20 Paź 2016

To prawdziwy szok. Młodzi Amerykanie wolą czytać wiadomości, niż je oglądać. Dokładnie odwrotnie niż ich dziadkowie. Ci wolą je oglądać. Dokładnie oglądać w telewizorze. Badania przeprowadzono na zlecenie Pew Research Center, renomowaneej instytucji zajmującej się mediami.
Oczywiście, dzisiaj młodzi najchętniej czytają informacje na ekranie smartfona czy komputera.

Z czasem jednak i oni sięgną po papierową gazetę. Bo taka w dzsiejszych czasach jest kolej rzeczy. W młodości cenimy szybkie samochody. Z wiekiem przesiadamy się na rowery, nie rezygnując przy tym z auta. Bo auto ułatwia nam życie, ale to rower sprawia przyjemność czy daje nam poczucie, że dbamy o swoje zdrowie.

W „Gazecie Olsztyńskiej” dobrze to wiemy. Dlatego mamy dla Was ciekawą i korzystna informację, którą możecie otrzymać w dowolnym miejscu, czasie i wybranym przez was „opakowaniu”.
Dla mnie czytanie papierowej gazety czy tygodnika jest po prostu przyjemnym przeżyciem. Tak jak łyk dobrej herbaty czy innego trunku.Szelest papieru jest magiczny. To jest trochę tak, jak z Świętami Bożego Narodzenia. Jak się zabierze im choinkę i „Boże Narodzenie” to zostanie tylko dzień wolny od pracy. Zwykły dzień, jak każdy inny. Świat bez papieru byłby smutny…

Igor Hrywna

01 Paź 2016

Co waszym zdaniem jest większym nonsensem pedagogicznym? 1. Zmuszanie gimnazjalistów do czytania „Krzyżaków” Sienkiewicza. 2. Wprowadzanie do nauczania robotów obdarzonych sztuczną inteligencją. Ja nie wiem. Ale nie wyobrażam sobie, jak taki robot może pomóc naszym gimnazjalistom w zgłębianiu tychże „Krzyżaków”.

Dlaczego o tym tak sobie popisuję? Bo ze świata płyną informacje, że to tu, to tam, pojawiają się takie inteligentne maszynki. Mają one wspierać kształcenie najmłodszych pokoleń. Niektóre są już nie tyle testowane, co na dniach zaczną naprawdę nauczać (w Azji).

Niedawno było głośno o eksperymencie przeprowadzonym na jednym z amerykańskich uniwersytetów. W roli pomocnika studentów zatrudniono tam Jill Watson, która przypominała im o ich obowiązkach, odpowiadała o pytania dotyczące zajęć itd. Okazało się, że jest to sztuczna inteligencja. Okrzyknięto to wielkim suckcesem, bo studenci nie zorientowali się, że mailują ze sztuczną inteligencją. Każdy kij ma jednak dwa końce. Bo to co dobrze świadczy o Jill, świadczy źle o poziomie intelektualnym (nie tylko) tych studentów.

Robotyzacja oświaty to tylko jeden z elementów nowoczesnego podejścia do oświaty. Innym jest na przykład wprowadzenie do nauczania gier, bo dzięki temu nauka zamiast żmudnej i nudnej czynności stanie się fajną zabawą.

Tylko dlaczego edukacja ma być miła, łatwa i ma przypominać zabawę? Do tej pory do przodu naszą cywilizację popychały przeciwieństwa tych słów.

Igor Hrywna

26 Wrz 2016

Brak poczucia własnej wartości to taka typowo polska przywara. Chwalić się jakimś sukcesem w naszej kulturze nie uchodzi. Co innego w USA. Amerykanie mają to we krwi. Wiedzą, że trzeba się chwalić, kiedy jest za co. Może dlatego są od nas szczęśliwsi? Zatem chciałbym się pochwalić.

1 437 818. Aż tylu unikalnych użytkowników odwiedziło w sierpniu serwisy internetowe Grupy WM. Dziękuję Wam za zaufanie. To dzięki Wam ustanowiliśmy w tym miesiącu nowy rekord. Mam w tym jakiś swój niewielki udział, więc i siebie przy okazji też chwalę. Po amerykańsku.

Ale chyba jeszcze bardziej cieszy mnie to, że w tym wirtualnym świecie doceniacie też papier czyli Wasz tygodnik. To nie są przeciwstawne sobie światy. W naszym wykonaniu są sobie przyjazne i wzajemnie się przenikają. W internecie mamy dla Was szybkie informacje, do tygodnika wybieramy dla Was, to co najważniejsze.
I tu i tu zawsze znajdziemy miejsce na dobre, pozytywne informacje. Piszcie więc, telefonujcie, mailujcie, zaczepiajcie nas na Facebooku a przede wszystkim przychodzcie do naszej redakcji. Chwalcie siebie, chwalcie innych. Dokładnie tak. Bo amerykańkie poczucie własnej wartości nie jest egoistyczne. Wręcz przeciwnie. Dzięki tej poczuciu własnej wartości Amerykanie nie zadroszą innym sukcesów, bo chcą mieć swój własny.

Igor Hrywna

21 Wrz 2016

Tak, tak. Tak ma właśnie być. Rejestrowanie „niemania” telewizora i radia ma pomóc publicznej TV w ściąganiu abonamentu. Ci, którzy tego nie zrobią, będą musieli z urzędu abonament płacić. Na zasadzie domniemania uzna się bowiem, że mają telewizor. A jak mają, to i płacić też mają.
Dzisiejsze państwa podatkami stoją. Nie zawsze jednak podatek nazywa się podatkiem. W niektórych przypadkach mamy bowiem akcyzę. Stosuje się ją dla tych produktów, które lud konsumuje w dużych ilościach, a których produkcja niewiele kosztuje.

To na przykład alkohol, paliwo czy papierosy. Nie wiem, jak to jest z konsumpcją mediów publicznych mediów. Na pewno jednak ich produkcja nie jest tania. Stąd zapewne nie mamy w Polsce akcyzy na media, a właśnie abonamet.

Należy przy tym nadmienić, że pomysły o podobnym poziomie abstrakcji, to nie jest jakaś przypadłość tylko obecnych władz TVP. Poprzednie też czerpały całym garściami z „Misia” czy „Alternatywy 4”. Choć, rzeczywiście, jest w tym pomyśle pewna innowacyjność. Bo trzymając się tej logiki można by na ten przykład znacznie poprawić stan bezpieczeństwa na naszych drogach. Wystarczyłoby przyjąć, że każdy kierowca, przynajmniej raz w życiu popełni jakieś wykroczenie. I ci powinni płacić za to miesięcznie a konto, powiedzmy, 5 PLN. A ci, którzy uważają inaczej musieliby się zarejestrować…

Igor Hrywna

10 Wrz 2016

Społeczeństwo.Stoi sobie dwóch mężczyzn. Obok przechodzi kobieta. Jeden z nich gwiżdże na jej widok. Drugi powiada, że ze swoim brzuchem nie ma u niej szans. Więc zacznie zażywać suplement diety. Ta reklama rzeczonego suplementu nie spodobała się Komisji Etyki Reklamy, która uznała ją za poniżającą kobiety.

Fakt, reklama jest mało wyszukana, rzec by można grubiańska. Ale jeżeli już, to bardziej seksistowskie są reklamy proszków do prania i do pieczenia itp., które ustawiaja kobietę w pozycji kuchenko-pralko-zmywarki. To samo dotyczy reklam samochodów, gdzie kobiety co najwyżej pełnią rolę ozdobnej paprotki.

Skoro jednak takie reklamy się robi, to widać sprzedają one dobrze jakieś produkty. A to przecież jest jedynym celem każdej z nich: coś sprzedać.

Wbrew pozorom reklamy tak naprawdę niczego nie kreują. One tylko wiernie odwzorowują nasze zachowania społeczne. Dopasowują się do nas, tak jak reklamy śledzące na Google. Każdy z nas może się w nich przejrzeć i zobaczyć siebie, sąsiadów, mieszkańców swojej wsi czy miasta.

W średniowieczu, kiedy ktoś krzyknął w kierunku tłumu: „Człowieku!”, to reagowali tylko mężczyźni. Ciekawe jakby to wypadło dzisiaj?

Igor Hrywna

02 Wrz 2016

Zastanawialiście się kiedyś Państwo do czego służy postęp techniczny? Do czego go wykorzystujemy? Bo ja coraz częściej mam wrażenie, że postęp służy wyłącznie do postępu wskaźników sprzedaży.

GodSpot (od hot spotu) to najnowszy wynalazek niemieckich ewangelików. Teraz wierni w kościołach będą mieli stały dostęp do internetu. Na pierwszy rzut oka wygląda to na jakiś absurd czy swoistą profanację. Ale w końcu 90% katolików czy protestantów w czasie mszy ma w kieszeniu wyciszony, ale nie wyłączony telefon. Specjalnej różnicy pomiędzy dostępem w kościele do sieci i do telefonu nie widzę. Dzisiaj to wyjątek, jutro GodSpot będzie standardem także u katolików.
To wszędobylstwo internetu zaczyna być jednak coraz bardziej irytujące. Nie to, że jest sieć wszędzie, ale to, że staje się to naturalne. A nienormalnym jest brak dostępu do internetu. A to dopiero początek, bo wielkie korporacje potrzebują kolejnych narzędzi by osaczyć nas swoimi produktami. Sieć i komórki są tu idealne, bo dzięki nim sprzedawcy mają do nas stały dostęp. 24 godziny przez 7 dni w tygodniu. Jak strażnicy do więźniów.

Igor Hrywna

30 Sie 2016

Jeżeli czytacie Państwo te słowa, to znaczy, że tytuł chwycił i oszukał jednocześnie. To klasyczny przykład clickbaitu, czyli tytułu internetowego, który ma się nijak do treści artykułu.

Dzisiaj sieć jest pełna tytułów, które wprowadzają ludzi w błąd. Czasami po prostu oszukują. Przykład pierwszy z brzegu. Tytuł „Szok. Zjadła swojego partnera na oczach dzieci” nie dotyczył bowiem rodzinnego, ludzkiego kanibalizmu, ale modliszki, która zjadła partnera w jednym z amerykańskich ogrodów zoologicznych na oczach wycieczki szkolnej. A skąd w moim tytule Facebook? Bo FB będzie teraz informacje z tego typu tytułami „chował” przed czytelnikami.

My takich clickbaitów nie stosujemy. Ani na papierze, ani w internecie. Jesteśmy starej daty i cenimy sobie Was, naszych sąsiadów. Bo przecież jesteśmy sąsiadami. I wspólnie opowiadamy sobie różne ciekawe historie. Nasze teksty, są przecież w większości inspirowane przez Was.

Czasami, jak to między sąsiadami, może i podkręcimy jakiś tytuł. Nigdy jednak nie przekraczamy zasad dobrego wychowania, bo wielce sobie cenimy zaufanie, jakim nas obdarzacie.

Igor Hrywna

22 Sie 2016

Co łączy św. Maksymiliana Kolbe I Foueda Mohamed-Aggad? Na pierwszy rzut oka nic. Polski święty w obozie koncentracyjnym oddał życie za skazanego współwięźnia. 23-letni Foued Mohamed-Aggad był jednym z 3 terrorystów, którzy w listopadzie 2015 roku przeprowadzili atak na salę koncertową Bataclan w Paryżu. Zginęło 90 osób.
Obu połączyła wystawa w Kopenhadze, której autorzy chcieli pokazać ludzi gotowych umrzeć za wiarę lub przekonania.

Zaczęli od Sokratesa i Joannay d’Arc by przez św. Maksymiliana Kolbe i Martina Luthera Kinga dotrzeć do rzeczonego Aggada i braci Bakraoui, którzy w 2016 w Brukseli zamordowali ponad 30 osób.
To zdumiewające, że ktoś może porównywać ludzi, którzy oddali swoje życie za własne przekonania z mordercami. Autorzy wystawy twierdzą jednak, że islamscy ekstremiści są także męczennikami, bo swoimi czynami próbują we własnym mniemaniu uczynić świat lepszym.

Warto się jednak zastanowić nad pewnym wnioskiem, do którego doszli. Dlaczego mamy problem ze zrozumieniem terrorystów? Bo dzisiaj trudno nam zrozumieć, że można umrzeć za swoje ideały. A od siebie dodam, że jest jeszcze jeden powód: Sokrates, Joanna d’Arc, Kolbe czy King tak naprawdę nie są już częścią naszej kultury.

Igor Hrywna

26 Lip 2016

Społeczeństwo. Młodszym czytelnikom jestem winien na początek pewne wyjaśnienie. Brzmi to niewiarygodnie, ale nie zawsze istniał cyfrowy zapis filmów. Ba, nie zawsze istniał też internet i telefony komórkowe. W każdym razie w tamtych dziwacznych czasach filmy zapisywano na specjalnej taśmie i pakowano do specjalnego pudełka. To pudełko trzeba było włożyć do urządzenia zwanego magnetowidem i podłączyć do telewizora. I dopiero wtedy można było obejrzeć film. Tak było w latach 70/90 ubiegłego wieku. Wtedy magnetowid był cudem techniki.
Prawdę powiedziawszy myślałem, że magnetowid poległ już dawno w starciu z DVD. Okazało się jednak, że dopiero dogorywa. Na świecie ostał sie bowiem jeden ich producent, japoński Funai. Firma właśnie jednak ogłosiła, że 31 lipca 2016 roku przestaje produkować magnetowidy. I to nie dlatego, że nie ma na nie zbytu, bo w ubiegłym roku sprzedano ich na świecie (głównie w USA) 750 tysięcy. Powód jest prozaiczny: jeden z poddostawców z Chin odmówił kontynuowania dostawy komponentu, bo nie opłacała mu się produkcja na tak małą skalę.
Magnetowidów pewnie nikomu nie jest szkoda. Zresztą 99,99% z nas i tak już je dawno temu pogrzebała. Zgon magnetowidu ma jednak wymiar symboliczny. Pokazuje bowiem w jak szalonym tempie do swojego upadku zbliża się nasza cywilizacja.

Igor Hrywna

13 Lip 2016

Zmiany, zmiany, zmiany. W takich to nam przyszło żyć ciekawych czasach, że niezmienne są tylko zmiany. Przyzwyczailiśmy się już do naszej małej, nadwiśliańskiej stabilizacji. Aż przyszła zmiana czyli Brexit. I Polska znalazła się w oku unijnego cyklonu.

Problem polega na tym, że tak do końca nie jest jasne, czym ową „chorobę wściekłych Anglików” leczyć. I tak to potykają się na słowa politycy po całej ubitej ziemii Unii Europejskiej. I jakoś nie widać między nimi chęci do kompromisu. I nie powinno to nikogo dziwić, bo tego kompromisu nikt nie szuka. W tym sporze bowiem chodzi oto, kto kogo mocniej zdzieli swoją racją w łeb.
Przypomina mi to trochę sytuację w jednej z wielkich amerykańskich korporacji, bodaj GE. Jakiś czas temu coś tam u nich szwankowało. Klienci zaczęli odchodzić do konkurencji.
Poproszono więc fachowca, żeby przyjrzał się firmie. Ten zszokowanyustalił, że poszczególne działy walczą o swoją pozycję wewnątrz firmy tak zaciekle, że nie mają już siły i czasu na walkę z zewnętrzną konkurencją.

Unia nie ma jednak takiego fachowca. Nie jest firmą. Nie ma też jednego lekarstwa na Brexit. Bo jedni uważają, że lekarstwem powinno być więcej Unii w Unii. Drudzy dokładnie na odwrót. Uważają, że Unię wzmocni mniej Unii. Jaki może być kompromis pomiędzy więcej i mniej?

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.