11 Sty 2016

Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę. Tak krzyczał Maks w czasie wybudzania z hibernacji w filmie „Seksmisja”. Wiele mediów wieszczy, że rok 2016 może być takim ciemnym rokiem dla Europy i dla świata. I są w tym prognozowaniu wyjątkowo pesymistyczne.
Terroryzmu nie uda się powstrzymać. Unia Europejska w 2015 roku i tak już mocno zatrzeszczała w szwach. A prognoza na 2016 rok jest jeszcze gorsza. Znana nam UE może się po prostu podzielić. Nieobliczalna Rosja z kolei, przy dalszych spadkach cen ropy, może znowu podgrzać wojnę na Ukrainie. Wychodzi na to, że żyjemy w jakichś mało stabilnych czasach.
To tylko pesymistyczna prognoza, ale przecież na swój sposób już żyjemy w takiej nieobliczalnej epoce. Tak od paru ładnych lat działa przecież światowa gospodarka, gdzie nic nie jest pewne, nic przewidywalne. Teraz mamy problem z emigrantami. Wcześniej, w gospodarce, to był zalew nielegalnej chińszczyzny.
Nasza Unia zatrzeszczała w szwach nie od zamachów terrorystycznych, ale od fali uchodźców z Syrii. A ci pojawili się u nas od razu po tym, jak tylko w konflikt syryjski zaangażowała się Rosja. Ale to nie dzisiejsza Rosja jest naszym głównym problemem. Problemem jest to, że Europa nie ma wspólnej wizji, czym chce być. Strach przed obcymi to po prostu tylko strach. Można na nim zbudować co najwyżej supernowoczesne więzienie.

Igor Hrywna

19 Sie 2015

Historia. – Bierz d..ę w troki i sp….aj do swojego gównianego kraju – tyle w sierpniu 1920 roku miał do powiedzenia Marszałek Piłsudski Tuchaczewskiemu. Tuchaczewski był rosyjskim wojskowym, który dowodził prącymi na Warszawę siłami bolszewicko-rosyjskimi.
W tym roku obchodzimy już 95. rocznicę Cudu na Wisłą. I tradycyjnie przy tej okazji chciałbym upomnieć się o generała Marka Bezruczkę (1883-1944).
Generał Bezruczko bił bolszewików na Ukrainie od 1918 roku. W czasie wojny 1920 roku dowodził ukraińską 6 dywizją Strzelców Siczowych i walczył razem z Polakami przeciwko bolszewikom. Kiedy w sierpniu 1920 roku Budionny skierował swoją armię konną na Zamość, Bezruczce powierzono obronę miasta złożoną z polskich i ukraińskich żołnierzy.
– Ukraińscy żołnierze bili się obok nas jakby to był jakiś konkurs popisu. Nie drgnęli ani razu – tak wspominał ukraińskich żołnierzy walczących w obronie Zamościa jeden z polskich oficerów.
Bolszewicy Budionnego przez Zamość szli na Warszawę, by połączyć się tam z armią Tuchaczewskiego. Nie doszli. Dzięki temu Piłsudskiemu łatwiej było sprawić, żeby Tuchaczewski wziął swoje cztery litery w troki.
Po wojnie Bezruczko mieszkał w Warszawie. Tam zmarł w lutym 1944 roku. Pochowano go na cmentarzu prawosławnym obok innych Ukraińców, sojuszników Polski w wojnie z rosyjskim bolszewizmem.
Do tej pory nie ma swojej ulicy, ani w Zamościu, ani w swoim rodzinnym
Tomaku na Ukrainie. Ciągle jest bezdomny…

10 Kwi 2015

Tydzień po zachodnich chrześcijanach Boże Zmartwychwstanie świętować będą chrześcijanie wschodni. Tak to wynika z kalendarza, jakim się posługują. Na Mazurach i Warmii to głównie Ukraińcy, grekokatolicy i prawosławni. Nie świętujemy jednak Wielkiej Nocy, ale „Wełykdeń” czyli Wielki Dzień. Ale nie o różnicach chcę pisać.
A o tym, że Pan Bóg drugi raz nie da nam takiej szansy jak dzisiaj. Szansy na to, aby przezwyciężyć przeszłość i wspólnie budować przyszłość. Ukraińcy przez lata siadali do wspólnego stołu z Moskalami. Jedni z przekonania, inni z przymusu. Dzisiaj większość z nich od tego stołu już wstała. I teraz walczy z bronią w ręku, by móc samemu wybrać sobie z kim chce się dzielić wielkanocną święconką.
Polska i Polacy wspierają jak mogą ten zryw. Nic więc dziwnego, że Ukraińcy widzą w nich właśnie tego sąsiada, z którym należy zasiąść przy wspólnym stole i podzielić się święconką.
Polska i Ukraina razem są w stanie zmienić geopolityczny układ w Europie. O ile oczywiście Rosji nie uda się skłócić obu narodów. A kremlowskie diabły pracują nad tym bardzo usilnie. Ja jednak wierzę, że spełnią się słowa śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wypowiedziane w Gruzji w 2008 roku:
„Jesteśmy tu po to, by podjąć walkę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nasi sąsiedzi z północy, dla nas także z północy, ze wschodu, pokazali twarz, którą znamy od setek lat. Ci sąsiedzi uważają, że narody wokół nich powinny im podlegać. My mówimy nie! Ten kraj to Rosja. Ten kraj uważa, że dawne czasy upadłego, niecałe 20 lat temu, imperium wracają. Że znów dominacja będzie cechą tego regionu. Otóż nie będzie. Te czasy się skończyły raz na zawsze. Nie na dwadzieścia, trzydzieści, czy pięćdziesiąt lat!”
Swoją drogą, to już chyba przyszła pora, żeby ukraińscy katolicy i prawosławni zerwali z moskiewską tradycją i świętowali swój Wielki Dzień wtedy, kiedy Wolny Świat świętuje Wielką Noc.

Chrystos Woskres. Woistynu Woskres. Chrystys Zmartwychwstał. Zaprawdę Zmartwychwstał.

Igor Hrywna

01 Wrz 2014

Czy idiota może być dziennikarzem? Pewnie nie. Podobnie jak nie może być rolnikiem, sprzedawcą czy kierowcą. Może być jednak pożytecznym idiotą. Szczególnie, jeżeli pisuje o polityce w niemieckich gazetach.

Większość z nich onanizuje się ostatnio umysłowo odmieniając przez wszystkie przypadki „nie drażnić Moskwy”. I nie idzie tu bynajmniej o drażnienie Ukrainą, ale Polską i NATO.

Polska i kraje bałtyckie zabiegają mianowicie o wzmocnienie wschodniej flanki NATO. Chcą u siebie baz wojskowych NATO i tego, żeby słynna tarcza antyrakietowa chroniła nas także od rosyjskich rakiet.

Niemcy tego nie chcą. Bo nie chcą, aby tarcza antyrakietowa była „skierowana przeciwko Rosji”. Rosjanie jeszcze odebraliby to „jako prowokację”, ekscytują się niemieccy dziennikarze. Tak popisuje sobie na przykład ” Der Spiegel”, największy i najbardziej wpływowy niemiecki tygodnik opinii. Nie wyjaśnia jednak, jak tarcza może być skierowana przeciwko komukolwiek, skoro to broń obronna.

Niemieccy dziennikarze jakoś zapominają też, że to w nas są wymierzone rakiety z Kaliningradu. Zresztą. Uznajmy niemiecką logikę, że natowska tarcza antyrakietowa to broń ofensywna. Po tym, co ostatnio robi Kreml, to niby przeciwko komu miałaby być wymierzona? Przeciwko krasnoludkom? Pewnie też nie, bo przecież te noszą czerwone czapeczki. To też może rozdrażnić Kreml, ozdobiony w końcu czerwoną gwiazdą.

Pani kanclerz Merkel nie chce też w Polsce baz NATO. Bardzo ostro skomentował to w Newsweeku Tomasz Lis. Lis politykę tzw. Zachodu wobec Putina określił jako „polityczny kundlizm”. – Baz NATO w Polsce nie będzie – pisze Lis. – Powiedziała to pani kanclerz, która – potraktowana kiedyś labradorem przez Putina – bardzo się teraz troszczy, by Putina nie prowokować

Teraz Merkel dała tydzień Putinowi, żeby się opamiętał. Tzn. dała tydzień rosyjskiej armii, żeby zajęła w tym czasie co tylko zdoła. A potem znowu pogrozi sankcjami.

Tarcza antyrakietowa nie może być wymierzona w Rosję, ale rosyjskie rakiety mogą być wymierzone w Polskę. Bazy NATO mogą być w Niemczech, ale nie mogą w Polsce. To dość dziwna logika, jak na sojusznika. Tylko czyim sojusznikiem są dzisiaj Niemcy?

Igor Hrywna

19 Sie 2014

Co robi zwykły człowiek, kiedy ktoś go notorycznie okłamuje? Przestaje mu wierzyć i uznaje za notorycznego kłamcę. Rosjanie od początku swojej agresji przeciwko Ukrainie kłamią. I tych swoich kłamstw nawet nie próbują specjalnie ukrywać.

A spora część dziennikarzy, siląc się na dziwaczny obiektywizm, brednie Kremla zestawia z informacjami strony ukraińskiej. której na kłamstwie nikt nie złapał.

Owi „obiektywni” dziennikarze dają się też ( a może chcą) wodzić za nos rosyjskiej propagandzie. Ot choćby osławiony „biały konwój”. Dziennikarze na całym świecie śledzili go. A ten to znikał, to się pojawiał. świat oszalał na punkcie konwoju. I w tym szaleństwie była rosyjska metoda. Bo wszyscy zapomnieliśmy o zestrzeleniu przez rosyjskich terrorystów malezyjskiego samolotu.

I o to dokładnie chodziło. Bo Niemców czy Francuzów nijak nie interesuje kiedy Rosjanie zabijają Ukraińców. Co innego kiedy zabijają Holendrów czy Australijczyków, ale o tym już nikt nie pamięta. Dlatego rosyjscy terroryści wzięli się za zabijanie cywilów.

15 Sie 2014

Trudno być bohaterem dwóch narodów. Generał Marko Bezruczko (1883-1944) jest tego najlepszym przykładem. Generał bił bolszewików na Ukrainie od 1918 roku. W 1920 roku bronił Zamościa przed hordami Budionnego. Generał nie ma swojej ulicy, ani w rodzinnym Tomaku koło Zaporoża, ani w Zamościu.

W czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku płk. Bezruczko dowodził ukraińską 6 dywizją Strzelców Siczowych i walczył razem z Polakami przeciwko bolszewikom. Kiedy w sierpniu 1920 roku Budionny skierował swoją armię konną na Zamość, pułkownikowi Bezruczce powierzono obronę miasta złożoną z polskich i ukraińskich żołnierzy. Bolszewicy Budionnego przez Zamość szli na Warszawę, aby połączyć się tam z bolszewickimi wojskami Tuchaczewskiego. Nie doszli. Dzięki termu Piłsudskiemu łatwiej było rozprawić się zz Tuchaczewskim pod Warszawą.

– Ukraińscy żołnierze bili się obok nas jakby to był jakiś konkurs popisu. Nie drgnęli ani razu, a artylerzyści ich okazali się pracownikami pierwszej klasy – tak wspominał ukraińskich żołnierzy walczących w obronie Zamościa jeden z polskich oficerów.

Po wojnie Bezruczko mieszkał w Warszawie. Tam zmarł w lutym 1944 roku. Pochowano go na cmentarzu prawosławnym na warszawskiej Woli. Spoczął obok innych Ukraińców, sojuszników Polski w wojnie z rosyjskim bolszewizmem. Dzisiaj mało kto o nim pamięta, a przecież nadaje się idealnie na wspólnego polsko-ukraińskiego bohatera. Pewni nikt o nim nie wspomni w czasie obchodów Święta Wojska Polskiego.

Szkoda też, że nikt nie zacytuje pięknego zdania, jakim w sierpniu 1920 roku przywitał Tuchaczewskiego Marszałek Piłsudski: Bierz d..ę w troki i sp….aj do swojego gównianego kraju.

Igor Hrywna

08 Sie 2014

Dlaczego nie lubię polskich filmów? Nie dlatego, że „W filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Taka, proszę pana… Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”. To fragment dialogu Maklakiewicza i Himilsbacha z „Rejsu”.

Dzisiaj polskie filmy nie są już nudne. Są za to robione dla jakiś masochistów. Wyrabiają w nas przekonanie, że życie jest do czterech liter a nasi sąsiedzi to sępy. A jedyne dobre, które może nas spotkać to to, że nie zarwie się pod nami sznur, na którym powinniśmy się obwiesić.

W sobotniej Gazecie Olsztyńskiej przeczytałem bardzo ciekawy wywiad Ewy Mazgal z reżyserem Wojtkiem Jeżowskim, synem piosenkarki Majki Jeżowskiej, który wychowywał się w USA i w Polsce.

– Amerykańskie filmy, nawet jeżeli historia, o której opowiadają jest tragiczna, kończą się zazwyczaj dobrze. Gdy człowiek na takich filmach się wychowuje, to wyrasta w przekonaniu, że wszystko jest możliwe – mówi Jeżowski.

Ale co to ma wspólnego z jabłkami? Ano kiedy chwyciła akcja „Jedz jabłka na złość Putinowi” natychmiast pojawiła się cała rzesza fachowców, która skrupulatnie wyliczyła nam, że akcja nie ma sensu, bo nie zjemy wszystkich jabłek, które zatrzymał Putin. Pewnie może i nie zjemy. Ale przecież to nie o to chodzi. Chodzi o wytworzenie w Polsce patriotyzmu konsumpcyjnego. O wszczepienie amerykańskiego przekonania, że każdy kryzys czy zagrożenie jest jednocześnie szansą. No i pokazanie ponurakom, że mogą nas cmoknąć w…ogryzek.

Igor Hrywna

29 Lip 2014

Większość zachodnich (lewicowych) mediów do tej pory nie może pogodzić się z myślą, że sympatyczny kremlowski niedźwiedź okazał się żądnym krwi wampirem. Lewicowym zachodnim mediom trudno się z tym żyje, ale po strąceniu przez rosyjskich terrorystów boeinga nie maja już specjalnego pola manewru.

To nie znaczy oczywiście, że te media zrezygnują z „prorosyjskiego obiektywizmu”, ale zaczynają dostrzegać różne rosyjskie działania, których do tej pory „nie widzieli”. A które polskie media zobaczyły już dawno temu. I tak ostatnio francuskie Le Figaro dostrzegło cyberżołnierzy Kremla, którzy zalewają internet prorosyjskimi komentarzami. Jest to 600 opłacanych blogerów i komentatorów rosyjskiej Agencji Badań Internetu.

Le Figaro dostrzegło to teraz, w końcu lipca 2014 roku. Polskie media pisały o tym już w marcu. Żeby to zobaczyć nie trzeba było śmierci 300 niewinnych osób.

13 Lis 2012

Niewiedza, że istnieje Google i YouTube czy po prostu zła wola? Tylko takie pytanie można sobie zadać po przeczytaniu „raportu” Fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae o wyborach na Ukrainie. Bo gdyby wykorzystali jedno lub drugie to nie pisaliby takich dziwadeł:

„Biorąc pod uwagę zwycięstwo partii rządzącej nasuwa się pytanie, czy nie doszło do nadużyć podczas wyborów. Zachodnia prasa jednoznacznie ocenia, że doszło do regresu demokracji na Ukrainie. Zarówno podczas kampanii wyborczej, jak i w dniu wyborów miało dojść do kupowania głosów i korumpowania przedstawicieli mediów. Nie podaje się przy tym przykładów owych nadużyć, co byłoby istotnie dla dokonania obiektywnej oceny procesu wyborczego”.

To chyba najbardziej zdumiewający fragment owego „raportu”. W internecie są setki przykładów na fałszowanie wyborów. Wystarczy znać choć trochę ukraiński lub rosyjski i użyć Googla.

W innym miejscu czytamy:

„Społeczeństwo tęskni za ładem z okresu ZSRR, stąd tak wysokie poparcie dla komunistów.”

To kolejny „odkrycie”. Tymczasem komuniści zdobyli 2,68 miliona głosów co stanowi 13,18% wszystkich głosów. Ale zdobyli je głównie na wschodzie Ukrainy: 369 tysięcy dała im na przykład obłast (województwo) doniecka a 255 tysięcy łuhańska.

To kolejne odkrycie naszych mędrków:
„W pięciu okręgach jednomandatowych komisje wyborcze nie mogły policzyć oddanych głosów z uwagi na sparaliżowania ich pracy przez kandydujących posłów i ich zwolenników. Negatywną rolę odegrali zarówno przedstawiciele partii rządzącej, jak i opozycji. W konsekwencji, aby protokoły dotarły do Centralnej Komisji Wyborczej (CKW), na polecenie sądu musiały wkroczyć oddziały milicji.”

W rzeczonych 5 okręgach próbowano sfałszować wyniki. Opozycyjni kandydaci próbowali do tego nie dopuścić. Przy pomocy milicji władza próbowała po prostu „pomóc” swoim kandydatom. tak było np. w mieście Pierwomajsk.

Niemniej zdumiewa konkluzja autora/autorów „raportu”:

„W tych okolicznościach najbardziej prawdopodobny i najbardziej korzystny dla Ukrainy scenariusz, to koalicja „Partii Regionów” z komunistami, o ile będzie taka potrzeba”.

Raport: czytaj tutaj

08 Lis 2012

Tym razem z Ukrainy. Pocieszające jest to, że w tym roku komuniści nie zdecydowali się 7.11 na przemarsz główną ulicą Kijowa. Po raz pierwszy od odzyskania przez Ukrainę niepodległości.

Media,Marketing,Reklama.+ Ciut polityki. O tym piszę. Igor Hrywna.

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.