11 Mar 2016

Google. Czytam sobie akurat biografię wybitnego polskiego reżysera Stanisława Barei (1929-1987) o jedynie słusznym tytule „Oczko się odlepiło temu misiu”. Jako że jestem bezgranicznym fanem Barei, to książka pochłania mnie na amen (ostatnią ofiarą padł rondel z ryżem). Ale przy okazji wywołuje różne filozoficzne wydumki. Ostatnio tak mnie jakoś tak naszło, że najważniejszą cechą dzisiejszych czasów jest ich bylejakość.
Wynika ona przede wszystkim z pośpiechu. Bo im dłużej żyjemy, tym bardziej brakuje nam czasu na przeżywanie życia. W pośpiechu pracujemy i odpoczywamy. Nawet śpimy i umieramy. Robimy wiele rzeczy naraz. Zbyt wiele.
Z tego pośpiechu rodzi się też lenistwo intelektualne. Czym jest ta bylejakość? Zamiast pomyśleć prościej jest skorzystać z Googla. Google co prawda nie zna odpowiedzi na wiele pytań, ale zawsze wypluje nam choć 10 wyników. Albo i więcej. Dla słowa „byle jaki” w 0,36 sekundy znalazł 1 070 000 wyników. A wrzuciłem słowo do wyszukiwarki, bo nie pamiętałem już czy piszemy je razem czy odzielnie.
I tak naprawdę, to jest właśnie ta bylejakość, która skutecznie nas odmóżdża, choć poprawnie byłoby „odmużdża”.

Igor Hrywna

12 Lut 2016

Dawny świat należał do producentów. Dzisiejszy należy do sprzedawców. Produkowanie stało czynnością najprostszą z możliwych. Sztuką jest sprzedawanie. Do kogo należy w takim razie jutro? Do ekspertów, którzy powiedzą nam, co mamy kupić.

Popatrzmy na sieć. Teraz w ciągu roku wytwarzamy więcej informacji, niż ludzkość w całym okresie przedinternetowym. Przeciętnego Europejczyka atakuje kilkadziesiąt tysięcy słów i kilkaset obrazów dziennie. Niedługo będziemy mieli tego dość. I poprosimy, żeby ktoś nam ten chaos uporządkował. Zatem jutro nie należy do sprzedawców treści. Należy do tych, którzy sprawnie je posegregują i dostarczą nam tylko to, co jest dla nas interesujące.

Tylko czy tymi ekspertami będą ludzie? Raczej nie. Zrobią to algorytmy, które już dzisiaj śledzą naszą aktywność w sieci. I wiedzą o nas więcej, niż my sami.

W tym nowym świecie wszystko będzie szybsze, prostsze i tańsze. Głównie dzięki nowoczesnym technologiom, które już teraz konsekwentnie przejmują funkcje ludzi.

Naukowcy z Oksfordu sprawdzili zagrożonie cyfryzacją lub automatyzacją
dla 365 zawodów. Okazuje się, że w W. Brytanii w ciągu najbliższych 20 lat zniknie ponad 30% „ludzkich” zawodów

Entuzjastom zastępowania człowieka przez zmyślne mechanizmy lub algorytmy warto jednak przypomnieć jedno: algorytmy nic nie kupują.

Igor Hrywna

22 Paź 2015

Nowoczesne technologie pożerają coraz więcej naszego czasu. Mają nam służyć, a w rzeczywistości, to my im coraz częściej służymy. Głównie swoim czasem. Przywiązując nas do wirtualnych rzeczy, które są nam umiarkowanie potrzebne, ten czas nam kradną.
Na swoim smartfonie naliczyłem kilkadziesiąt różnych aplikacji, które wydawały mi się kiedyś ważne. Tak myślę, że skoro je ściągałem, to ważne być musiały. Teraz jednak je skasowałem,
Bo wydały mi się do niczego niepotrzebne. Zostawiłem tylko te, których potrzebuję do pracy.
Te wszystkie aplikacje łypały na mnie z ekranu. Czułem, że muszę zobaczyć to czy tamto, bo skoro je mam, to muszę z nich skorzystać. To przecież logiczne. Kiedyś przed snem czytałem książkę. Teraz zajmował mnie przegląd aplikacji. I omiatanie wzrokiem informacji, które nie były mi do niczego potrzebne. I o których zapominałem zanim skończyłem je czytać.
No i pięknego dnia postanowiłem się z tym wirtualnym szmelcem rozstać. Zostawiłem sobie tylko lokalne informacje. Wróciłem też do wieczornego czytania książek.
I wtedy poczułem się tak, jak wtedy, kiedy rzuciłem palenie. Wtedy efeketem był pewien przyrost masy brzucha. Teraz liczę, że przyrośnie mi szarych komórek….

Igor Hrywna

29 Cze 2015

Co spowodował wprowadzony niedawno na Węgrzech zakaz handlu w niedzielę? Klienci uciekli do sieci. Zakaz wzmocnił po prostu sprzedaż online. Proste i logiczne w dzisiejszych czasach. Handel online to dzisiaj prawdziwy fetysz. Rośnie w szalonym tempie.

A realne sklepy coraz częściej służą za przymierzalnie. Jest na to już nawet specjalne, oczywiście angielskie, określenie: showrooming. Showrooming polega na tym, że idziemy sobie do sklepu, oglądamy towar a potem sprawdzamy gdzie go można kupić taniej. Co ciekawe istnieje też trend odwrotny zwany ROPO (Research Online Purchase Offline – Znajduję w online, kupuję w offline). Skąd bierze się tak niebywały sukces handlu internetowego? Fachowcy twierdzą z reguły, że kupowanie online jest wygodniejsze i szybsze.

Moim zdaniem jednak nie to o tym decyduje, ale cena. W necie kupujemy, bo jest taniej. Tylko dlatego. Nie dziwi zatem, że klienci, których pozbawiono możliwości zakupów w niedziele uciekli do sieci. Tak przynajmniej stało się na Węgrzech, gdzie od marca zakazano niedzielnego handlowania hipermarketom. Otwarte mogą być tylko małe sklepy, pod warunkiem że klientów obsługuje właściciel, najemca lub jego rodzina.

W efekcie obroty handlu w sieci wzrosły o 30%. A zarobiły na tym… sklepy online wielkich hipermarketów.
Igor Hrywna

04 Maj 2015

500 lat temu statystyczny mieszkaniec Europy znał pewnie z 50 twarzy, a jego dziewiczy mózg był wolny od informacji i komunikatów. Za wyjątkiem plotek przyniesionych przez sąsiadów. Dzisiaj dziennie atakuje nas kilka tysięcy różnych informacji.
Nasze mózgi radzą z tym sobie coraz gorzej. Nawet nie dlatego, że tych informacji jest tak wiele. Po prostu nie mamy czasu na analizę co jest dla nas ważne, a co jest po prostu nie wartym uwagi śmieciem. Stąd coraz gorzej czujemy się w otaczającym nas świecie. I coraz mniej go rozumiemy. Nie dlatego, że jest niezrozumiały, ale dlatego, że staje się dla nas zbyt skomplikowany. Oferuje nam zbyt wiele możliwości, których nie potrafimy ocenić. Nie potrafimy więc dokonać wyboru.
Spece od marketingu przekonują nas, że da się jednocześnie sensownie korzystać z 3 ekranów. Oglądać TV, czytać coś na tablecie i pisać posty w smartfonie. Da się. Choć tak naprawdę porządnie zrobimy tylko jedną z tych rzeczy, albo wszystkie trzy nieporządnie.
Nowoczesne technologie są bardzo często dla naszych mózgów zbyt nowoczesne. Ich obsługa angażuje nas na tyle, że nie mamy już czasu aby z nich korzystać. Zresztą jest ich tyle, że człowiek gubi się w nich, tak jak w zalewie informacji. Teraz pewnie ktoś wymyśli jakąś aplikację, która podpowie nam, co jest dla nas ważne.
Jest w tym tylko jedno małe „ale”. Te wszystkie wspaniałe aplikacje wymyślają ci, którzy w swojej pracy wykorzystują swoje mózgi. I wymyślają coś, co ma nam pomóc w wyłączeniu naszych mózgów.
Igor Hrywna

05 Kwi 2015

Na przygotowanie Świąt Wielkanocnych wydajemy dużo mniej niż na Boże Narodzenie. Wielkanoc jest też mniej skomercjalizowana. A mimo to, wydaje mi się, że to jednak karp jest bardziej rodzinny niż jajko. A choinka bardziej sakralna niż palma. W tym roku dyskusje o komercjalizacji i wyższości świąt nad świętami toczyć się będą w cieniu dwóch rocznic. 10 śmierci św. Jana Pawła II i 5 katastrofy/zamachu smoleńskiego.
Wielu narzeka dzisiaj, że nauki Jana Pawła II zostały zapomniane. Pewnie tak, ale tu chyba nie chodzi o konkretne nauki, ale o Ducha papieskiego nauczania. Bo to na nim, czasami podświadomie współcześni Polacy budują swoją tożsamość. Może to nie jest najtrafniejsze porównanie, ale co Polakom zostało z Piłsudskiego? Przecież nie konkretne czyny, nie cytaty, ale też właśnie Duch. W przypadku Smoleńska Google opowiada się raczej za katastrofą (1,7 mln wyświetlonych wyników z zapytaniem „katastrofa smoleńska”) niż za zamachem
(0,7 miliona wyświetlonych wyników z zapytaniem „zamach smoleński”). Ile 10 kwietnia 2010 roku było w Smoleńsku rosyjskiego bałaganu, a ile świadomego działania? Tego zapewne nie dowiemy się nigdy. Jak i tego czy Putin jest po prostu ślepą uliczką ewolucji czy też ponurym żartem Pana Boga.
Igor Hrywna

12 Gru 2014

Polskiego ambasadora w Czechach wzburzyła tamtejsza reklama, w której Polak robi za cwaniaczka i oszusta. TVP puszcza za to bez mrugnięcia oka rodzimą reklamę z misiem pierdzącym na świąteczną choinkę.

W czeskiej reklamie czeskiemu narciarzowi psuje się telefon. Wtedy pojawia się przed nim Polak, zamaskowany pod postacią choinki. Wymienia narciarzowi telefon na wyglądający jak nowy smartfon, w którym jednak od razu pęka ekran. Handlarz znika.

Tak to czeski T Mobile przekonywał, że lepiej wymieniać telefony u niego. Na tą właśnie okoliczność zaprotestowała pani Grażyna Bernatowicz, polski ambasador w Pradze. Co spotkało się z falą oburzenia w postępowych polskich mediach. Bo przecież ta reklama ich zdaniem, to nic innego, jak tylko przejaw czeskiego poczucia humoru. I nawet skłonny jestem się z nimi zgodzić. Uważam, że to nie jest temat nadający się na protest ambasadora.

Jest w tym jednak pewne „ale”. Czy gdyby taką reklamę puścił polski operator, a rolę naciągacza „zagrałby” Żyd. To czy wtedy ci sami ludzie też uznaliby to za przejaw specyficznego humoru, ale już nie czeskiego tylko polskiego? W każdym razie czeski T Mobile reklamę wycofał.

A swoją drogą, to ciekawe, że nikogo z rządu nie oburza reklama polskiego operatora sieci komórkowej, w której miś pierdzi na choinkę i w efekcie ją zapala.

Ja, jeżeli już miałbym wybierać, to jednak wolę czeską reklamę. Bo nie jest na pewno chamska i wulgarna.

Igor Hrywna

14 Paź 2014

Znacie to? Na pewno znacie. Idziemy do marketu po 3 rzeczy, wychodzimy z 30. Bo z jednej półki coś rzuciło się w oczy, z innej zaatakowała je promocja, z jeszcze innej superokazja. Bo przecież to nie mózg kupuje, ale oczy. Nie świadomość, ale podświadomość.

Piszę o tym, zainspirowany tekstem dziennikarza obywatelskiego (olsztynska24.pl) o świątecznych Mikołajkach, które już teraz opanowały półki jednego z mazurskich hipermarketów. I uwierzcie mi nie ma co się dziwić, że owe Mikołaje już teraz nas atakują. Bo nie chodzi o to, żebyśmy je teraz kupowali. Nie. One mają za zadanie już teraz zagnieździć w naszych głowach. Tak, aby nasza podświadomość, kojarzyła ten sklep z Bożym Narodzeniem, a konkretnie z świątecznymi zakupami. Po to żebyśmy w grudniu to tam zrobili zakupy.

Ale czy jest w tym coś złego? Przecież tak naprawdę ten sklep nie robi nic innego, jak tylko kopiuje ludzkie zachowania. Przecież my też cały czas coś sprzedajemy i coś kupujemy. Czasami są to święte Mikołaje z hipermarketu, a codziennie sprzedajemy samych siebie innym. Bo całe nasze życie to wymiana korzyści. Za pieniądze lub za miły uśmiech.

Igor Hrywna

25 Sie 2014

Jesteś biedny, bo oglądasz telewizję? Czy też: oglądasz telewizję, bo jesteś biedny? Pytanie jest może głupawe, ale już nie próba znalezienia odpowiedzi na nie. Bo tam, gdzie zamiast lokalnych papierowych gazet i tygodników i internetu króluje telewizyjna „szklana pogoda” żyją ludzie biedni i bierni.

– Komuś z boku wydawałoby się, że telewizja może ich wyciągnąć z dołów, pokazując pozytywne wzory, ale ona tylko przywiązuje ich do krzeseł i wręcz pogłębia ich nędzę – mówi w ostatniej „Polityce” pracownik pomocy społecznej spod Siedlec.

Kiedyś telewizor był oznaką bogactwa. Dzisiaj coraz częściej biedy. Ale tylko wtedy, kiedy obok nie stoi komputer z dostępem do sieci, a na stole nie leży lokalna gazeta. Bo problem nie jest w ogladaniu TV, ale w tym, kiedy telewizor staje się jedynym oknem przez jakie człowiek spogląda na świat.

Jakie najcięższe przestępstwo ma na swoim koncie dzisiejsza telewizja? Ano takie, że izoluje ludzi od problemów lokalnej społeczności. Każe im wierzyć, że informacja o samobójstwie aktora Robina Williamsa nie tylko jest dla nich ważna, ale też ma wpływ na ich życie. A przecież nie ma. Ma to, co dzieje się za ich oknami, a nie na ekranie telewizora, w ich ulubionej telenoweli.

W budowaniu tej mistyfikacji, sztucznej rzeczywistości, pomagają TV kolorowe magazyny. I coraz częściej piszą o przygodach bohaterów telenowel, jakby działy się w realnym świecie. Coraz częściej mieszają ze sobą też losy aktorów i granych przez nich postaci. W ten sposób budują ułudne więzi między sztucznym światem TV i zapatrzonymi w telewizor ludźmi.

Czy samobójstwo Robina Williamsa ma jakiś wpływ na budowę chodnika przed waszym domem? Jeżeli ma wybierzcie TV. Jeżeli nie ma, to sięgnijcie po lokalną gazetę, zajrzyjcie na lokalną stronę internetową. Bo to one pomagają budować prawdziwe, sąsiedzkie więzi. Chodniki też 🙂
Igor Hrywna

08 Sie 2014

Dlaczego nie lubię polskich filmów? Nie dlatego, że „W filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”. To fragment dialogu Maklakiewicza i Himilsbacha z „Rejsu”.

Dzisiaj polskie filmy nie są już nudne. Są za to robione dla jakiś masochistów. Wyrabiają w nas przekonanie, że życie jest do czterech liter a nasi sąsiedzi to sępy. A jedyne dobre, które może nas spotkać to to, że nie zarwie się pod nami sznur, na którym powinniśmy się obwiesić.

W sobotniej Gazecie Olsztyńskiej przeczytałem bardzo ciekawy wywiad Ewy Mazgal z reżyserem Wojtkiem Jeżowskim, synem piosenkarki Majki Jeżowskiej, który wychowywał się w USA i w Polsce.

– Amerykańskie filmy, nawet jeżeli historia, o której opowiadają jest tragiczna, kończą się zazwyczaj dobrze. Gdy człowiek na takich filmach się wychowuje, to wyrasta w przekonaniu, że wszystko jest możliwe – mówi Jeżowski.

Ale co to ma wspólnego z jabłkami? Ano kiedy chwyciła akcja „Jedz jabłka na złość Putinowi” natychmiast pojawiła się cała rzesza fachowców, która skrupulatnie wyliczyła nam, że akcja nie ma sensu, bo nie zjemy wszystkich jabłek, które zatrzymał Putin. Pewnie może i nie zjemy. Ale przecież to nie o to chodzi. Chodzi o wytworzenie w Polsce patriotyzmu konsumpcyjnego. O wszczepienie amerykańskiego przekonania, że każdy kryzys czy zagrożenie jest jednocześnie szansą. No i pokazanie ponurakom, że mogą nas cmoknąć w…ogryzek.

Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.