22 Maj 2016

– Za 10 lat komputery przewyższą ludzi w zakresie możliwości odbioru rzeczywistości – twierdzi Mark Zuckerberg, twórca Facebooka. – W wykonywaniu niektórych czynności komputery już wkrótce będą lepsze od ludzi – mówi prosto z mostu Eric Schmidt z Google. Chodzi o rozwój sztucznej inteligencji, która staje się trendem numer 1 naszego stechnicyzowanego świata.

Niektórzy wieszczą już, że spełniają się proroctwa pisarzy science fiction, a scenariusz Termintora może „zejść z ekranu” i stać się rzeczywistością. Bunt rozumnych maszyn raczej nam nie grozi. Osaczenie przez komputerowe programy kognitywne (samouczące się na ludzkie podobieństwo) jest już jednak wielce prawdopodobne.

Nie to jednak jest dzisiaj groźne. Problemem jest to, że rozwój nowoczesnych technologii zabiera coraz więcej pracy zwykłym ludziom. Ostatnio wyczytałem, że już niedługo wiele firm wróci z Chin do Europy. Bo drukarki 3D będa produkować taniej i szybciej od Chińczyków.
Generalnie na postępie korzysta garstka ludzi.

Wracają czasu starożytnego Rzymu, gdzie władzę miała garstka wielkich właścicieli niewolników. Dzisiaj władają oni nowoczesnymi technologiami. A obywatelom, jak w starożytnym Rzymie, pozostaną wkrótce tylko igrzyska.

Igor Hrywna

31 Gru 2015

Co zrobił szpital psychiatryczny kiedy uciekł z niego groźny przestępca. Od razu poinformował o tym na swoim profilu na Facebooku. Co zrobiła policja? Wydała komunikat dwa dni po ucieczce.

To dobry przykład na to, że media społecznościowe mogą służyć ludziom, zamiast ich krępować. Przynosić korzyść. Niestety, coraz więcej znaków na ziemi wskazuje, że więcej mamy z tego „internetowego” postępu złego niż dobrego. Dlaczego? Bo to co teraz nam wynajdują służy przywiązaniu nas do czegoś, a nie wolności czy naszej korzyści.
Już nie chodzi bowiem o to, żeby zaoszczędzić nam czas, ale aby go nam ukraść. A my nie mamy nic cenniejszego od czasu.

Żyjemy coraz szybciej, wszystko robimy w pośpiechu. Ta szybkość nie dodaje nam jednak życia, ale robi martwymi. Bo nie mamy czasu żyć.

To samo dotyczy informacji. Jest jej już tak dużo, że przestajemy rozumieć, co i dlaczego jest dla nas ważne. Dlatego elitą dziennikarstwa XXI wieku nie bedą ci, którzy tworzą informację. Będą ci, którzy wybiorą dla nas to, co jest dla nas ważne czy korzystne. Czyli zaoszczędzą nam czas.
Czego zatem życzyć Państwu i sobie na nadchodzący 2016 rok? Po pierwsze, drugie i trzecie: Więcej czasu….

Igor Hrywna

01 Wrz 2015

Marketing. Kupowanie to dzisiaj postawa obywatelska. Kiedy ja kupuję, to inni sprzedają. Wtedy inni kupują też, to co sprzedaję ja. Tak to dzisiaj od szarży pod Somosierrą ważniejszy jest szturm na jakiś hipermarket. Zresztą, kto to jeszcze pamięta co to była za szarża?
Nic więc dziwnego, że w dzisiejszych czasach to marka jakiegoś produktu określa człowieka. Jestem tym co kupuję. Począwszy od auta, a skończywszy na chlebie czy herbacie. Kochamy te swoje marki miłością ślepą i gorącą. Tak mocną, że marka bywa ważniejsza od rozumu. Dowiedli tego ostatnio dziennikarze z holenderskiego kanału Dit Is Normaal, którzy na iPhonie zainstalowali Androida. I poprosili o opinie nieświadomych podstępu fanów „jabłuszka”. Ci jak jeden mąż i niewiasta wychwalali urządzenie.
Zresztą wcześniej ci sami dziennikarze wyśmieli speców od zdrowej żywności, wzbudzając ich zachwyt odpowiednio spreparowanym jedzeniem z McDonaldsa.
Dzisiaj to już powszechne zjawisko. TV a teraz internet zglobalizowały ludzi. Stworzyły z nich nowe plemiona: wyznawców i apostołów marek. To nowe religie XXI wieku. Wieku, w którym myślenie zastępują emocje.
A samo myślenie ogranicza się już tylko do emocjonalnego rozstrzygnięcia: jaka marka będzie moim plemiennym totemem.

Igor Hrywna

09 Lip 2015

Ponurzy wizjonerzy mylili się. Postęp techniczny był dla nich narzędziem, przy pomocy którego władza będzie kontrolować obywateli. Dzisiaj już wiadomo, że nie idzie, ani o władzę, ani o obywateli.

Wiecie ile dzisiaj śledzi Was kamer? Tego nie wie nikt. Pewnie ktoś włącza je zgodnie z prawem, ale kto to, tak naprawdę wie? Podobno najbardziej „zmonitorowanym” miastem na świecie jest Londyn. Pracuje tam ponad milion kamer. Kamer na ulicach czy w sklepach jest już tak dużo, że nie budzą już dzisiaj jakiś specjalnych emocji.
W tym upowszechnieniu kamer jest jednak pewne niebezpieczeństwo. I nie idzie tu o naszą prywatność.

Nasze Ministerstwo Edukacji chce wprowadzić monitoring do 1,5 tysiąca szkół.

Moim zdaniem to błąd. Bo kamery zastąpią dzieciom normy moralne. I może się okazać, że wychowamy pokolenie z „moralnością kamery”. Pokolenie, które za normę uzna, że przykładne zachowanie zależy od tego czy patrzy na nas kamera.
Tak czy inaczej kamery są by nas chronić, a nie tropić.

Bo to nie władza tropi nas jako obywateli przy pomocy nowoczesnych technologii. Robią to wielkie firmy, które chcą wiedzieć wszystko o naszych zachowaniach jako konsumenta. Kiedyś odbywało się to tylko w internecie. Teraz także coraz częściej w realnych sklepach. Na przykład przez systemy, które łączą się z naszym Wi Fi i pokazują jak poruszamy się po markecie. Oczywiście anonimowo.

Dzisiaj całe IT pracuje nad narzędziami, które pozwolą korporacjom jak najlepiej zrozumieć dlaczego coś kupujemy.

I to jest generalnie dobre, bo dzięki temu trafiają do nas spersonalizowane reklamy.
Problemem jest to, że jesteśmy ciekawi tylko jako konsumenci. A jako obywatele niewiele warci.

Igor Hrywna

29 Cze 2015

Co spowodował wprowadzony niedawno na Węgrzech zakaz handlu w niedzielę? Klienci uciekli do sieci. Zakaz wzmocnił po prostu sprzedaż online. Proste i logiczne w dzisiejszych czasach. Handel online to dzisiaj prawdziwy fetysz. Rośnie w szalonym tempie.

A realne sklepy coraz częściej służą za przymierzalnie. Jest na to już nawet specjalne, oczywiście angielskie, określenie: showrooming. Showrooming polega na tym, że idziemy sobie do sklepu, oglądamy towar a potem sprawdzamy gdzie go można kupić taniej. Co ciekawe istnieje też trend odwrotny zwany ROPO (Research Online Purchase Offline – Znajduję w online, kupuję w offline). Skąd bierze się tak niebywały sukces handlu internetowego? Fachowcy twierdzą z reguły, że kupowanie online jest wygodniejsze i szybsze.

Moim zdaniem jednak nie to o tym decyduje, ale cena. W necie kupujemy, bo jest taniej. Tylko dlatego. Nie dziwi zatem, że klienci, których pozbawiono możliwości zakupów w niedziele uciekli do sieci. Tak przynajmniej stało się na Węgrzech, gdzie od marca zakazano niedzielnego handlowania hipermarketom. Otwarte mogą być tylko małe sklepy, pod warunkiem że klientów obsługuje właściciel, najemca lub jego rodzina.

W efekcie obroty handlu w sieci wzrosły o 30%. A zarobiły na tym… sklepy online wielkich hipermarketów.
Igor Hrywna

12 Gru 2014

Polskiego ambasadora w Czechach wzburzyła tamtejsza reklama, w której Polak robi za cwaniaczka i oszusta. TVP puszcza za to bez mrugnięcia oka rodzimą reklamę z misiem pierdzącym na świąteczną choinkę.

W czeskiej reklamie czeskiemu narciarzowi psuje się telefon. Wtedy pojawia się przed nim Polak, zamaskowany pod postacią choinki. Wymienia narciarzowi telefon na wyglądający jak nowy smartfon, w którym jednak od razu pęka ekran. Handlarz znika.

Tak to czeski T Mobile przekonywał, że lepiej wymieniać telefony u niego. Na tą właśnie okoliczność zaprotestowała pani Grażyna Bernatowicz, polski ambasador w Pradze. Co spotkało się z falą oburzenia w postępowych polskich mediach. Bo przecież ta reklama ich zdaniem, to nic innego, jak tylko przejaw czeskiego poczucia humoru. I nawet skłonny jestem się z nimi zgodzić. Uważam, że to nie jest temat nadający się na protest ambasadora.

Jest w tym jednak pewne „ale”. Czy gdyby taką reklamę puścił polski operator, a rolę naciągacza „zagrałby” Żyd. To czy wtedy ci sami ludzie też uznaliby to za przejaw specyficznego humoru, ale już nie czeskiego tylko polskiego? W każdym razie czeski T Mobile reklamę wycofał.

A swoją drogą, to ciekawe, że nikogo z rządu nie oburza reklama polskiego operatora sieci komórkowej, w której miś pierdzi na choinkę i w efekcie ją zapala.

Ja, jeżeli już miałbym wybierać, to jednak wolę czeską reklamę. Bo nie jest na pewno chamska i wulgarna.

Igor Hrywna

02 Gru 2014

Co to znaczy, że coś jest normalne, że jest normą? Ano to, że większość uznaje takie coś za normalne. Więc skoro św. Mikołaj kojarzy się większości z białobrodym panem ubranym w czerwony kubraczek, to jest to normalne. Zatem siebie muszę zaliczyć do nienormalnych.

Organizatorzy pewnego świątecznego jarmarku wysłali mi maila z zaproszeniem na rzeczoną imprezę. Wśród atrakcji zaanonsowano też przybycie „prawdziwego św. Mikołaja z Laponii”. A ot mi głupiemu zdawało się, że w odróżnieniu od tego z reklamy, prawdziwy św. Mikołaj, pochodzi z całkiem innego miejsca.
Nie z Laponii, ale z terenu dzisiejszej Turcji. Mówię o św. Mikołaju z Myry, który żył w latach (270-350) po narodzeniu Chrystusa. I który rozdał potrzebującym odziedziczony po rodzicach majątek.

Święty zmarł 6 grudnia. W średniowiecznej Europie w dniu kiedy go wspominano rozdawano stypendia ubogim studentom. Dzięki ks. Piotrowi Skardze ta tradycja dotarła do Polski. Ks. Skarga z kolei zbierał datki na posag dla ubogich szlachcianek, a pieniądze przekazywał im właśnie 6 grudnia.

Później przerodziło się to w obdarowywanie prezentami dzieci. A jeszcze później wynaleziono coca-colę, a ta wynalazła swojego św. Mikołaja.

Choć właściwie tak do końca to już nie wiadomo, czy ci białobrodzi panowie odgrywają jeszcze św. Mikołaja czy też już tylko jakiegoś „prawdziwego” Mikołaja. Tylko, czy taki sobie pan Mikołaj będzie miał dla nas jakieś prezenty?
Igor Hrywna

14 Paź 2014

Znacie to? Na pewno znacie. Idziemy do marketu po 3 rzeczy, wychodzimy z 30. Bo z jednej półki coś rzuciło się w oczy, z innej zaatakowała je promocja, z jeszcze innej superokazja. Bo przecież to nie mózg kupuje, ale oczy. Nie świadomość, ale podświadomość.

Piszę o tym, zainspirowany tekstem dziennikarza obywatelskiego (olsztynska24.pl) o świątecznych Mikołajkach, które już teraz opanowały półki jednego z mazurskich hipermarketów. I uwierzcie mi nie ma co się dziwić, że owe Mikołaje już teraz nas atakują. Bo nie chodzi o to, żebyśmy je teraz kupowali. Nie. One mają za zadanie już teraz zagnieździć w naszych głowach. Tak, aby nasza podświadomość, kojarzyła ten sklep z Bożym Narodzeniem, a konkretnie z świątecznymi zakupami. Po to żebyśmy w grudniu to tam zrobili zakupy.

Ale czy jest w tym coś złego? Przecież tak naprawdę ten sklep nie robi nic innego, jak tylko kopiuje ludzkie zachowania. Przecież my też cały czas coś sprzedajemy i coś kupujemy. Czasami są to święte Mikołaje z hipermarketu, a codziennie sprzedajemy samych siebie innym. Bo całe nasze życie to wymiana korzyści. Za pieniądze lub za miły uśmiech.

Igor Hrywna

06 Sie 2014

Czy to już rewolucja? Chyba tak. Lokalne, regionalne produkty powoli opanowują półki hipermarketów. Szkoda tylko, że niewiele miejsca zajmują tam produkty z Mazur.

Pamiętacie to jeszcze? W pierwszych hipermarketach powstałych po 1989 roku królowały zagraniczne produkty. W tym mleko czy jogurty. Potem przyszedł czas na polskie produkty. A hipermarkety zaczęły się chlubić, że sprzedają polskie produkty. Bo są już tak samo dobre jak te, produkowane w ojczyznach właścicieli tychże marketów.

Teraz przyszedł czas na promowanie już nie ogólnopolskich, ale regionalnych czy wręcz lokalnych marek. Pierwszy wyłom zrobili browarnicy. I ni z gruszki, ni z pietruszki okazało się, że jest zbyt na produkcję małych browarów. W tym i naszego olsztyńskiego.

Rosnącą popularność lokalnych i regionalnych jako pierwsza zaczęło wykorzystywać Tesco, które rzuciło na swoje półki wędliny oznaczone jako „Skarby regionów”. Nie są to jednak produkty lokalnych wytwórców, ale odtworzone i przystosowane do współczesnych czasów wyroby oparte na recepturach z początku XX wieku. Ciekawe czy Lidl zrezygnuje teraz ze swojej „kuchni świata” na rzecz „kuchni regionalnej”?

Wielkie sieci zabijają mały i średni handel. Niszczą w ten sposób lokalne rynki. Teraz jednak mogą się zrehabilitować wpuszczając na swoje półki lokalne wyroby. Tego akurat Tesco nie zrobiło, bo „Skarby regionów” to produkty Tesco, a nie lokalnych wytwórców.

Wśród 13 produktów oferowanych przez Tesco nie ma żadnego kojarzącego się z Mazurami. Najbliżej nam do szynki ciechanowskiej. Blisko, ale jakże daleko…Bo to jednak już nie nasza tradycja, nie nasza lokalność. No tak, ale co jest nasze, co jest lokalne? Co jest wspólne dla Mazur, gdzie nie ma Mazurów?

Igor Hrywna

30 Cze 2014

Wybór towaru w hipermarkecie jest dzisiaj ważniejszy niż jakieś wybory polityczne. Tak po prostu jest. Jesteśmy teraz świadkami fascynującego procesu. Obywatela i myślenie obywatelskie zastępuje konsument. I nawet afera podsłuchowa tego nie zmieni. Bo to wyjątek potwierdzający regułę. I podniecający głównie polityków i dziennikarzy, a nie zwykłych obywateli.

No tak. Ale ilu w Polsce mamy jeszcze tych obywateli? Bo jednak większość mieszkańców RP to dzisiaj chyba jednak konsumenci.
To oni stali się jądrem nowego społeczeństwa. A jak celnie zauważył Benjamin Barber w swojej książce „Skonsumowani” obywatel troszczy się o dobro wspólne, konsument dba głównie o własną korzyść. O to, żeby kupić taniej, złapać okazję, skorzystać z promocji. To są właśnie wybory konsumenta. Ale nie do końca. Konsumentom brak jest wiary, że mogą coś zmienić w Warszawie. Ale chcą mieć wpływ na to co się dzieje w ich najbliższym otoczeniu. Stan chodnika przed budynkiem jest równie wążny dla mieszkającego tam obywatela jaki i konsumenta.

Media konsekwentnie za konsumentem podążają. To logiczne, że chcą być tam, gdzie ich czytelnik. Ale dzisiejszy konsument ma coraz większy problem. Tym problemem jest wybór. Jaki wybrać hipermarket, a w nim jakie towary? A jest ich przecież coraz więcej. Podobnie jest z natłokiem informacji w internecie. Ta mnogość jest jednak największą szansą dla poważnych mediów obywatelskich, takich jak ten tygodnik. Bo to takie media stają się dzisiaj przewodnikiem dla tych, którzy chcą, by ktoś z autorytetem powiedział im, co jest dla nich ważne.

Jak będzie jutro pogoda jest dzisiaj ważniejszą informacją niż to, czy Tusk jutro kogoś tam odwoła czy nie odwoła. Jest to ważna informacja, bo odnosi się do nas. A to, czy ktoś jest czy nie jest ministrem, ma równie mizerny wpływ na nasze życie jak kolor majtek najbardziej nawet znanej i lubianej gwiazdy.

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.