22 Paź 2015

Nowoczesne technologie pożerają coraz więcej naszego czasu. Mają nam służyć, a w rzeczywistości, to my im coraz częściej służymy. Głównie swoim czasem. Przywiązując nas do wirtualnych rzeczy, które są nam umiarkowanie potrzebne, ten czas nam kradną.
Na swoim smartfonie naliczyłem kilkadziesiąt różnych aplikacji, które wydawały mi się kiedyś ważne. Tak myślę, że skoro je ściągałem, to ważne być musiały. Teraz jednak je skasowałem,
Bo wydały mi się do niczego niepotrzebne. Zostawiłem tylko te, których potrzebuję do pracy.
Te wszystkie aplikacje łypały na mnie z ekranu. Czułem, że muszę zobaczyć to czy tamto, bo skoro je mam, to muszę z nich skorzystać. To przecież logiczne. Kiedyś przed snem czytałem książkę. Teraz zajmował mnie przegląd aplikacji. I omiatanie wzrokiem informacji, które nie były mi do niczego potrzebne. I o których zapominałem zanim skończyłem je czytać.
No i pięknego dnia postanowiłem się z tym wirtualnym szmelcem rozstać. Zostawiłem sobie tylko lokalne informacje. Wróciłem też do wieczornego czytania książek.
I wtedy poczułem się tak, jak wtedy, kiedy rzuciłem palenie. Wtedy efeketem był pewien przyrost masy brzucha. Teraz liczę, że przyrośnie mi szarych komórek….

Igor Hrywna

29 Cze 2015

Co spowodował wprowadzony niedawno na Węgrzech zakaz handlu w niedzielę? Klienci uciekli do sieci. Zakaz wzmocnił po prostu sprzedaż online. Proste i logiczne w dzisiejszych czasach. Handel online to dzisiaj prawdziwy fetysz. Rośnie w szalonym tempie.

A realne sklepy coraz częściej służą za przymierzalnie. Jest na to już nawet specjalne, oczywiście angielskie, określenie: showrooming. Showrooming polega na tym, że idziemy sobie do sklepu, oglądamy towar a potem sprawdzamy gdzie go można kupić taniej. Co ciekawe istnieje też trend odwrotny zwany ROPO (Research Online Purchase Offline – Znajduję w online, kupuję w offline). Skąd bierze się tak niebywały sukces handlu internetowego? Fachowcy twierdzą z reguły, że kupowanie online jest wygodniejsze i szybsze.

Moim zdaniem jednak nie to o tym decyduje, ale cena. W necie kupujemy, bo jest taniej. Tylko dlatego. Nie dziwi zatem, że klienci, których pozbawiono możliwości zakupów w niedziele uciekli do sieci. Tak przynajmniej stało się na Węgrzech, gdzie od marca zakazano niedzielnego handlowania hipermarketom. Otwarte mogą być tylko małe sklepy, pod warunkiem że klientów obsługuje właściciel, najemca lub jego rodzina.

W efekcie obroty handlu w sieci wzrosły o 30%. A zarobiły na tym… sklepy online wielkich hipermarketów.
Igor Hrywna

22 Cze 2015

Ta pani zdążyła zrobić karierę i zarobić. Być w Tokio i w Paryżu. Kupić mieszkanie i wyremontować dom, ale nie zdążyła być mamą. Ta pani mówi o tym do młodych obywatelek RP, aby w ten sposób zachęcić je do rodzenia dzieci. Jest jej smutno. A mówi to w przepięknym, przestronnym domu. Na oko 500 tysięcy bez ceny ziemi.
Tak wygląda video „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” przygotowane na zlecenie „Fundacji Mamy i Taty”. Video już osiągnęło sukces. Na youtube w ciągu kliku dni obejrzało je już ponad 80 tysięcy osób. Mówi się o nim w mediach. Tyle że nie o problemie macierzyństwa, ale samym przekazie. Dla statystycznej mieszkanki Mazur to wszystko brzmi, jak jakieś opowieści z mchu i paproci. Twórcy video pomylili świat wielkich warszawskich korporacji z Polską.
Bo, przy całym szacunku, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to pogoń za kasą i sukcesem zawodowym był przyczyną spadku liczby urodzin. Raczej na odwrót. Młodzi odkładają decyzję o rodzicielstwie, bo nie mają jak robić kariery, nie stać ich na kupno domu i na wyjazd. Choćby na nasze Mazury.
Kiedyś mówiło się: nieważne, jak mówią, byleby mówili. Marketingowo brzmi to: Wyróżnij się albo zgiń. I w tym sensie to video już spełniło swoją rolę. Mówi się o nim. Jeżeli to był cel Fundacji, to OK. Bo tak czy inaczej problem macierzyństwa przy okazji też zaistniał.
Ale. To video niesie też prosty przekaz dla naszej podświadomości. Utrwala pewien szkodliwy stereotyp: Albo rodzina albo kariera. Czyli, że ta pani gdyby miała dzieci, to nie miałaby tego domu a Paryż widziałaby tylko w telewizorze. Biedna byłaby po prostu.
A to już jest fatalny przekaz. Bo jednak chyba najlepiej dla Polski będzie, kiedy jak najwięcej kobiet jednocześnie będzie mieć dzieci i będzie zamożne.

04 Maj 2015

500 lat temu statystyczny mieszkaniec Europy znał pewnie z 50 twarzy, a jego dziewiczy mózg był wolny od informacji i komunikatów. Za wyjątkiem plotek przyniesionych przez sąsiadów. Dzisiaj dziennie atakuje nas kilka tysięcy różnych informacji.
Nasze mózgi radzą z tym sobie coraz gorzej. Nawet nie dlatego, że tych informacji jest tak wiele. Po prostu nie mamy czasu na analizę co jest dla nas ważne, a co jest po prostu nie wartym uwagi śmieciem. Stąd coraz gorzej czujemy się w otaczającym nas świecie. I coraz mniej go rozumiemy. Nie dlatego, że jest niezrozumiały, ale dlatego, że staje się dla nas zbyt skomplikowany. Oferuje nam zbyt wiele możliwości, których nie potrafimy ocenić. Nie potrafimy więc dokonać wyboru.
Spece od marketingu przekonują nas, że da się jednocześnie sensownie korzystać z 3 ekranów. Oglądać TV, czytać coś na tablecie i pisać posty w smartfonie. Da się. Choć tak naprawdę porządnie zrobimy tylko jedną z tych rzeczy, albo wszystkie trzy nieporządnie.
Nowoczesne technologie są bardzo często dla naszych mózgów zbyt nowoczesne. Ich obsługa angażuje nas na tyle, że nie mamy już czasu aby z nich korzystać. Zresztą jest ich tyle, że człowiek gubi się w nich, tak jak w zalewie informacji. Teraz pewnie ktoś wymyśli jakąś aplikację, która podpowie nam, co jest dla nas ważne.
Jest w tym tylko jedno małe „ale”. Te wszystkie wspaniałe aplikacje wymyślają ci, którzy w swojej pracy wykorzystują swoje mózgi. I wymyślają coś, co ma nam pomóc w wyłączeniu naszych mózgów.
Igor Hrywna

05 Kwi 2015

Na przygotowanie Świąt Wielkanocnych wydajemy dużo mniej niż na Boże Narodzenie. Wielkanoc jest też mniej skomercjalizowana. A mimo to, wydaje mi się, że to jednak karp jest bardziej rodzinny niż jajko. A choinka bardziej sakralna niż palma. W tym roku dyskusje o komercjalizacji i wyższości świąt nad świętami toczyć się będą w cieniu dwóch rocznic. 10 śmierci św. Jana Pawła II i 5 katastrofy/zamachu smoleńskiego.
Wielu narzeka dzisiaj, że nauki Jana Pawła II zostały zapomniane. Pewnie tak, ale tu chyba nie chodzi o konkretne nauki, ale o Ducha papieskiego nauczania. Bo to na nim, czasami podświadomie współcześni Polacy budują swoją tożsamość. Może to nie jest najtrafniejsze porównanie, ale co Polakom zostało z Piłsudskiego? Przecież nie konkretne czyny, nie cytaty, ale też właśnie Duch. W przypadku Smoleńska Google opowiada się raczej za katastrofą (1,7 mln wyświetlonych wyników z zapytaniem „katastrofa smoleńska”) niż za zamachem
(0,7 miliona wyświetlonych wyników z zapytaniem „zamach smoleński”). Ile 10 kwietnia 2010 roku było w Smoleńsku rosyjskiego bałaganu, a ile świadomego działania? Tego zapewne nie dowiemy się nigdy. Jak i tego czy Putin jest po prostu ślepą uliczką ewolucji czy też ponurym żartem Pana Boga.
Igor Hrywna

01 Kwi 2015

Czytaj Swój tygodnik na smartfonie, tablecie lub ekranie komputera. Jeżeli cenisz sobie wygodę to na pewno skorzystasz z tej oferty. Jeżeli zamówisz dzisiaj miesięczną prenumeratę Gazety Olsztyńskiej i Twojego tygodnika, to zapłacisz 24 złote. Tak, tylko 24 złote.

Ale to nie wszystko. Chcesz się przekonać czy czytanie e-wydanie Ci się spodoba? Wierzę, że tak. Ale nie musisz wierzyć mi na słowo. Zatem zamów pojedyńcze wydanie. Tą przyjemność możesz sobie sprawić za 123 grosze. Zgodzicie się ze mną, że to doprawdy niewiele.

Siedzisz w fotelu czy za biurkiem. A może odpoczywasz w domu? To co robisz i gdzie jesteś, już Cię nie ogranicza. Najnowsze e-wydanie Twojego tygodnika i Gazety Olsztyńskiej możesz czytać gdzie chcesz i kiedy chcesz. Na smartfonie, tablecie czy laptopie. Wystarczy wejść na kupgazete.pl.

Ale powiem też bez bicia, że jestem człowiekiem starej daty. Zwykłym do szelestu papieru. Więc przekładam wydania papierowe nad e-wydania. Elektroniczne wydania kupuję zaś z lenistwa. Kiedy nie chce mi się wychodzić z domu.

Ale to lenistwo tylko fizyczne. Bo nigdy nie pozwalam sobie na lenistwo umysłowe. Dlatego nie jest ważne czy czytacie na papierze czy na ekranie. Ważne, żebyście czytali. Bo nasza cywilizacja, to cywilizacja słowa.

Igor Hrywna

24 Mar 2015

Mniejszość twierdzi, że ludzkość głupieje nam na potęgę. Nie myśli, nie czyta. Chce tylko wygodnie żyć. Te utyskiwania czyta i tak tylko ta mniejszość. Bo większość zajęta jest robieniem (może nie robieniem) właśnie tych wszystkich rzeczy, które ją niby to ogłupiają.

Czy świat schodzi na psy? Moim zdaniem chyba jednak nie. Ludzie są tacy sami jak 100 czy 500 lat temu. A może nawet i lepsi. Różnica nie tkwi jednak w nich, ale w sposobie dostarczania im emocji. Bo przecież tak naprawdę to, co wynaleziono w ciągu ostatnich 50-lat służy temu samemu, co napędza człowieka od wieków. To emocje. Bo to one tak naprawdę stanowią nasze „ja”. Wtedy, kiedy stajemy na progu marketu i wtedy, kiedy przekraczamy próg świątyni.

Dzisiejsi ludzie kochają oglądać różne show, czasem „reality”, czasem „celebrity”. Ale co by to tam nie było, to jest w nich zawsze obecny jeden istotny element. Na oczach widzów jurorzy, albo widzowie przez sms, dokonują symbolicznej egzekucji jakiegoś uczestnika programu. I to pokazuje, że nasz świat idzie jednak ku lepszemu. Bo przecież kiedyś takim reality show były publiczne egzekucje, a Rzymianie kciukiem decydowali o życiu gladiatorów.

Był kciuk, jest sms. Była arena, jest ekran. Tylko emocja pozostała ta sama…

24 Gru 2014

Stałem w świątecznej, wijącej się jak biblijny wąż, kolejce. A we łbie kłębiły mi się różne myśli. Wśród nich taka: czy gdyby Chrystus urodził się dzisiaj, to dowiedzielibyśmy się o tym z Twittera, a Trzej Królowie na Instagramie zamieściliby sweet focię z Jezuskiem?

Kto wie, jakby tam to było, bo dzisiaj trudno o królów. Pewnie zamiast nich oraz mirry, kadzidła i złota pojawiliby się trzej doradcy do spraw sprzedaży z smartfonem, grą komputerową i jeszcze jakimś trzecim gadżetem. A co by o urodzinach Chrystusa napisały tabloidy, to nawet boję się pomyśleć.

Ale, jakie to my właściwie mamy teraz święta? Wesołe Święta? Czy też może Wesołe Święta Zimowego Przesilenia lub Końca Roku? Albo jakieś jeszcze inne, ale już nie Święta Bożego Narodzenia? Bo te ostatnie stały się ostatnio „nietolerancyjne”. I są konsekwentnie usuwane z reklam, kartek świątecznych i generalnie przestrzeni publicznej. W imię tolerancji właśnie.

W imię owej tolerancji pozwólcie mi jednak pozostać przy przekonaniu, że w Wigilię ludzkim głosem mówią wszystkie zwierzęta, te wierzące i te niewierzące.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

Igor Hrywna

12 Gru 2014

Polskiego ambasadora w Czechach wzburzyła tamtejsza reklama, w której Polak robi za cwaniaczka i oszusta. TVP puszcza za to bez mrugnięcia oka rodzimą reklamę z misiem pierdzącym na świąteczną choinkę.

W czeskiej reklamie czeskiemu narciarzowi psuje się telefon. Wtedy pojawia się przed nim Polak, zamaskowany pod postacią choinki. Wymienia narciarzowi telefon na wyglądający jak nowy smartfon, w którym jednak od razu pęka ekran. Handlarz znika.

Tak to czeski T Mobile przekonywał, że lepiej wymieniać telefony u niego. Na tą właśnie okoliczność zaprotestowała pani Grażyna Bernatowicz, polski ambasador w Pradze. Co spotkało się z falą oburzenia w postępowych polskich mediach. Bo przecież ta reklama ich zdaniem, to nic innego, jak tylko przejaw czeskiego poczucia humoru. I nawet skłonny jestem się z nimi zgodzić. Uważam, że to nie jest temat nadający się na protest ambasadora.

Jest w tym jednak pewne „ale”. Czy gdyby taką reklamę puścił polski operator, a rolę naciągacza „zagrałby” Żyd. To czy wtedy ci sami ludzie też uznaliby to za przejaw specyficznego humoru, ale już nie czeskiego tylko polskiego? W każdym razie czeski T Mobile reklamę wycofał.

A swoją drogą, to ciekawe, że nikogo z rządu nie oburza reklama polskiego operatora sieci komórkowej, w której miś pierdzi na choinkę i w efekcie ją zapala.

Ja, jeżeli już miałbym wybierać, to jednak wolę czeską reklamę. Bo nie jest na pewno chamska i wulgarna.

Igor Hrywna

02 Gru 2014

Co to znaczy, że coś jest normalne, że jest normą? Ano to, że większość uznaje takie coś za normalne. Więc skoro św. Mikołaj kojarzy się większości z białobrodym panem ubranym w czerwony kubraczek, to jest to normalne. Zatem siebie muszę zaliczyć do nienormalnych.

Organizatorzy pewnego świątecznego jarmarku wysłali mi maila z zaproszeniem na rzeczoną imprezę. Wśród atrakcji zaanonsowano też przybycie „prawdziwego św. Mikołaja z Laponii”. A ot mi głupiemu zdawało się, że w odróżnieniu od tego z reklamy, prawdziwy św. Mikołaj, pochodzi z całkiem innego miejsca.
Nie z Laponii, ale z terenu dzisiejszej Turcji. Mówię o św. Mikołaju z Myry, który żył w latach (270-350) po narodzeniu Chrystusa. I który rozdał potrzebującym odziedziczony po rodzicach majątek.

Święty zmarł 6 grudnia. W średniowiecznej Europie w dniu kiedy go wspominano rozdawano stypendia ubogim studentom. Dzięki ks. Piotrowi Skardze ta tradycja dotarła do Polski. Ks. Skarga z kolei zbierał datki na posag dla ubogich szlachcianek, a pieniądze przekazywał im właśnie 6 grudnia.

Później przerodziło się to w obdarowywanie prezentami dzieci. A jeszcze później wynaleziono coca-colę, a ta wynalazła swojego św. Mikołaja.

Choć właściwie tak do końca to już nie wiadomo, czy ci białobrodzi panowie odgrywają jeszcze św. Mikołaja czy też już tylko jakiegoś „prawdziwego” Mikołaja. Tylko, czy taki sobie pan Mikołaj będzie miał dla nas jakieś prezenty?
Igor Hrywna

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.