27 Kwi 2015

Ludzie nie lubią czytać dobrych wiadomości. To silnie zakorzenione wśród dziennikarskiej braci przekonanie. I ma swoje podstawy, bo negatywne emocje są silniejsze od pozytywnych. Ale to dotyczy informacji tworzonych przez samych dziennikarzy.
Czym powinien być lokalny tygodnik czy jakiekolwiek inne powiatowe medium. Na pewno powinien informować. To jakby oczywiste. Ale, czy to jednak jest jego główna misja. Tylko po części. Bo lokalny tygodnik powinien być przede wszystkim dobrym sąsiadem, który opowiada ciekawe historie o życiu lokalnej społeczności. Powinien być miejscem, gdzie spotykają się wszyscy, którzy chcą coś powiedzieć o ludziach, wydarzeniach i problemach. Tych najważniejszych, bo dziejących się na sąsiedniej ulicy lub w sąsiedniej wsi. Dla mnie to jest właśnie istotą dziennikarstwa obywatelskiego. To bardzo suche określenie. Mi bardziej podoba się „sąsiedzkie opowieści”. Prawdziwe oczywiście.
Dlaczego o tym piszę? Bo chcę zachęcić Was do robienia zdjęć i opisywania, tego co się dzieje w Waszym otoczeniu. Szczególnie zależy nam na dobrych wiadomościach. Bo wiadomo, że te złe same rozchodzą się bardzo szybko. Dlatego w mediach jest ich więcej niż tych pozytywnych.
Igor Hrywna

24 Mar 2015

Mniejszość twierdzi, że ludzkość głupieje nam na potęgę. Nie myśli, nie czyta. Chce tylko wygodnie żyć. Te utyskiwania czyta i tak tylko ta mniejszość. Bo większość zajęta jest robieniem (może nie robieniem) właśnie tych wszystkich rzeczy, które ją niby to ogłupiają.

Czy świat schodzi na psy? Moim zdaniem chyba jednak nie. Ludzie są tacy sami jak 100 czy 500 lat temu. A może nawet i lepsi. Różnica nie tkwi jednak w nich, ale w sposobie dostarczania im emocji. Bo przecież tak naprawdę to, co wynaleziono w ciągu ostatnich 50-lat służy temu samemu, co napędza człowieka od wieków. To emocje. Bo to one tak naprawdę stanowią nasze „ja”. Wtedy, kiedy stajemy na progu marketu i wtedy, kiedy przekraczamy próg świątyni.

Dzisiejsi ludzie kochają oglądać różne show, czasem „reality”, czasem „celebrity”. Ale co by to tam nie było, to jest w nich zawsze obecny jeden istotny element. Na oczach widzów jurorzy, albo widzowie przez sms, dokonują symbolicznej egzekucji jakiegoś uczestnika programu. I to pokazuje, że nasz świat idzie jednak ku lepszemu. Bo przecież kiedyś takim reality show były publiczne egzekucje, a Rzymianie kciukiem decydowali o życiu gladiatorów.

Był kciuk, jest sms. Była arena, jest ekran. Tylko emocja pozostała ta sama…

02 Mar 2015

Nie wiem sam dlaczego, ale w ogóle mnie to nie zdziwiło. Z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego przez firmę doradczą Sedlak & Sedlak wynika, że w III RP najnędzniej płaci tym, którzy „robią” w kulturze i sztuce. Bo dlaczego ma dziwić, skoro miarą postępu jest u nas zamykanie bibliotek i szkół. Zatem, nie dziwi nic.

Nie dziwi więc, że według innego badania uczniowie nie chcą czytać, tego co każą im czytać. Bo nie rozumieją co poeta Mickiewicz miał na myśli z tymi „Dziadami” czy co to za „Larum grają”. I chcą za lekturę „Harry Pottera” a nie „Krzyżaków”. Cóż zatem wybrać?
1.Lepiej jest kiedy uczniowie w Polskich szkołach nie czytają, ani „Krzyżaków”, ani „Harry Pottera”.
2. Lepiej jest kiedy nie czytają „Krzyżaków”, ale przynajmniej czytają „Harry Pottera”.
Pytanie jest oczywiście retoryczne, bo uczniowie już dawno wybrali wariant 2.I to też nie dziwi.
Czy kultura, sztuka w epoce smartfona jest jeszcze potrzebna? Jest. Chyba że, następcę smartfona będą umiały obsługiwać małpy.

10 Sty 2015

Takie tytuły to dzisiaj internetowy standard. Kiedy je czytam, to z lekka trafia szlag. Skądinąd zupełnie niesłusznie. Bo większości nie trafia, a to większość ma zawsze rację. Nawet kiedy jej nie ma.
Media schodzą na psy, młodzi są tępi. Takim to podsumowaniem skończyła się dyskusja, w jakiej ostatnio miałem przyjemność brać udział w szacownym gronie +40/+50. W swojej opinii, że nie schodzą, a młodzi są od starszych mądrzejsi byłem wielce osamotniony.
Dlaczego moim zdaniem media nie schodzą na psy? Ano dlatego, że media mają być lustrem, w jakim odbija się jakaś część społeczeństwa czy lokalna społeczność. Media mają spełniać oczekiwania swoich odbiorców, tak aby w swoim tygodniku czy stronie internetowej ci widzieli samych siebie. Bez upiększeń i górnolotnych uniesień. I z emocjami, które są ich emocjami.
A co z młodymi? Są głupi? No są, ale „mądrą” głupotą. Bo nie zaśmiecają sobie mózgów bezużytecznymi dzisiaj informacjami, bez których nie mogli normalnie funkcjonować ich rodzice czy dziadkowie. To nic innego, jak istniejący od początku istnienia człowieka postęp technologiczny, który po prostu przyśpieszył na naszych oczach.

Tego przyśpieszenia nie da się nauczyć na pamięć, trzeba je zrozumieć.

Igor Hrywna

11 Lis 2014

Przed wynalezieniem internetu bito powszechnie na alarm. TV ogłupia, ludzie nie czytają i jak nic, ludzkość upadnie. Tak wieszczyli najwięksi pesymiści spośród brodatych intelektualistów. I to wieszczenie okazałoby się prawdą, gdyby nie wynaleziono…internetu. Internet oderwał młodych od biernego gapienia się w ekran TV. Mail okazał się najlepszym elementarzem, uczącym pisania i czytania.
Teraz jednak okazuje się, że internet zmienia sposób w jaki konsumujemy informacje. W sieci czytelnicy skanują treści. Nie tyle je czytają co raczej „oglądają”. I właściwie SA bardziej oglądaczami niż czytelnikami. Bardzo często czytają tylko początek tekstu. I bardzo często po chwili zapominają co czytali. Dlatego właśnie teksty w internecie są z reguły krótkie, a ich tytuły „krzyczą” do czytelnika.

To już właściwie nie jest żadną sensacją. Teraz Amerykanie przebadali dwie grupy studentów i sprawdzili, jak rozumienie takich samych treści różni się w zależności od tego czy widzimy je na ekranie czy na papierze. Pierwsza grupa studentów czytała wydanie papierowe New York Timesa, druga jego wydanie elektroniczne. Okazało sie, że w tym samym czasie więcej przeczytali i zapamiętali czytelnicy tradycyjnego wydania. Znaczy to tyle, że informacja zamieszczona w drukowanym piśmie łatwiej dotrze do czytelnika, niż jej cyfrowy odpowiednik.

Jednym z powodów tego jest to, że nie da się jednocześnie trzymać w rękach i czytać gazetę oraz w tym samym czasie oglądać np. TV czy wysyłać maila. Ale da się to zrobić, kiedy siedzimy przed monitorem 🙂

25 Sie 2014

Jesteś biedny, bo oglądasz telewizję? Czy też: oglądasz telewizję, bo jesteś biedny? Pytanie jest może głupawe, ale już nie próba znalezienia odpowiedzi na nie. Bo tam, gdzie zamiast lokalnych papierowych gazet i tygodników i internetu króluje telewizyjna „szklana pogoda” żyją ludzie biedni i bierni.

– Komuś z boku wydawałoby się, że telewizja może ich wyciągnąć z dołów, pokazując pozytywne wzory, ale ona tylko przywiązuje ich do krzeseł i wręcz pogłębia ich nędzę – mówi w ostatniej „Polityce” pracownik pomocy społecznej spod Siedlec.

Kiedyś telewizor był oznaką bogactwa. Dzisiaj coraz częściej biedy. Ale tylko wtedy, kiedy obok nie stoi komputer z dostępem do sieci, a na stole nie leży lokalna gazeta. Bo problem nie jest w ogladaniu TV, ale w tym, kiedy telewizor staje się jedynym oknem przez jakie człowiek spogląda na świat.

Jakie najcięższe przestępstwo ma na swoim koncie dzisiejsza telewizja? Ano takie, że izoluje ludzi od problemów lokalnej społeczności. Każe im wierzyć, że informacja o samobójstwie aktora Robina Williamsa nie tylko jest dla nich ważna, ale też ma wpływ na ich życie. A przecież nie ma. Ma to, co dzieje się za ich oknami, a nie na ekranie telewizora, w ich ulubionej telenoweli.

W budowaniu tej mistyfikacji, sztucznej rzeczywistości, pomagają TV kolorowe magazyny. I coraz częściej piszą o przygodach bohaterów telenowel, jakby działy się w realnym świecie. Coraz częściej mieszają ze sobą też losy aktorów i granych przez nich postaci. W ten sposób budują ułudne więzi między sztucznym światem TV i zapatrzonymi w telewizor ludźmi.

Czy samobójstwo Robina Williamsa ma jakiś wpływ na budowę chodnika przed waszym domem? Jeżeli ma wybierzcie TV. Jeżeli nie ma, to sięgnijcie po lokalną gazetę, zajrzyjcie na lokalną stronę internetową. Bo to one pomagają budować prawdziwe, sąsiedzkie więzi. Chodniki też 🙂
Igor Hrywna

28 Lip 2014

Ostatnio zdarzyło mi się wysłuchać gorzkich żali na poziom prasy. Że upadł niżej, niż niejedna ulicznica.

Podobno kiedyś prasa była kulturalna, a teraz zeszła nawet nie na psy, bo to obraża te miłe zwierzaki. Nie sądzę, żeby tak było. Ale jeżeli nawet, to winna jest przede wszystkim likwidacja analfabetyzmu.

Gdyby czytać umiały tylko elity, to pewnie nadal byłoby miło i kulturalnie. Bo elity kochają teatr, poezję i lubią czytać o problemach ekonomicznych Mali. Przeciętny człowiek prozaicznie interesuje się tylko tym co jest dla niego osobiście ważne, dzieje się blisko niego lub ma wpływ na jego życie. Dlatego poezją zainteresuje tylko wtedy, kiedy jakiś poeta da po gębie innemu poecie w jakimś publicznym miejscu.

Ludzie chcą od prasy emocji. Nie interesuje ich piwo bezalkoholowe. Bo niby dlaczego mieliby wybierać nierzeczywistość kosztem rzeczywistości? A ci, którzy psioczą na niby to upadek moralny prasy, niech sobie odpowiedzą dlaczego trzeba dotować pisma kulturalne. Może dlatego, że elity ich nie kupują?

Igor Hrywna

06 Maj 2014

– Obiektywnie patrząc, koń to przeżytek. Postępowi nie ma co dawać kontry – to jeden z bardziej znanych cytatów z „Nie ma mocnych”. I faktycznie koń w pewnym sensie okazał się przeżytkiem. Zastąpiły go maszyny i samochody. Ale przecież koń się ostał. Jako źródło przyjemności. Ba, ostał się jako oznaka wyższego statusu społecznego. Kiedyś właściciel traktora to był ktoś, teraz „ktosiem” jest właściciel konia.

Podobnie rower. Zastąpił go motor. Ale dzisiaj rowerów mamy więcej niż 30 lat temu. Rower przestał być środkiem lokomocji. Stał się źródłem przyjemności, niemal symbolem zdrowego stylu życia.

Prasa drukowana to dzisiaj takie konie czy rowery. A strony internetowe to motory, traktory czy samochody.
Jeżeli potrzebujecie szybkiej informacji to korzystacie z jakiejś strony interenetowej. Jeżeli chcecie czerpać przyjemność z czytania siadacie na rower=czytacie papierową Gazetę Olsztyńską albo swój lokalny tygodnik.

Wierzę, że papierowe tygodniki mają sens, bo dają nie tylko przyjemność płynącą z nieśpiesznej lektury, ale też są idealnym źródłem sąsiedzkiej informacji.

Stanowią tez ważne miejsce dla lokalnego biznesu. Bo są idealnym narzędziem przekazywania informacji o tym co cilokalni przedsiebiorcy proponują dla swoich sąsiadów.

Lokalne tygodniki to taki współczesny rynek, gdzie spotykają się sasiedzi, żeby pogadac i zrobić zakupy. Dlatego obiektywnie patrząc koń ma przyszłość:-)

07 Maj 2012

Czy jest coś co może połączyć Tomasza Lisa (Newsweek) i Pawła Lisickiego (Uważam Rze)? Jest takie coś. Polscy senatorzy.

Knebel. Tak najprościej można nazwać, to co sobie wykombinowali nasi senatorzy. Chcą oni mianowicie zmienić prawo prasowe. Tak, żeby pasowało władzy. Idzie o zastąpienie sprostowania odpowiedzią prasową.

W czym rzecz? Sprostowanie odnosi się do błędnie podanych faktów. W obecnym prawie nie może przekraczać dwukrotnej objętości prostowanej informacji. Redakcja jest zobowiązana zamieścić takie sprostowanie.

Odpowiedź prasowa nie musi dotyczyć faktów i może mieć dwukrotnie większą objętość niż informacja, do której się odnosi. Odpowiedź prasowa to po prostu polemika.

Popatrzmy na zdanie:
Uważam, że senatorzy, którzy są za tą ustawą popełnili błąd.
Dzisiaj tego zdanie w świetle prawa nie można sprostować. W nowym prawie senator będzie mógł przysłać „odpowiedź prasową” w dowolnej objętości, a gazeta będzie musiała ją zamieścić.

Właśnie przeciwko zamianie „sprostowania” na rzecz „odpowiedzi prasowej” zaprotestowało dzisiaj 57 redaktorów naczelnych gazet i czasopism ogólnopolskich i regionalnych. Podpisy Tomasza Lisa i Pawła Lisickiego idą jeden pod drugim. Okładki pierwszych stron gazet pojawiły się dzisiaj ze stempel „Senat zabija prasę”.

Swoja drogą to ciekawe. Że to senat zabija prasę. Senat nic nie zabija. Mogą to co najwyżej zrobić senatorowie. 63 z nich na 100 jest z PO.

29 Paź 2011

Czym się powinien się różnić tekst marketingowy czy promocyjny od tekstu dziennikarskiego? Niczym. Zakładając oczywiście, że te pierwsze nie kłamią.

Kiedy piszemy tekst promujący samochód to używamy wielu liter. Kiedy chcemy sprzedać wycieraczki mniej. To samo dotyczy tekstów dziennikarskich. A właściwie powinno dotyczyć. Niektórzy dziennikarze nadal bowiem sprzedają czytelnikom krzyżówki zamiast emocjonalnych, prostych tekstów.

Dzisiejsze dziennikarstwo powinno być skrzyżowaniem tekstów perswazyjnych i marketingu narracyjnego. Inaczej nie da rady. Ludzie mają mnóstwo ciekawszych rzeczy do zrobienia niż poszukiwanie ciekawych pismo czy tekstów.

Te refleksje jakoś mnie tak naszły kiedy zobaczyłem 1 stronę piątkowego Faktu. I napisane małymi literkami zdanie: wy też. To zabieg rodem wprost z reklamy. Na pewno skuteczny.

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.