historii na faktach itd. Tym światem nie rządzą bowiem aplikacje czy interenet rzeczy, ale miłość, zazdrość, gniew.
A przeszłość sprzedaje się dobrze, bo pokolenie urodzone na przełomie lat 50/60 powoli zbliża się do emerytury. I powraca do czasów swojej młodości. Do nieśmiertelnego Klossa na przykład.
Czy innym jest jednak powrót do czasów młodości, czym innym próba wskrzeszania starych programów. To standardowo nie udaje się. Tak poległ „wskrzeszony” Teleranek. Program oglądało mizerne 240 tys. widzów, w tym tylko 14 tys. dzieci. Reszta to dorośli…którzy chcieli poczuć się znowu dziećmi. Ale chyba jest ich za mało, żeby uratować „Teleranek”. Bo ludzie potrzebują powrotu do prawdziwej przeszłości i związanych z nią emocji, a nie współczesnej imitacji. Imitacje emocji nie wywołują.

Igor Hrywna

16 Cze 2016

1. „Startuje w nich [Euro 2016] reprezentacja Polski. Jej zwycięstwa wzmocnią falę brunatnego nacjonalizmu zalewającą nasz kraj”. 2. „Lewandowski już raz ograł Niemców, czyli historia z czasów II wojny światowej”.

1. Pierwsze zdanie jest autorstwa pewnego zatroskanego stanem polskiej demokracji filozofa. Powiedzmy: zdanie wielce dziwaczne. Bo zgodnie z wpisaną w to zdanie logiką, dzisiaj wszystkie sportowe sukcesy (i nie tylko one) wzmacniają ową „falę”. Czyli im lepiej, to tym gorzej. Bo brunatniej.
2. Drugie zdanie to tytuł artykułu na stronie publicznej TV, opisującego mecz, jaki w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen rozegrali między sobą polscy i niemieccy więźniowie. Polacy zwyciężyli 1:0, strzelcem bramki był niejaki Zdzisław Lewandowski.
W odwecie esesmani pobili więźniów.
To też jest dziwaczne, choć z innej strony. Opisywanie obozowego meczu w kontekście Euro jest równie trafione, jak np. pomysł, by przy okazji konkursu chopinowskiego wspomnieć więzienną orkiestrę z Auschwitz.
3. Dwie różne historie medialne, ale jakby wyciągnięte z tego samego kapelusza. Takiego, gdzie zamiast napisu „sport” widnieje napis „polityka”.

Igor Hrywna

22 Cze 2015

Ta pani zdążyła zrobić karierę i zarobić. Być w Tokio i w Paryżu. Kupić mieszkanie i wyremontować dom, ale nie zdążyła być mamą. Ta pani mówi o tym do młodych obywatelek RP, aby w ten sposób zachęcić je do rodzenia dzieci. Jest jej smutno. A mówi to w przepięknym, przestronnym domu. Na oko 500 tysięcy bez ceny ziemi.
Tak wygląda video „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” przygotowane na zlecenie „Fundacji Mamy i Taty”. Video już osiągnęło sukces. Na youtube w ciągu kliku dni obejrzało je już ponad 80 tysięcy osób. Mówi się o nim w mediach. Tyle że nie o problemie macierzyństwa, ale samym przekazie. Dla statystycznej mieszkanki Mazur to wszystko brzmi, jak jakieś opowieści z mchu i paproci. Twórcy video pomylili świat wielkich warszawskich korporacji z Polską.
Bo, przy całym szacunku, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to pogoń za kasą i sukcesem zawodowym był przyczyną spadku liczby urodzin. Raczej na odwrót. Młodzi odkładają decyzję o rodzicielstwie, bo nie mają jak robić kariery, nie stać ich na kupno domu i na wyjazd. Choćby na nasze Mazury.
Kiedyś mówiło się: nieważne, jak mówią, byleby mówili. Marketingowo brzmi to: Wyróżnij się albo zgiń. I w tym sensie to video już spełniło swoją rolę. Mówi się o nim. Jeżeli to był cel Fundacji, to OK. Bo tak czy inaczej problem macierzyństwa przy okazji też zaistniał.
Ale. To video niesie też prosty przekaz dla naszej podświadomości. Utrwala pewien szkodliwy stereotyp: Albo rodzina albo kariera. Czyli, że ta pani gdyby miała dzieci, to nie miałaby tego domu a Paryż widziałaby tylko w telewizorze. Biedna byłaby po prostu.
A to już jest fatalny przekaz. Bo jednak chyba najlepiej dla Polski będzie, kiedy jak najwięcej kobiet jednocześnie będzie mieć dzieci i będzie zamożne.

04 Maj 2015

500 lat temu statystyczny mieszkaniec Europy znał pewnie z 50 twarzy, a jego dziewiczy mózg był wolny od informacji i komunikatów. Za wyjątkiem plotek przyniesionych przez sąsiadów. Dzisiaj dziennie atakuje nas kilka tysięcy różnych informacji.
Nasze mózgi radzą z tym sobie coraz gorzej. Nawet nie dlatego, że tych informacji jest tak wiele. Po prostu nie mamy czasu na analizę co jest dla nas ważne, a co jest po prostu nie wartym uwagi śmieciem. Stąd coraz gorzej czujemy się w otaczającym nas świecie. I coraz mniej go rozumiemy. Nie dlatego, że jest niezrozumiały, ale dlatego, że staje się dla nas zbyt skomplikowany. Oferuje nam zbyt wiele możliwości, których nie potrafimy ocenić. Nie potrafimy więc dokonać wyboru.
Spece od marketingu przekonują nas, że da się jednocześnie sensownie korzystać z 3 ekranów. Oglądać TV, czytać coś na tablecie i pisać posty w smartfonie. Da się. Choć tak naprawdę porządnie zrobimy tylko jedną z tych rzeczy, albo wszystkie trzy nieporządnie.
Nowoczesne technologie są bardzo często dla naszych mózgów zbyt nowoczesne. Ich obsługa angażuje nas na tyle, że nie mamy już czasu aby z nich korzystać. Zresztą jest ich tyle, że człowiek gubi się w nich, tak jak w zalewie informacji. Teraz pewnie ktoś wymyśli jakąś aplikację, która podpowie nam, co jest dla nas ważne.
Jest w tym tylko jedno małe „ale”. Te wszystkie wspaniałe aplikacje wymyślają ci, którzy w swojej pracy wykorzystują swoje mózgi. I wymyślają coś, co ma nam pomóc w wyłączeniu naszych mózgów.
Igor Hrywna

11 Lis 2014

Przed wynalezieniem internetu bito powszechnie na alarm. TV ogłupia, ludzie nie czytają i jak nic, ludzkość upadnie. Tak wieszczyli najwięksi pesymiści spośród brodatych intelektualistów. I to wieszczenie okazałoby się prawdą, gdyby nie wynaleziono…internetu. Internet oderwał młodych od biernego gapienia się w ekran TV. Mail okazał się najlepszym elementarzem, uczącym pisania i czytania.
Teraz jednak okazuje się, że internet zmienia sposób w jaki konsumujemy informacje. W sieci czytelnicy skanują treści. Nie tyle je czytają co raczej „oglądają”. I właściwie SA bardziej oglądaczami niż czytelnikami. Bardzo często czytają tylko początek tekstu. I bardzo często po chwili zapominają co czytali. Dlatego właśnie teksty w internecie są z reguły krótkie, a ich tytuły „krzyczą” do czytelnika.

To już właściwie nie jest żadną sensacją. Teraz Amerykanie przebadali dwie grupy studentów i sprawdzili, jak rozumienie takich samych treści różni się w zależności od tego czy widzimy je na ekranie czy na papierze. Pierwsza grupa studentów czytała wydanie papierowe New York Timesa, druga jego wydanie elektroniczne. Okazało sie, że w tym samym czasie więcej przeczytali i zapamiętali czytelnicy tradycyjnego wydania. Znaczy to tyle, że informacja zamieszczona w drukowanym piśmie łatwiej dotrze do czytelnika, niż jej cyfrowy odpowiednik.

Jednym z powodów tego jest to, że nie da się jednocześnie trzymać w rękach i czytać gazetę oraz w tym samym czasie oglądać np. TV czy wysyłać maila. Ale da się to zrobić, kiedy siedzimy przed monitorem 🙂

25 Sie 2014

Jesteś biedny, bo oglądasz telewizję? Czy też: oglądasz telewizję, bo jesteś biedny? Pytanie jest może głupawe, ale już nie próba znalezienia odpowiedzi na nie. Bo tam, gdzie zamiast lokalnych papierowych gazet i tygodników i internetu króluje telewizyjna „szklana pogoda” żyją ludzie biedni i bierni.

– Komuś z boku wydawałoby się, że telewizja może ich wyciągnąć z dołów, pokazując pozytywne wzory, ale ona tylko przywiązuje ich do krzeseł i wręcz pogłębia ich nędzę – mówi w ostatniej „Polityce” pracownik pomocy społecznej spod Siedlec.

Kiedyś telewizor był oznaką bogactwa. Dzisiaj coraz częściej biedy. Ale tylko wtedy, kiedy obok nie stoi komputer z dostępem do sieci, a na stole nie leży lokalna gazeta. Bo problem nie jest w ogladaniu TV, ale w tym, kiedy telewizor staje się jedynym oknem przez jakie człowiek spogląda na świat.

Jakie najcięższe przestępstwo ma na swoim koncie dzisiejsza telewizja? Ano takie, że izoluje ludzi od problemów lokalnej społeczności. Każe im wierzyć, że informacja o samobójstwie aktora Robina Williamsa nie tylko jest dla nich ważna, ale też ma wpływ na ich życie. A przecież nie ma. Ma to, co dzieje się za ich oknami, a nie na ekranie telewizora, w ich ulubionej telenoweli.

W budowaniu tej mistyfikacji, sztucznej rzeczywistości, pomagają TV kolorowe magazyny. I coraz częściej piszą o przygodach bohaterów telenowel, jakby działy się w realnym świecie. Coraz częściej mieszają ze sobą też losy aktorów i granych przez nich postaci. W ten sposób budują ułudne więzi między sztucznym światem TV i zapatrzonymi w telewizor ludźmi.

Czy samobójstwo Robina Williamsa ma jakiś wpływ na budowę chodnika przed waszym domem? Jeżeli ma wybierzcie TV. Jeżeli nie ma, to sięgnijcie po lokalną gazetę, zajrzyjcie na lokalną stronę internetową. Bo to one pomagają budować prawdziwe, sąsiedzkie więzi. Chodniki też 🙂
Igor Hrywna

02 Cze 2014

Wszyscy jesteśmy coraz bardziej głupi. I nie ma na to rady. Tak samo jak nie ma rady na to, że żyjemy dłużej i stać jest nas na kupowanie coraz większej ilości produktów. I to nie jest żaden paradoks. To po prostu postęp. Ale z postępem bywa różnie. – Czy jeżeli ludożerca je nożem i widelcem – to postęp? – pytał swojego czasu Stanisław Jerzy Lec.

„Wynalezienie” internetu to prawdziwe błogosławieństwo. Internet uratował ludzkość przed wtórnym analfabetyzmem i totalnym ogłupieniem przez telewizję. Bierne medium, które zabijało kontakty międzyludzkie. Człowiek nie wymyślił bowiem nic bardziej szkodliwego dla swojego mózgu jak właśnie TV. Internet i telefony komórkowe nauczyły ludzi ponownie pisać i komunikować się ze sobą. Obie umiejętności traciliśmy już ogłupieni przez TV. Gdyby nie maile i smsy to dzisiaj za literaturę piękną robiłyby komiksy.

To jasna strona e-postępu. Jest jednak i ta ciemna. Kupiłeś swojemu 7-latkowi tablet albo czytnik, żeby dzieciak chętniej czytał? Błąd. Dzisiaj już wiemy, że dzieci czytające w papierze rozwijają się szybciej niż te, które czytają e-booki. Dlatego stara dobra książka, jest nadal niezastąpiona. Bo uczy i bawi, a nie tylko bawi.

Dzieci muszą dojrzeć do swoich tabletów i smartfonów. To jest tak jak z samochodami. Uczymy nasze dzieci jeździć najpierw na rowerach, a dopiero kiedy podrosną pozwalamy przesiąść się im na motor czy skuter.

Z raportu Biblioteki Narodowej wynika, że tylko 8 proc. nastolatków ma zwyczaj codziennego czytania książki. Moim zdaniem to wina polskiej szkoły. Bo to spróchniałe lektury rodzą w naszych dzieciach nienawiść do książki. Wielkie dzieła polskiej literatury są nadal wielkie. Tyle że ta wielkość jest absolutnie niezrozumiała dla dzisiejszego nastolatka. Co gorsza nie była zrozumiała i dla mojego pokolenia (matura 1980).

Bo to nie media elektroniczne zabijają czytanie w Polsce, ale wadliwy system edukacji z jakimś dziwacznym kanonem lektur szkolnych zamiast zestawy fajnych książek do czytania. Katowanie „Panem Tadeuszem” czy „Lalką” współczesnej młodzieży ma taki sam sens jak przekonanie ich do wyższości telefonu stacjonarnego nad komórką. Nawet liczący ledwie kilkanaście stron „Janko Muzykant” jest dla nich obcy i niezrozumiały. Bo kogo mogą obchodzić czasy, kiedy nie było „Must Be The Music” albo „X-Factora?.

Zresztą. Tak z ręką na sercu. Kto z Was pamięta o co szło w tym „Janku Muzykancie”? Ja tam sobie Janka wygooglałem…

22 Sie 2012

TVN uznał za wskazane poinformować widzów, że żona Ernesto Che Guevary napisała o nim wspomnienia. Samego Guevarę przedstawiono jako rewolucjonistę, którego dzięki owej książce będziemy mogli lepiej poznać. W TVN ni słówkiem nie zająknięto się o tym, kim był naprawdę Guevara.

„Moim marzeniem jest stać się maszyną do zabijanie” Kto to powiedział? Hitler, Himmler? Nie, to powiedział idol postępowego świata czyli Guevara.

„Gdybym miał broń nuklearna, to użyłbym jej przeciwko najważniejszym celom w Ameryce” – tego nie powiedział któryś z przywódców Al Kaidy, ale Guevara.

„Karabin jest bronią zalecaną do strzelania z balkonów, tarasów i podwórek do celów cywilnych+ – to tez cytat z idola popkultury.

Durnie noszący koszulki z jego podobizną nie wiedzą też zapewne, jakie miał zdanie o Murzynach. A miał takie:
„Murzyn jest leniwy i opieszały. Wydaje wszystkie swoje pieniądze na głupstwa i alkohol, podczas gdy Europejczyk jest inteligentny i patrzy w przyszłość.

Guevara był po prostu terrorystą i zbrodniarzem. Che Guevara w więzieniu La Cabana osobiście torturował i zabijał podejrzanych. Wśród jego ofiar był 14-letni chłopiec, który trafił do więzienia, bo prosił by komuniści darowali życie jego ojcu. To Guevra zorganizował obóz pracy, w którym zamykano „wrogów rewolucji”. A zaliczano do nich także homoseksualistów. Trafiły ich tam tysiące. na bramie obozu widniał napis: „PRACA ZROBI Z WAS MĘŻCZYZN”.

Przynajmniej dla Polaków, powinien brzmieć znajomo…

I tak się tylko zastanawiam, czy Anders Breivik tez stanie się ikoną popkultury? Raczej nie. Po pierwsze zabił ledwie kilkadziesiąt osób, Guevara tysiące. Po drugie Guevara zabijał wrogów postępu, Breivik jego zwolenników. No i po trzecie. Przecież od lat wiadomo, że Hitler to było wcielenie zła, a Stalin był dobrym rewolucjonista, tylko zbłądził zabijając swoich towarzyszy.

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.