30 Sie 2016

Jeżeli czytacie Państwo te słowa, to znaczy, że tytuł chwycił i oszukał jednocześnie. To klasyczny przykład clickbaitu, czyli tytułu internetowego, który ma się nijak do treści artykułu.

Dzisiaj sieć jest pełna tytułów, które wprowadzają ludzi w błąd. Czasami po prostu oszukują. Przykład pierwszy z brzegu. Tytuł „Szok. Zjadła swojego partnera na oczach dzieci” nie dotyczył bowiem rodzinnego, ludzkiego kanibalizmu, ale modliszki, która zjadła partnera w jednym z amerykańskich ogrodów zoologicznych na oczach wycieczki szkolnej. A skąd w moim tytule Facebook? Bo FB będzie teraz informacje z tego typu tytułami „chował” przed czytelnikami.

My takich clickbaitów nie stosujemy. Ani na papierze, ani w internecie. Jesteśmy starej daty i cenimy sobie Was, naszych sąsiadów. Bo przecież jesteśmy sąsiadami. I wspólnie opowiadamy sobie różne ciekawe historie. Nasze teksty, są przecież w większości inspirowane przez Was.

Czasami, jak to między sąsiadami, może i podkręcimy jakiś tytuł. Nigdy jednak nie przekraczamy zasad dobrego wychowania, bo wielce sobie cenimy zaufanie, jakim nas obdarzacie.

Igor Hrywna

01 Lut 2016

Zapytałem kiedyś moje dziecko, jaki powinien być lokalny tygodnik? Z czego powinien się składać? O czym pisać? – Powinniście opowiadać ciekawe historie. Takie, jakie ludzie opowiadają sobie przy ognisku – odpowiedziało dziecko. – Przy grillu. Bo ognisk dzisiaj już nikt nie pali – poprawiła się po sekundzie moja „robiąca” w mediach społecznościowych córka.

Trochę szkoda, że grill wyparł ognisko. Dlaczego? Bo ognisko jednoczyło wokół siebie ludzi. Pieczenie kiełbasek czy kartofli było czynnością grupową. Grillowanie to czynność indywidualna. Ale ja nie o tym chciałem, ale o tygodniku.

Czym powinien być lokalny tygodnik czy strona www? Na pewno powinny informować. Ale, czy to jednak jest jego główna misja? Chyba nie. Bo lokalny tygodnik powinien być przede wszystkim dobrym sąsiadem, który opowiada ciekawe historie o życiu lokalnej społeczności. Powinien być miejscem, gdzie spotykają się wszyscy, którzy chcą coś powiedzieć o ludziach, wydarzeniach i problemach. Tych najważniejszych, bo dziejących się na sąsiedniej ulicy lub w sąsiedniej wsi. Dla mnie to jest też istotą dziennikarstwa obywatelskiego czyli „sąsiedzkich opowieści”.

Dlaczego o tym piszę? Bo chcę zachęcić Was do robienia zdjęć i opisywania tego, co się dzieje w Waszym otoczeniu. Zapraszam do naszego redakcyjnego ogniska…

Igor Hrywna

27 Kwi 2015

Ludzie nie lubią czytać dobrych wiadomości. To silnie zakorzenione wśród dziennikarskiej braci przekonanie. I ma swoje podstawy, bo negatywne emocje są silniejsze od pozytywnych. Ale to dotyczy informacji tworzonych przez samych dziennikarzy.
Czym powinien być lokalny tygodnik czy jakiekolwiek inne powiatowe medium. Na pewno powinien informować. To jakby oczywiste. Ale, czy to jednak jest jego główna misja. Tylko po części. Bo lokalny tygodnik powinien być przede wszystkim dobrym sąsiadem, który opowiada ciekawe historie o życiu lokalnej społeczności. Powinien być miejscem, gdzie spotykają się wszyscy, którzy chcą coś powiedzieć o ludziach, wydarzeniach i problemach. Tych najważniejszych, bo dziejących się na sąsiedniej ulicy lub w sąsiedniej wsi. Dla mnie to jest właśnie istotą dziennikarstwa obywatelskiego. To bardzo suche określenie. Mi bardziej podoba się „sąsiedzkie opowieści”. Prawdziwe oczywiście.
Dlaczego o tym piszę? Bo chcę zachęcić Was do robienia zdjęć i opisywania, tego co się dzieje w Waszym otoczeniu. Szczególnie zależy nam na dobrych wiadomościach. Bo wiadomo, że te złe same rozchodzą się bardzo szybko. Dlatego w mediach jest ich więcej niż tych pozytywnych.
Igor Hrywna

24 Mar 2015

Mniejszość twierdzi, że ludzkość głupieje nam na potęgę. Nie myśli, nie czyta. Chce tylko wygodnie żyć. Te utyskiwania czyta i tak tylko ta mniejszość. Bo większość zajęta jest robieniem (może nie robieniem) właśnie tych wszystkich rzeczy, które ją niby to ogłupiają.

Czy świat schodzi na psy? Moim zdaniem chyba jednak nie. Ludzie są tacy sami jak 100 czy 500 lat temu. A może nawet i lepsi. Różnica nie tkwi jednak w nich, ale w sposobie dostarczania im emocji. Bo przecież tak naprawdę to, co wynaleziono w ciągu ostatnich 50-lat służy temu samemu, co napędza człowieka od wieków. To emocje. Bo to one tak naprawdę stanowią nasze „ja”. Wtedy, kiedy stajemy na progu marketu i wtedy, kiedy przekraczamy próg świątyni.

Dzisiejsi ludzie kochają oglądać różne show, czasem „reality”, czasem „celebrity”. Ale co by to tam nie było, to jest w nich zawsze obecny jeden istotny element. Na oczach widzów jurorzy, albo widzowie przez sms, dokonują symbolicznej egzekucji jakiegoś uczestnika programu. I to pokazuje, że nasz świat idzie jednak ku lepszemu. Bo przecież kiedyś takim reality show były publiczne egzekucje, a Rzymianie kciukiem decydowali o życiu gladiatorów.

Był kciuk, jest sms. Była arena, jest ekran. Tylko emocja pozostała ta sama…

23 Wrz 2014

Przy ciastkach toczy się żwawa dyskusja. O dziennikarskich hienach, które nie uszanowały tragedii aktorki. Ta jechała z córką, miała wypadek. Zginęła jej jedyna córka. Tabloidy i serwisy plotkarskie rozerwały ją na strzępy. Aktorka ostatnio nie grywała zbyt dużo. Nie było jej w serialach. Ale taka tragedia to zawsze gwarancja sukcesu czytelniczego.

Roztrząsamy jak to tam z tym wypadkiem było. Psioczymy na te hieny. Cytujemy to i owo. Jemy ciastka. Oczywiście cała nasza wiedza pochodzi od tychże hien. Czy jest coś w tym złego? W nas i w hienach? Nie. Po prostu kiedyś takie informacje rozchodziły się w postaci plotek. Teraz tworzą je profesjonalni dziennikarze. I jeżeli już są hienami, to tylko w takim sensie, w jakim zabójcami są hodowcy tytoniu czy pracownicy gorzelni.

Kiedyś plotkowaliśmy o tragediach i przywarach sąsiadów. Dzisiaj nie mamy, ani wspólnych sąsiadów, ani w ogóle sąsiadów. Nie możemy więc o nich plotkować. Dlatego plotkujemy o naszych wspólnych szklanych sąsiadach. Wczoraj to była tragikomiczna śmierć Hanki Mostowiak z „M jak miłość”. Dzisiaj tragedia, jaka spotkała odtwórczynię głównej roli w filmie „Kogel Mogel”.

Jeżeli już coś jest z nami nie tak, to chyba z naszymi emocjami. Bo szklana śmierć Hanki Mostowiak bardziej podnieciła nasze społeczeństwo niż prawdziwa tragedia. Ale to już nie jest wina dziennikarzy.

Igor Hrywna

28 Lip 2014

Ostatnio zdarzyło mi się wysłuchać gorzkich żali na poziom prasy. Że upadł niżej, niż niejedna ulicznica.

Podobno kiedyś prasa była kulturalna, a teraz zeszła nawet nie na psy, bo to obraża te miłe zwierzaki. Nie sądzę, żeby tak było. Ale jeżeli nawet, to winna jest przede wszystkim likwidacja analfabetyzmu.

Gdyby czytać umiały tylko elity, to pewnie nadal byłoby miło i kulturalnie. Bo elity kochają teatr, poezję i lubią czytać o problemach ekonomicznych Mali. Przeciętny człowiek prozaicznie interesuje się tylko tym co jest dla niego osobiście ważne, dzieje się blisko niego lub ma wpływ na jego życie. Dlatego poezją zainteresuje tylko wtedy, kiedy jakiś poeta da po gębie innemu poecie w jakimś publicznym miejscu.

Ludzie chcą od prasy emocji. Nie interesuje ich piwo bezalkoholowe. Bo niby dlaczego mieliby wybierać nierzeczywistość kosztem rzeczywistości? A ci, którzy psioczą na niby to upadek moralny prasy, niech sobie odpowiedzą dlaczego trzeba dotować pisma kulturalne. Może dlatego, że elity ich nie kupują?

Igor Hrywna

08 Lip 2014

Czym jest dziennikarstwo obywatelskie? Powiedzmy, że jest to po prostu zapisywanie/fotografowanie/nagrywanie tego co się widzi albo opisywanie swoich obywatelskich odczuć. Na stronach wm.pl każdy może założyć swój profil i pokazywać w nim lub komentować otaczającą nas rzeczywistość. Może być dziennikarzem obywatelskim.

A takich profili na gazetaolsztynska.pl mamy już ponad 1000. To wielka siła. Przede wszystkim dlatego, że dziennikarze obywatelscy często zwracają nam uwagę na rzeczy ważne, których zawodowi dziennikarze nie potrafią czasami dostrzec. Takich zupełnie drobnych, ale jakże ważnych dla mieszkańców jakiejś ulicy. Jak dziura w chodniku. Czy tych ważnych dla każdego. Jak znikanie z elementarza Bożego Narodzenia.

O tym znikaniu dowiedziałem się właśnie od jednego z dziennikarzy obywatelskich, który założył profil na naszej stronie internetowej (http://elk.wm.pl/profil/PrawyEłk). Napisał tam, że z darmowego elementarze Ministerstwa Edukacji Narodowej zniknęło Boże Narodzenie, a w to miejsce pojawiły się jakieś tajemnicze święta. Dzięki niemu podpisałem się pod petycją wzywającą MEN do przywrócenia dzieciom Bożego Narodzenia.

Rozumiem troskę MEN o mniejszości, w tym przypadku niewierzących i wyznawców innych religii. Ale czy nie można po prostu w elementarzu napisać, że dla jednych dzieci to są po prostu święta, a dla innych Święta czyli Boże Narodzenie

Demokracja ma to to do siebie, że została ustanowiona jako zapora dla tyranii i rządów mniejszości. W demokracji to większość ma zawsze rację. Jednak demokracja samoogranicza się. Większość przyznaje bowiem prawa mniejszości. Kiedy jednak mniejszość uzurpuje sobie prawa większości, to mamy znowu do czynienia z tyranią i rządami mniejszości.

No i pamiętajmy, że 25 i 26 grudnia nie ma jakiś tam świąt czyli wolnych dni. To są wolne dni, bo większość świętuje wtedy Boże Narodzenie (ja akurat robię to 13 dni później). Skoro usuwamy z przestrzeni publicznej Boże Narodzenie to konsekwentnie usuńmy też te wolne dni.

Igor Hrywna (Ukrainiec, grekokatolik)

08 Lut 2012

Takie mamy teraz towarzystwo w telewizorach, necie i gazetach. Gdzieś po drodze zginęła tragedia z Sosnowca.Teraz obserwujemy show: detektyw Rutkowski kontra policja. To normalne. Od kiedy wyjaśniło się, jak zginęła Magda medialna telenowela potrzebowała nowych bohaterów. Inaczej trzeba byłoby ją zdjąć z top newsów.

Teraz obserwujemy pojedynek na fakty medialne pomiędzy detektywem Rutkowskim i policją. I detektyw Rutkowski wygrywa. To tez nie dziwi, bo wyreżyserował film w stylu hollywodzkim. Tymczasem policja raczy nas radzieckim filmem w stylu Stirlitza.

W dzisiejszych czasach Stirlitz musi przegrać ze Spider-Menem.

06 Lut 2012

Tragedia z Sosnowca przyćmiła śmierć Wisławy Szymborskiej. Właściwie trudno się temu dziwić. Szymborska była niemedialna za życia. Śmierć mogła ja uczynić medialnym newsem, ale szybko z telewizorów i netu wyparli ją tragedia w Sosnowcu i detektyw Rutkowski.

Nie ma w tym właściwie nic dziwnego, bo tragedia w Sosnowcu od porwania do śmierci rozgrywała się w rymie doskonałej telenoweli i talk show.

Detektyw Rutkowski wyreżyserował medialne widowisko. Pełne emocji i nieoczekiwanych zwrotów. W śmierci Szymborskiej nie było zdanej emocji, niczego nieoczekiwanego czym mogłyby pożywić się media. A Szymborska zmarła jak żyła. Staromodnie.

14 Kwi 2011

Tak jak sprzęty i urządzenia , tak samo znikają różne zawody. A dokładniej jedne rzeczy zamieniają się w inne. Nie ma już telegrafu, umiera faks. Królem jest komórka. Możne by rzec: ” Komórka rządzi, komórka radzi, komórka nigdy cie nie zdradzi”.

Kiedyś dziennikarz to był pan. Decydował co ludzie maja przeczytać. Dzisiaj takie dziennikarstwo umiera. I to nie tylko przez dziennikarstwo obywatelskie i dopuszczenie „zwykłych ludzi” do tworzenia materiałów dziennikarskich. Nawet nie dlatego.

Informacja rządzi się dzisiaj dokładnie tymi samymi prawami jak polityka. O decyzjach polityków decydują dzisiaj nie idee i poglądy, ale sondaże, spin doktorzy, spece od marketingu i Bóg jeden raczy wiedzieć jacy jeszcze fachmani od reklamy. Decyzja polityczna nie jest już konsekwencją wyboru ideologicznego. Jest decyzja reklamową. Nie ma więc żadnego racjonalnego powodu, żeby informację dziennikarską traktować inaczej jak każdy inny towar. Zanim ja wyprodukujesz musisz wiedzieć czy się sprzeda i czy trafia do twojej grupy klientów.

Dziennikarz musi zatem w pierwszej kolejności rozpoznać potrzeby konsumentów. Musu znać się na marketingu, socjologii i psychologii społecznej i promocji.

Cała reszta to już tylko wymyślenie opakowania dla towaru zwanego „informacją”.

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.