17 Kwi 2016

Człowiek każdego dnia wypełnia wiele różnych funkcji. Społecznych, rodzinnych, prywatnych. Niby cały czas jesteśmy swoim imieniem i nazwiskiem, ale tak naprawdę jest w nas wielu ludzi.

W firmie jesteśmy pracownikiem czy właścicielem. Potem kierowcą lub pasażerem. W markecie konsumentem. W domu, kiedy pomagamy odrabiać lekcje, rodzicem. Potem stajemy się osobą prywatną. I tak w „kółko Macieju”. Te role, które musimy lub chcemy odgrywać w naszym życiu powinny odbijać się w mediach.

Bo powinny być one niczym innym, jak zwierciadłem, w którym możemy zobaczyć siebie i swoje otoczenie. Każda gazeta, strona internetowa, stacja TV czy profil społecznościowy tak naprawdę można opisać jak człowieka. Nadać mu płeć, wiek, zainteresowania.

Najbliżej każdego z nas są jednak media lokalne. To po prostu nasi sąsiedzi. Tacy, z którymi można poplotkować, ale też tacy, którzy doradzą czy pomogą w potrzebie. Na tym polega właśnie siła lokalnych mediów. Takie media przetrwają nasze trudne czasy. Chyba że przestaniemy spełniać w codziennym życiu nasze funkcje społeczne. Zamkniemy się w pracy i domu.

A potrzeby społeczne zastąpi nam rozrywka. Nie wińmy jednak za to mediów. Bo media nie kreują naszego życia. One tylko dostarczają nam emocji, za które chcemy zapłacić. Pieniędzmi i swoim wolnym czasem.

Igor Hrywna

07 Kwi 2016

Żyjemy w czasach chaosu? Na pewno. Ten chaos objawia się jednak coraz częściej w skrajnie absurdalnych postaciach. Syn znajomego w kwestionariuszu dotyczącym zatrudnienia musiał podać swoje wyznanie. Kto tego zażądał? Ano pracodawca z zlaicyzowanej Francji, który zrobił to nie z miłości do Boga, ale z irracjonalnego strachu.

Jaka jest odpowiedź Europy na ostatnie zamachy terrorystyczne? Mniej Europy w Unii Europejskiej. Absurd, bo przecież o to właśnie chodzi terrorystom. O ponowne polityczne rozkawałkowanie Starego Kontynentu. I wprowadzenie chaosu. Rozerwanie więzi między poszczególnymi krajami UE. A przede wszystkim o wywołanie nienawiści wobec islamskich (arabskich?) uchodźców czy już po prostu islamskich Europejczyków. O utrwalenie getta, w którym żyje większość z nich.

Skądinąd, jakby to nie brzmiało absurdalnie, w takim getcie żyją też dzisiaj np. francuscy katolicy. Żyjemy w czasach chaosu. Ideowego, ekonomicznego, politycznego… Nie chcemy oglądać się na tradycję ani zgadywać przyszłości. Liczy się tylko życie chwilą. Najlepiej bez idei i bez odpowiedzialności. A największym absurdem jest to, że w tej Europie nie ma miejsca nie tylko dla muzułmanów. Nie ma też dla katolików.

Igor Hrywna

05 Kwi 2016

FBI chciało, żeby Apple odblokowało smartfona należącego do terrorysty, który w San Bernardino zastrzelił w grudniu 2015 roku 14 osób. Apple odmówiło. Sprawa trafiła do sądu, ale ten nie zdążył wydać wyroku. Wcześniej bowiem, wynajęci przez FBI fachowców z Izraela, złamali kod iPhone’a.
Argumenty obu stron były proste. Amerykański rząd powoływał się na względy bezpieczeństwa. Apple na prawo do prywatności. I na stworzenie niebezpiecznego precedensu, który mogliby potem wykorzystywać różnej maści dyktatorzy.
Jakoś mnie te argumenty Apple nie przekonują. W tym telefonie mogą znajdować się bowiem ważne informacje. Nawet takie, które uratują czyjeś życie. Choć oczywiście nie muszą. Nie w tym jednak rzecz. Ja po prostu nie wierzę, że Apple tak bardzo dba o swoich użytkowników. Chodziło raczej o to, żeby pokazać jaką moc ma iPhone, któremu nawet FBI nie dało rady. FBI nie dało, ale pieniądze, którymi dysponuje tak. I w tym sensie Apple poniosło klęskę wizerunkową.
Czy jednak Apple rzeczywiście chciało bronić prywatności swoich użytkowników za cenę wojny z amerykańskimm rządem? A może po prostu broniło za wszelką cenę kurs swoich akcji? Te bowiem na pewno by spadły, gdyby Apple uległo FBI bez walki.
Igor Hrywna

26 Mar 2016

Apple pokazało na początku tygodnia swój najnowszy smartfon czyli iPhone’a SE. Dla milionów ludzi jest to znacznie ważniejsze wydarzenie, niż niedzielne Zmartwychwstanie. Podejrzewam zresztą, że wielu tzw. chrześcijan nie bardzo nawet wie, że w Wielkanocy chodzi właśnie o Zmartwychwstanie Jezusa.

Paradoksalnie jednak, filozofię działania Appla wiele łączy z religią. Bo tak naprawdę Apple to nie marka, ale religia. A stworzył ją twórca jego potęgi, bóg i kreator, Steve Jobs.
Wyznawcy Apple mają swój krzyż, którym jest dla nich nadgryzione jabłko (firmowe logo). Mają nawet swoje piekło, przeznaczone dla użytkowników innych smartfonów i komputerów. Jobs ze sporej części użytkowników produktów Apple uczynił „apostołów marki”. Są to ludzie, którzy z miłości do produktów tej firmy polecają je innym. Zresztą, podczas badań z użyciem rezonansu magnetycznego, okazało się, że u zagorzałych wyznawców Apple np. iPhone pobudza te same obszary w mózgu, co u osoby głęboko wierzącej widok symboli religijnych.

Dotyczy to także innych produktów, nawet tych zupełnie zwyczajnych. Żyjemy już bowiem w cywilizacji rzeczy. Ale mało kto dzisiaj zastanawia się nad tym, że kolejnym krokiem naszej cywilizacji musi być w takim razie sprowadzenie człowieka do rzeczy właśnie.

Nie szkoda wam człowieka?

25 Mar 2016

To, co się działo po ostatnich zamachach w Brukseli zapamiętam jako dwa obrazy:
1. Belgów, którzy z kredkami ruszyli na terrorystów, malując na placu w Brukseli hasła o pokoju.
2. Szefowej unijnej dyplomacji Federici Mogherini, która przerwała konferencję prasową w sprawie zamachów, bo się rozpłakała.
Te dwa obrazy pokazują bezsilność Europy. Ześwieczczonej Europy, która nie rozumie, że nie chodzi tutaj o terrorystów, ale atak radykalnej cywilizacji idei na cywilizację bezideową.
W dawnych czasach zamiast malować kredkami i płakać Europejczycy skrzyknęli by się i pomaszerowali bić się z Państwem Islamskim. Tak, jak zrobili to niedawno Ukraińcy, których zawiodła nie tylko własna armia, ale i państwo. Po prostu skrzyknęli się w ochotnicze bataliony i poszli się bić z rosyjskimi najemnikami. Tak samo zrobiliby Polacy czy Węgrzy, ale już nie Belgowie czy Francuzi.
Kiedy w Brukseli popłakała się Mogherini, rosyjski „sąd” skazał na 22 lata łagru ukraińską pilotkę Nadię Sawczenko, która nie dała się w więzieniu złamać. Ten wyrok Sawczenko skomentował pokazując „sędziom” „fucka”.
Na takiego „fucka” Europy już nie stać.

22 Mar 2016

Tego bym się nie spodziewał. W kraju zaludnionym przez humanistów i wielbicieli historii 18% jego mieszkańców nie przeczytało w swoim życiu żadnej książki. 57% czytało je w szkole lub na studiach, a potem przestało. Aż 63 proc. badanych nie przeczytało w minionym roku ani jednej książki.
Takie są wyniki badań dotyczących czytelnictwa w Polsce w 2015 roku, które w tym tygodniu opublikowała Biblioteka Narodowa.
Wynika z nich, że z roku na rok czytamy coraz mniej książęk. Dotyczy to zresztą generalnie czytania. Bo aż 14% ankietowanych przez rok nie przeczytało nawet trzech stron maszynopisu czy wiadomości w internecie. Mówiąc wprost są to ludzie, którzy nic nie czytają. Może co najwyżej opisy na produktach. Takich „nieczytaczy” będzie zresztą przybywać, bo są to ludzie młodzi, wychowani już w kulturze obrazkowej. Dla nich e-book jest równie obcy, jak wydany na papierze Sienkiewicz.
Stanowią oni nowe plemię, którego członkowie nie chcą sobie zaprzątać głowy żadnymi poważniejszymi sprawami.
My jednak musimy pamiętać o tym, że historię wielka i małą tworzą elity. Te, które czytają. Skoro Państwo teraz czytają tygodnik i ten tekst, to znaczy, że jesteście właśnie tą elitą.

11 Mar 2016

Google. Czytam sobie akurat biografię wybitnego polskiego reżysera Stanisława Barei (1929-1987) o jedynie słusznym tytule „Oczko się odlepiło temu misiu”. Jako że jestem bezgranicznym fanem Barei, to książka pochłania mnie na amen (ostatnią ofiarą padł rondel z ryżem). Ale przy okazji wywołuje różne filozoficzne wydumki. Ostatnio tak mnie jakoś tak naszło, że najważniejszą cechą dzisiejszych czasów jest ich bylejakość.
Wynika ona przede wszystkim z pośpiechu. Bo im dłużej żyjemy, tym bardziej brakuje nam czasu na przeżywanie życia. W pośpiechu pracujemy i odpoczywamy. Nawet śpimy i umieramy. Robimy wiele rzeczy naraz. Zbyt wiele.
Z tego pośpiechu rodzi się też lenistwo intelektualne. Czym jest ta bylejakość? Zamiast pomyśleć prościej jest skorzystać z Googla. Google co prawda nie zna odpowiedzi na wiele pytań, ale zawsze wypluje nam choć 10 wyników. Albo i więcej. Dla słowa „byle jaki” w 0,36 sekundy znalazł 1 070 000 wyników. A wrzuciłem słowo do wyszukiwarki, bo nie pamiętałem już czy piszemy je razem czy odzielnie.
I tak naprawdę, to jest właśnie ta bylejakość, która skutecznie nas odmóżdża, choć poprawnie byłoby „odmużdża”.

Igor Hrywna

01 Mar 2016

Google poprosił mnie o różne dane, żeby potem pokazywać mi możliwie spersonalizowane reklamy. Po czym uprzejmie poinformował, że i tak będzie mi reklamy pokazywał. Tyle że bez tych danych, mogą być dla mnie mało ciekawe. Ot i problem. Podzielić się sobą z Googlem i oglądać reklamy książek czy nie dzielić się i oglądać jakieś bzdety?
Co ma z tym wspólnego tytuł felietonu? Parę lat temu amerykański Forbes opisał historię wściekłego ojca, którego nieletnia córka dostała od sklepu Target kupony zniżkowe na dziecięce ubranka. Rodzic wykrzyczał się w sklepie, że takimi kuponami chcą wpędzić córkę w przedwczesną ciążę. Po tygodniu zadzwonił i przeprosił. Okazało się, że córka jest rzeczywiście w ciąży.
Skąd Target wiedział o ciąży? Dzięki specjalnemu programowi komputerowemu, który analizował zmiany nawyków sprzedażowych.
Na przykład, jeżeli młoda Amerykanka nagle zaczęła kupować dużo suplementów diety takich jak magnez, wapno czy cynk, to znaczyło, że jest w pierwszych 20 tygodniach ciąży. Oczywiście, żeby to ustalić program analizował mnóstwo innych czynników, np. godziny zakupów, ich wielkość czy sposób płatności. Jak Target identyfikował klientów? Przede wszystkoim dzięki kartom lojalnościowym.
– Będziemy ci przysyłać kupony na rzeczy, których pragniesz, zanim w ogóle będziesz wiedział, że chcesz je kupić – pochwalił się główny analityk Targetu do autora książki „Siła nawyku” Charlesa Duhigga, który opisał system stosowany przez sieć.
To jak? Idzie ku lepszemu czy ku gorszemu?

Igor Hrywna

22 Lut 2016

To gdzie mieszkasz i co robisz jest bez znaczenia. Ważne, czy jesteś X,Y,Z czy może R? A to zależy od tego, jakie wartości sobie cenisz i ile masz lat. Tak nas podzielili fachmani od marketingu.
Pokolenie X wchodziło w swoje dorosłe życie na początku lat 90tych. Stąd dla nich najważniejsza jest praca. Oni żyją, by pracować. Inaczej niż pokolenie Y. To pokolenie fanów nieograniczonej konsumpcji. Sensem życia jest dla nich kupowanie.

Pokolenie Z to z kolei to wirtualni wędrowcy. Pokolenie, które zmienia pracę częściej niż swoje smartfony. I chce po prostu wygodnie żyć. Wszystkie te trzy pokolenia wyróżniają zewnętrzne wartości: praca, konsumpcja, przyjemność.

Tymczasem w Europie i USA rośnie nam pokolenie R, które ceni sobie nieco inne wartości. Na przykład rodzinę.

To ciekawe, bo przez ostatnie lata wartości rodzinne uchodziły za przejaw wstecznictwa. Nie oznacza to oczywiście, że będziemy świadkami powrotu tradycyjnego modelu rodziny sprzed półwiecza. Rodzina wróci do nas jako wartość opakowana także w zdrowy styl życia i ekologię. Tak czy inaczej spece od reklamy będą musieli na nowo wymyśleć, jak za pomocą wartości rodzinnych sprzedawać towary.

Igor Hrywna

12 Lut 2016

Dawny świat należał do producentów. Dzisiejszy należy do sprzedawców. Produkowanie stało czynnością najprostszą z możliwych. Sztuką jest sprzedawanie. Do kogo należy w takim razie jutro? Do ekspertów, którzy powiedzą nam, co mamy kupić.

Popatrzmy na sieć. Teraz w ciągu roku wytwarzamy więcej informacji, niż ludzkość w całym okresie przedinternetowym. Przeciętnego Europejczyka atakuje kilkadziesiąt tysięcy słów i kilkaset obrazów dziennie. Niedługo będziemy mieli tego dość. I poprosimy, żeby ktoś nam ten chaos uporządkował. Zatem jutro nie należy do sprzedawców treści. Należy do tych, którzy sprawnie je posegregują i dostarczą nam tylko to, co jest dla nas interesujące.

Tylko czy tymi ekspertami będą ludzie? Raczej nie. Zrobią to algorytmy, które już dzisiaj śledzą naszą aktywność w sieci. I wiedzą o nas więcej, niż my sami.

W tym nowym świecie wszystko będzie szybsze, prostsze i tańsze. Głównie dzięki nowoczesnym technologiom, które już teraz konsekwentnie przejmują funkcje ludzi.

Naukowcy z Oksfordu sprawdzili zagrożonie cyfryzacją lub automatyzacją
dla 365 zawodów. Okazuje się, że w W. Brytanii w ciągu najbliższych 20 lat zniknie ponad 30% „ludzkich” zawodów

Entuzjastom zastępowania człowieka przez zmyślne mechanizmy lub algorytmy warto jednak przypomnieć jedno: algorytmy nic nie kupują.

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.